Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alsterdal Tove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alsterdal Tove. Pokaż wszystkie posty

14 marca 2016

Grobowiec z ciszy - Tove Alsterdal


Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 496
Pierwsze wydanie: 2012
Polska premiera: 2014

Nie jest tajemnicą, że skandynawskie kryminały nie cieszą się już taką renomą jak kilka lat temu. Moda na ten rodzaj literatury sprawiła, że zaczęto wydawać mnóstwo powieści pisanych głównie przez szwedzkich czy norweskich autorów, ale niestety nie każda z nich prezentuje wysoki poziom. Mimo tego nadal mam słabość do tych specyficznych historii, dlatego z chęcią sięgam zarówno po debiuty, jak i sprawdzone serie. O Tove Alsterdal usłyszałam dwa lata temu, gdy zdecydowałam się przeczytać jej pierwszą powieść pt. Kobiety na plaży. Wówczas nie spodziewałam się niczego specjalnego, ale okazało się, że otrzymałam świetnie napisaną oraz intrygującą historię, której szczegóły pamiętam do dziś. Pomyślałam, że pisarka musi mieć talent skoro już w debiutanckim dziele pokazała tak duże umiejętności, dlatego gdy pojawiła się kolejna jej książka, sięgnęłam po nią bez wahania. Jednak tym razem nie będę chwalić, bo ku mojemu zdziwieniu Grobowiec z ciszy to przeciętna historia, w której nie widać ani ciekawego rozwoju fabuły, ani świetnego warsztatu literackiego. Jest poprawnie, ale nudno i bez polotu, przez co nie mogę uznać tego utworu za satysfakcjonującą lekturę.

Powieść podzielona została na trzy części, z czego pierwszą uważam za najbardziej intrygującą i przemyślaną. Czytelnik poznaje nieco zagubioną kobietę, która po wielu latach spędzonych w Londynie przyjeżdża do rodzinnego domu, by zająć się chorą matką. Wkrótce dowiaduje się, że jej rodzicielka posiada niewielki majątek położony w wiosce nieopodal fińskiej granicy, za który ktoś gotowy jest zapłacić bardzo dużo pieniędzy. Zaintrygowana całą sprawą Katrine postanawia wyruszyć do Kivikangas, by po raz pierwszy odwiedzić rodzinne strony matki i przekonać się, co kryje się za nadspodziewanie hojną ofertą potencjalnego nabywcy domu. Jej przyjazd zbiega się z okrutnym morderstwem popełnionym w spokojnej dotąd wiosce, sprawiającym, że mieszkańcy nieufnie popatrują na każdego spoza Kivikangas, twierdząc, że tylko ktoś obcy byłby zdolny do takiego czynu. Jednak Katrine nie poddaje się i uparcie drąży, usiłując dowiedzieć się czegoś o swoich nieznanych przodkach. Zdobyte informacje doprowadzają ją aż do Rosji, gdzie w zakurzonych archiwach pogrzebano pamięć o milionach ofiar komunistycznego reżimu. Kobieta zaczyna interesować się sprawami, które nawet po tylu latach są tematem tabu, co nie podoba się pewnym wpływowym i jednocześnie niebezpiecznym ludziom.

Grobowiec z ciszy nie jest typowym kryminałem, ponieważ wątek morderstwa pojawia się niejako na drugim planie. Najważniejsze wydarzenia dotyczą Katrine i jej poszukiwań swoich korzeni oraz prób zapełnienia białych plam w rodzinnej historii. Ten aspekt uważam za największą zaletę powieści, ponieważ autorce udało się opisać emocje towarzyszące głównej bohaterce oraz trudności, z jakimi musiała się zmagać. Doskonale rozumiem potrzebę dowiedzenia się czegoś więcej o losach dziadków lub pradziadków i poukładania strzępków opowieści w logiczną całość, dlatego od początku kibicowałam Katrine w jej działaniach. Do pewnego momentu ten wątek jest bardzo realistyczny. Alsterdal pokazała jak trudno jest zdobyć zaufanie tych, którzy całe życie spędzili w maleńkiej wiosce oraz nakłonić do mówienia ludzi pragnących zachować pewne informacje wyłącznie dla siebie. Pisarka scharakteryzowała także mentalność mieszkańców Kivikangas, podkreślając, że dla nich wciąż ważne są tradycyjne wartości, takie jak wiara w Boga, oddanie rodzinie i dobre stosunki z sąsiadami. Oczywiście nie zabrakło także negatywnych cech na czele z wścibstwem, wtrącaniem się w cudze sprawy oraz nieufnością wobec osób spoza regionu. Mam wrażenie, że autorka rzetelnie opisała jak wygląda życie w małej szwedzkiej miejscowości, ustrzegając się przed przejaskrawieniami czy wypaczeniami.

