Ostatnio czytałam sporo thrillerów, a dużo mniej kryminałów i zatęskniłam za historią o zbrodni, w której policja prowadzi śledztwo przeciwko jakiemuś nieuchwytnemu zabójcy. Wybrałam pierwszy tom serii o inspektor Louise Blackwell pracującej od półtora roku w niewielkim nadmorskim miasteczku Weston-super-Mare. Bohaterka wciąż nie umie odnaleźć się w nowym środowisku, a dla jej współpracowników nie jest tajemnicą, że trafiła tutaj, ponieważ została zesłana przez przełożonych za nieudaną akcję w Bristolu. Pewnego październikowego dnia na plaży pojawiają się okaleczone zwłoki starszej kobiety. Veronica Lloyd mieszkała sama, nie miała rodziny, ale udzielała się w lokalnym kościele, a przez znajomych została określona jako niezwykle obowiązkowa, czasem być może nieco zbyt surowa w swoim podejściu do innych. Niemniej zdaje się, że nikt nie miał motywu, by pozbawić ją życia w tak okrutny sposób. Wkrótce pojawiają się kolejne ofiary, a kierująca śledztwem inspektor Blackwell zaczyna podejrzewać, że rozwiązania zagadki należy szukać w przeszłości mieszkańców wyspy. Louise ściga się z czasem, gdyż morderca nie ustaje w swoich działaniach, a przełożeni znów patrzą kobiecie na ręce, czekając aż popełni błąd, by odebrać jej śledztwo i raz na zawsze pogrzebać policyjną karierę.






