5 maja 2020

Niemiecki bękart - Camilla Läckberg


Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 568
Pierwsze wydanie: 2007
Polska premiera: 2011

Książki Camilli Läckberg towarzyszą mi od lat, gdyż jej debiutancką powieść przeczytałam w 2011 roku, kiedy skandynawskie kryminały były szalenie popularne w Polsce. Moda przeminęła, ale sentyment pozostał, dlatego od czasu do czasu sięgam po znane serie, licząc, że wzbudzą we mnie nieco inne emocje niż książki amerykańskich i brytyjskich autorów. Twórczość Läckberg poznałam na tyle dobrze, że wiem czego spodziewać się po jej historiach, chociaż być może powinnam uważać z tym stwierdzeniem, ponieważ słyszałam, że najnowsza powieść pisarki znacząco odbiega od Sagi o Fjällbace. Niemniej w Niemieckim bękarcie znalazłam elementy, z którymi kojarzę jej kryminały, czyli rozbudowany wątek obyczajowy, bolesną przeszłość bohaterów, opis skomplikowanych relacji rodzinnych, sympatyczne postaci oraz niezbyt wymagającą zagadkę do rozwikłania. 

29 marca 2020

Nawiedzony dom na wzgórzu + The Boys

Nawiedzony dom na wzgórzu (The Haunting of Hill House) - sezon 1


Liczba sezonów: 1 (drugi w produkcji)
Lata emisji: 2018 -
Obsada: Carla Gugino, Victoria Pedretti, Henry Thomas, 
Kate Siegel, Michiel Huisman, Timothy Hutton

W zeszłym roku czytałam Nawiedzony dom na wzgórzu Shirley Jackson i być może pamiętacie, że powieścią byłam bardzo rozczarowana. W komentarzach do recenzji kilka osób pisało o serialu, wspominając, że w zasadzie nie ma związku z książką i warto się nim zainteresować. Nie ukrywam, że netfliksową produkcję miałam na oku już od dawna, więc bez zbędnej zwłoki zabrałam się za oglądanie. Faktycznie serialowa opowieść nie ma prawie nic wspólnego z pierwowzorem, ponieważ oprócz imion bohaterów czy naprawdę subtelnych nawiązań do utworu Jackson, nic się nie pokrywa. Widz poznaje protagonistów, o których początkowo wiadomo niewiele ponad to, że mają poważne kłopoty w różnych aspektach swojego życia. Pięcioro rodzeństwa raczej nie utrzymuje ze sobą serdecznych kontaktów. Każde z nich na swój własny sposób próbuje poradzić sobie z traumą z dzieciństwa i wydarzeniami, które na zawsze zmieniły ich rodzinę. Steve jest poczytnym pisarzem, ale przechodzi trudny okres w małżeństwie, Shirley prowadzi kiepsko prosperujący dom pogrzebowy, Theodora pracuje jako psycholog dziecięcy, jednak sama nie uporała się z demonami z przeszłości, Luke po raz kolejny wylądował na odwyku, ale to Nell radzi sobie najgorzej ze wszystkich. Kobieta cierpi na paraliże senne, widzi też przerażającą zjawę, która prześladowała ją w domu na wzgórzu. Pewnego wieczora nie wytrzymuje i roztrzęsiona wraca do posiadłości, od której zaczął się koszmar jej rodziny.

29 lutego 2020

Opowieść podręcznej - Margaret Atwood


Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 368
Pierwsze wydanie: 1985
Polska premiera: 1992

Nie pamiętam, kiedy jakakolwiek książka wywołała we mnie tyle sprzecznych odczuć, co Opowieść podręcznej. Nie po raz pierwszy sięgnęłam po twórczość Margaret Atwood, gdyż jako licealistka przeczytałam Panią wyrocznię, która zupełnie mi nie podeszła. Zabawne, że dzisiaj nie pamiętam już ani o czym jest ta historia, ani co mi się w niej nie podobało. Dlatego postanowiłam nie zwracać uwagi na niezbyt dobry początek znajomości z książkami Atwood, wychodząc z założenia, że czasy nastoletnie mam już dawno za sobą, więc warto dać pisarce drugą szansę. Oczywiście serial stworzony na podstawie Opowieści podręcznej miał duży wpływ na moją decyzję, ponieważ w pewnym momencie było o nim niesamowicie głośno. Miałam wrażenie, że wszyscy znajomi albo już go widzieli, albo właśnie są w trakcie oglądania, więc zmobilizowałam się do lektury z zamiarem szybkiego przeczytania a następnie zapoznania się z serialem. Życie zweryfikowało plany i to moje „szybko” trwało 8 miesięcy. Tyle czasu zabrało mi uporanie się z tą powieścią. Pisałam już we wcześniejszym poście, że zupełnie pochłonęły mnie obowiązki, więc naprawdę rzadko sięgałam po książkę, a jak już udało mi się wygospodarować kilka chwil to znużona odkładałam Opowieść podręcznej na bok.