Zaintrygowała mnie także kwestia swego rodzaju wyobcowania dotykającego ludzi z tego regionu, ponieważ większość osób nosiła fińskie imiona i nazwiska oraz porozumiewała się w specyficznym, nieznanym powszechnie dialekcie. Natomiast ci, którym udało się opuścić rodzinną miejscowość, bardzo często przyjmowali typowo szwedzkie nazwiska, jakby pragnęli zapomnieć skąd pochodzą. Czytelnik razem z bohaterką odkrywa wspomniane niuanse oraz zapoznaje się z lokalnymi bolączkami, takimi jak brak pracy czy postępujące wyludnienie, co dla mnie stanowi sporą zaletę tej historii. Niestety w kolejnych częściach autorka nieco zmienia optykę, wysyłając Katrine do Rosji, a także poświęcając sporo miejsca pewnemu mężczyźnie, który postanowił zamordować swego partnera w gangsterskich interesach. O ile sama podróż bohaterki jest jeszcze do przyjęcia, ponieważ kobieta odwiedza stare archiwa, usiłując odtworzyć nieznaną dotąd gałąź drzewa genealogicznego, o tyle koncentracja na tajemniczym protagoniście nie przypadła mi do gustu. Naturalnie odgrywa dość ważną rolę w całej intrydze, ale mimo tego uważam, że jego kreacja jest zbyt sztampowa, żeby mogła wzbudzić jakieś większe emocje.

Największe zastrzeżenie mam jednak do sposobu, w jaki pisarka zakończyła opowieść. Po przeczytaniu ostatniej strony zaczęłam zastanawiać się nad zasadnością wprowadzania wątku kryminalnego, za którym w gruncie rzeczy nie kryje się nic intrygującego czy zapadającego w pamięć. Możliwe, że chodziło o pokazanie tej ponurej zwyczajności w dokonywaniu zbrodni i przypomnieniu, iż człowiek zdolny jest zabić bliźniego nie tylko wówczas, gdy kierują nim wielkie namiętności, ale też niejako przez przypadek, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli. Niemniej po rozwiązaniu zagadki poczułam się trochę zawiedziona, że to już koniec, że nic więcej nie stoi za tą tragedią. Jednakże prawdziwe rozczarowanie wzbudziło we mnie zachowanie bohaterki. Jak już wspominałam doskonale rozumiałam jej motywację, kiedy postanowiła poznać losy przodków i później, gdy wybrała się aż do Petersburga, żeby przekopać tamtejsze archiwa, ale to, co zrobiła w finale w ogóle mnie nie przekonało. Nie mogę dokładnie napisać o co chodzi, ale wierzcie mi na słowo, że z rozsądnej kobiety przeistoczyła się w mimozę bez własnego zdania. Na dodatek ta zmiana wyniknęła ze słabości do pewnego mężczyzny, co dodatkowo mnie zirytowało, ponieważ wyskoczyła z tym jak przysłowiowy diabeł z pudełka. Odniosłam wrażenie, że Alsterdal nie bardzo wiedziała jak rozwiązać konflikt oraz w jaki sposób połączyć ze sobą dwie różne sprawy i stąd to dziwaczne zachowanie protagonistki.

