Sięgnęłam po książkę Urszuli Gajdowskiej tylko dlatego, że natknęłam się na wiele pozytywnych recenzji, chwalących, że to lekki, sympatyczny romans historyczny z zagadką detektywistyczną w tle. Zadziorna baronówna miała być idealną lekturą na odstresowanie i relaks, więc ochoczo zabrałam się za czytanie. Główną bohaterką jest Sabina Ostrowska – kobieta, która zdecydowanie wyprzedza swoją epokę. Jej ambicje i marzenia wykraczają poza plan rychłego zamążpójścia oraz wychowania gromadki dzieci, co dla rodziny stanowi przyczynę ogromnej zgryzoty. W końcu dwudziestopięcioletnia szlachcianka nie powinna odprawiać wszystkich adoratorów, deklarując, że nie zamierza oddawać się pod opiekę męża ani dbać o domowe ognisko. Sabina odznacza się ekscentrycznym charakterem, a także ciętym językiem, z powodu którego w towarzystwie plotkuje się o zdziwaczałej baronównie Ostrowskiej, która niechybnie zostanie starą panną. Kiedy kobiecie udaje się uprosić ojca, by zaangażował ją w jedno ze swoich kryminalnych śledztw prowadzonych wśród członków arystokracji, los na jej drodze stawia przystojnego Wiktora Godlewskiego. Ona uważa go za nadętego i nazbyt poważnego. On sądzi, że Sabina jest rozpieszczoną awanturnicą. Mimo wzajemnej niechęci para musi ze sobą współpracować, usiłując rozwikłać zagadkę pewnego obrazu oraz umykając przed niebezpieczeństwem ze strony wynajętych bandytów.