14 lutego 2020

Blair Witch


Producent: Bloober Team
Wydawca: Bloober Team
Data premiery: 30 sierpnia 2019
Czas gry: Około 8 godzin
Platforma: PC, PS4, XONE


Las stanowi idealną przestrzeń dla realizacji konwencji grozy. Wyobraźcie sobie plątaninę ścieżek wijących się pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami. Dodajcie do tego trzask łamanych gałęzi oraz odgłosy wydawane przez dzikie zwierzęta, albo przeciwnie, złowróżbną ciszę przywołującą na myśl skojarzenia z martwą strefą opanowaną przez złowrogie siły. Obraz można uzupełnić jeszcze o klasyczną horrorową burzę z ulewnym deszczem i bijącymi dookoła piorunami lub jesienne słońce przebijające się pomiędzy nagimi drzewami. Leśną scenerię można modyfikować na wiele sposobów i prawie w każdym wariancie jest to odpowiednie miejsce do osadzenia historii rodem z koszmaru.

8 lutego 2020

Znowu wróciłam!

Tyle razy znikałam z bloga i wracałam, obiecując, że tym razem powrót jest już na stałe, że wstyd wspominać. Tak samo dziwnie wracać myślami do podsumowania minionego roku, kiedy 2020 na dobre już się rozgościł. W kwestii prowadzenia bloga, czytania, oglądania i ogólnego kontaktu z kulturą popularną to rok 2019 był tragiczny. Portal Goodreads bezlitośnie wytknął mi, że z zaplanowanych 30 książek, przeczytałam tylko 8, co jest najniższym wynikiem w całym moim życiu.
Obejrzałam kilka seriali, kilkanaście filmów, poznałam parę ciekawych gier, ale to wszystko kropla w morzu potrzeb oraz chęci. Co w takim razie robiłam? Pracowałam i pisałam pracę doktorską, walcząc ze swoim niezorganizowaniem i prokastynacją. Na szczęście udało mi się! Wprawdzie obrona jeszcze przede mną, ale najtrudniejszy etap, czyli pisanie, mam już z głowy. Jeszcze tylko poprawki, potem oczekiwanie na recenzje, egzamin końcowy, obrona i mam nadzieję szczęśliwy finał zmagań z doktoratem. To wszystko rozstrzygnie się w ciągu kilku następnych tygodni, ale już teraz wiem, że odzyskałam cenny czas i mam zamiar poświęcić go między innymi na blogowanie :). Ze smutkiem zauważyłam, że podczas mojej nieobecności kilka wartościowych osób również zniknęło z blogosfery. Rozumiem i absolutnie nie krytykuję, ale mimo wszystko trzymam kciuki za powroty. Wiem, że to trudne, sama nie wiem czy uda mi się znów regularnie pisać, ale spróbuję. Czas nadrobić zaległości!

7 lipca 2019

Ślubna suknia - Pierre Lemaitre


Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron: 280
Pierwsze wydanie: 2009
Polska premiera: 2012


Twórczość Pierre’a Lemaitre’a była moim czytelniczym wyrzutem sumienia od bardzo dawna. Ilekroć widziałam pochlebne recenzje jego książek, przypominałam sobie, że w swoich zbiorach mam Ślubną suknię, która od lat czeka na przeczytanie. Odniosłam wrażenie, że wszyscy znajomi blogerzy już dawno zapoznali się z powieściami pisarza tylko ja ciągle zwlekam i zwlekam, czekając na słynne „lepsze czasy”, czyli moment odpoczynku od obowiązków, wyciszenia oraz niczym niezmąconego relaksu. Jednak w moim życiu taka chwila jeszcze długo nie nadejdzie, więc w końcu zabrałam się za wspomniany tytuł w nadziei, że zapewni mi kryminalną rozrywkę na dobrym poziomie. Zapomniałam bowiem dodać, że zewsząd docierały do mnie głosy aprobaty, a nawet zachwytu twórczością francuskiego pisarza, więc nie dopuszczałam do siebie myśli, że powieść może mi się nie spodobać.

12 czerwca 2019

Jutro 3. W objęciach chłodu - John Marsden


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 272
Pierwsze wydanie: 1995
Polska premiera: 2011

Jeśli śledzicie mojego Instagrama to pewnie już wiecie, że o serii Jutro zapomniałam na prawie pięć lat. Sprawdziłam na blogu, że drugą cześć czytałam w sierpniu 2014 roku, co oznacza, że padł niechlubny rekord odwlekania w czasie czytania powieści, którą przecież byłam zainteresowana. Chyba zacznę traktować tę moją przywarę z humorem, bo nie sądzę, żebym znalazła na nią lekarstwo. Mam zdecydowanie za dużo książek, a za mało wolnego czasu :). Obawiałam się czy po tak długiej przerwie będę w stanie zaangażować się w historię, czy będę pamiętać bohaterów i jak odbiorę opowieść o nastolatkach, którzy na miarę swoich możliwości uczestniczą w konflikcie wojennym. Jeśli chodzi o pierwszą z wymienionych rzeczy to muszę przyznać, że John Marsden pisze tak lekko i płynnie, że bez problemu sprowadził mnie na odpowiednie tory opowieści. Pomiędzy drugim a trzecim tomem serii nie ma znaczącej luki w wydarzeniach, więc kilka słów wprowadzenia ze strony autora wystarczyło, żebym znów znalazła się w samym środku akcji.