Po Grobowcu z ciszy spodziewałam się czegoś więcej niż przeciętnej powieści. Jednak tym razem Tove Alsterdal nie zaprezentowała niczego oryginalnego, mogącego wyróżnić jej książkę spośród mnóstwa podobnych tytułów. Początek zapowiadał się dobrze i w ogólnym rozrachunku doceniam rzetelność w przedstawieniu życia w małej szwedzkiej miejscowości oraz dążeniu bohaterki do poznania rodzinnych tajemnic. Niemniej dość mocno zawiodło mnie zakończenie, które wraz z uproszczonym rozwiązaniem kryminalnej zagadki stanowi poważny minus tej historii.

Ocena: 3.5 / 6

Recenzja innej powieści Alsterdal:

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat.

http://muza.com.pl/obyczajowa/1819-grobowiec-z-ciszy-9788377587867.html?dosiakksiazkowo

25 sierpnia 2014

Kobiety na plaży - Tove Alsterdal


Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 464

Wśród książek niedawno wydanych na naszym rynku zauważyłam sporo powieści podejmujących temat niewolnictwa. Czytałam wiele recenzji Suchej sierpniowej trawy Anny Jean Mayhew, Zniewolonego Solomona Northupa czy też Czarnych skrzydeł autorstwa Sue Monk Kidd. Oczywiście takie wątki są obecne w literaturze czy filmie od dawna, ale mam wrażenie, że ostatnio pojawia się ich jakby więcej. O niewolnictwie mówi się dużo i uważam, że tak właśnie powinno być, bo należy oddać hołd ludziom skazanym na cierpienie tylko ze względu na kolor skóry, a także uświadomić nowym pokoleniom, że pewne wydarzenia z historii muszą zostać zapamiętane. Ale czy na pewno niewolnictwo jest historią? Czy jako gatunek możemy sobie pogratulować wskoczenia na wyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego, bo dziś nie odbywają się już targi, na których jeden człowiek może sobie zwyczajnie kupić drugiego i zrobić z nim, co tylko zechce? Jeszcze kilka dni temu odpowiedziałabym, że tak, ale debiutancka książka Tove Alsterdal uświadomiła mi w jak wielkim byłam błędzie. Niewolnictwo istnieje nadal i niestety ma się dobrze. Zmieniło tylko postać, ale pozostało jednym z najobrzydliwszych mechanizmów sprawiających, że bogaci i wpływowi mają władzę nad innymi. 

Powieść Kobiety na plaży promowana jest jako historia kryminalna, w której jednak najważniejsze nie jest to, kto zabił, ale raczej, dlaczego to zrobił i czy zostanie ukarany za swój czyn. W tym przypadku hasła marketingowe nie rozmijają się z rzeczywistością, ponieważ dzieło Tove Alsterdal znacznie wykracza poza ramy zwykłego kryminału. Już na początku odbiorca poznaje trzy bohaterki uwikłane w sprawę, ale tak naprawdę fabuła koncentruje się na Amerykance Ally Cornwall. Kobieta wyruszyła do Europy, by odszukać męża, który od ponad tygodnia nie dał znaku życia. Jako niezależny dziennikarz Patrick często gonił za tematem i zdarzało mu się w tym amoku zapomnieć o całym świecie. Ale nigdy nie na tak długo, więc zaniepokojona Ally wybrała się za ocean z nadzieją, że uda jej się czegoś dowiedzieć. Żona Patricka stopniowa odkrywa kolejne elementy układanki i dociera do brutalnej prawdy, ale płaci za to bardzo wysoką cenę. 

