Unikam śledzenia doniesień, które media nadają całą dobę, informując o kolejnych tragediach mających miejsce na świecie. Wojny, konflikty, kryzysy gospodarcze, wypadki, beznadziejne decyzje podejmowane przez najważniejszych polityków – codziennie można czymś się zmartwić, nabierając przeświadczenia, że nie czeka nas już nic dobrego. Nie unikam jednak książek objaśniających te wydarzenia oraz przybliżających losy ludzi, którzy znaleźli się w kryzysowej sytuacji. Zdecydowałam się przeczytać Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy, wiedząc, że taką lekturę będę przeżywać, czując bezsilność, złość i niesprawiedliwość na myśl o tym ile wycierpieli mieszkańcy tego rejonu. Autorem, a jednocześnie głównym bohaterem tego reportażu jest anonimowy mężczyzna opisujący wydarzenia od momentu ostatniego zaostrzenia konfliktu w Gazie. Relacja urywa się po mniej więcej trzech miesiącach i chociaż czytelnik dowiaduje się na początku książki, że autor przeżył, brak domknięcia historii jest dodatkowo przejmujący, ponieważ dobitnie pokazuje, że ta wojna nie ma końca.






