Margaret i Hal zawsze chcieli mieć dom na własność. Ich życie potoczyło się tak, że przez wiele lat przenosili się z miejsca na miejsce, zaliczając wynajęte mieszkania oraz niewielkie domy, ale oboje pragnęli osiąść gdzieś na stałe. Kiedy ich córka Katherine dorosła i wyprowadziła się na studia, wydaje się, że los wreszcie się do nich uśmiechnął. Margaret trafia w gazecie na ogłoszenie o sprzedaży przepięknej wiktoriańskiej posiadłości. Dom jest duży, położony na uboczu i nawet nie wymaga specjalnego remontu. Cena również jest atrakcyjna, więc bohaterowie bez wahania decydują się go kupić. Wprawdzie agentka nieruchomości coś wspominała o tajemniczych zgonach, do których doszło na przestrzeni dekad i wyraźnie było widać, że nie czuje się komfortowo w konkretnych pomieszczeniach, ale Margaret i Hal zupełnie to ignorują, zauroczeni wizją posiadania rezydencji. Kilka miesięcy później przekonują się, że dom od dawna jest zamieszkany przez coś, co każdego września potępieńczo wyje, przestawia meble, a w skrajnych sytuacjach atakuje mieszkańców. Na dodatek co roku o tej porze ściany na piętrze spływają krwią. Zaczyna się od kilku kropli, ale pod koniec miesiąca krew leje się już strumieniem na parter. Po czterech latach Hal ma dość i odchodzi. Nie kontaktuje się z Margaret, nie odbiera telefonów od Katherine, więc zmartwiona kobieta przyjeżdża do domu rodziców, by pomóc w poszukiwaniach. Pech chce, że właśnie zaczął się wrzesień i spirala paranormalnych wydarzeń każdego dnia nakręca się coraz bardziej.