Nie urodziłam się wczoraj, więc zdaję sobie sprawę, że w krajach uważanych za wzorowe demokracje, szczycących się poszanowaniem wolności każdego człowieka, mają miejsce rzeczy tak ohydne jak handel ludźmi, wyzysk i złe traktowanie imigrantów. Ale i tak debiut szwedzkiej pisarki mnie zszokował, ponieważ zabierając się za lekturę, nie sądziłam, iż jest to niesamowicie mocna, ponura oraz przejmująco realistyczna historia, która traktuje właśnie o szeregu skandalicznych praktyk dokonywanych na bezbronnych, zastraszonych ludziach. Alsterdal pokazała jak wygląda współczesne niewolnictwo i zrobiła to w taki sposób, że na długo zapamiętam jej książkę. Śledząc losy głównej bohaterki nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to nie jest fikcyjna opowieść. Nawet, jeśli nie istnieją pierwowzory opisanych postaci, a wszystkie wydarzenia zrodziły się tylko w głowie pisarki, to i tak nikt mnie nie przekona, że podobne rzeczy nie są możliwe. Może zbyt emocjonalnie podeszłam do tej historii, ale przedstawione w niej wydarzenia po prostu mną wstrząsnęły. Skorumpowani policjanci, politycy i biznesmeni zarządzający największymi siatkami przestępczymi, niewinni ludzie ginący dla ostrzeżenia wszystkich, którzy chcieliby ujawnić zbrodniczy proceder – trudno być obojętnym, kiedy czyta się właśnie o takich sprawach. Alsterdal postawiła sobie poprzeczkę niezwykle wysoko, porywając się na taki temat, ale zadebiutowała w wielkim stylu i mam nadzieję, że wkrótce w Polsce ukażą się jej dwie kolejne powieści. 

Autorka jest Szwedką, ale akcję książki osadziła w różnych zakątkach świata – od Nowego Jorku poprzez Paryż i Lizbonę aż do niewielkiej miejscowości w Hiszpanii, co stanowi kolejny wyróżnik Kobiet na plaży na tle innych skandynawskich kryminałów. W tej książce nie ma dusznej atmosfery tworzonej przez zimną, nieprzyjazną aurę i zamkniętych w sobie ludzi, ale pojawia się za to porażający kontrast między pięknem i elegancją wymienionych miejsc, a przemocą, jaka każdego dnia się w nich odbywa. Paryż, Lizbona czy też urokliwe hiszpańskie miasteczka kojarzymy z czasem wakacyjnego luzu i błogiego odpoczynku, ale pisarka pokazała, że każde z tych miast ma też swoją ciemną stronę. Przechodząc natomiast do kwestii charakterystycznej dla opowieści o morderstwie, czyli rozwiązania zagadki, to muszę przyznać, że dałam się zaskoczyć i tym razem nie jest to powód do dumy. Alsterdal zastawiła swego rodzaju pułapkę na czytelnika i wpadnie w nią każdy, kto będzie myślał stereotypowo. Niestety tak właśnie było w moim przypadku. Od samego początku powinnam pewne rzeczy skojarzyć; dodać dwa do dwóch, ale nie zrobiłam tego, bo stworzyłam sobie stereotypowy obraz związków łączących bohaterów. Wprawdzie przez to pojawił się element zaskoczenia, ale w tym konkretnym przypadku wolałabym go uniknąć. 

Na początku miałam trudności z polubieniem głównej bohaterki. Denerwowało mnie to, że zamiast iść na policję i zgłosić zaginięcie Patricka, ona postanowiła pojechać do Europy i na własną rękę go odszukać. Wydawało mi się też, że jej troska jest nieco sztuczna, ponieważ Ally nie tyle obawiała się, że jej mąż nie żyje, co zastanawiała się czy nie odszedł do innej kobiety. Jednak później sytuacja się zmieniła i przestałam bohaterkę oceniać tak surowo, a nawet zaczęłam podziwiać jej upór, odwagę oraz zdolność zachowania zimnej krwi w kryzysowych sytuacjach. Dopingowałam jej zwłaszcza w zakończeniu, kiedy postawiła wszystko na jedną kartę i odważyła się na szalony, ale moim zdaniem słuszny, czyn. Finał Kobiet na plaży jest może zbyt „hollywoodzki”, ale nie na tyle, żeby zepsuć osiągniętą wcześniej wiarygodność historii. Polecam debiut Tove Alsterdal wszystkim bez wyjątku. Ręczę za to, że i miłośnicy kryminałów, i ci nieprzekonani do opowieści o zabójstwie, będą wstrząśnięci tą lekturą. 

Ocena: 5 / 6 

Książka przeczytana w ramach wyzwań: Klucznik, Kryminalne wyzwanie, Grunt to okładka.

Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Akurat. 

Tu kupisz Kobiety na plaży:

http://muza.com.pl/kryminal/1700-kobiety-na-plazy-9788377586853.html?dosiakksiazkowo