13 kwietnia 2019

Szwedzi. Ciepło na północy



Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 352
Pierwsze wydanie: 2015

Jeszcze kilka lat temu namówienie mnie na przeczytanie reportażu graniczyło z cudem. Uważałam, że to zupełnie nie jest forma dla mnie i uparcie tkwiłam w beletrystyce. Kiedy w końcu przekonałam się do takich publikacji, wybierałam głównie tytuły bardzo poważne, podejmujące trudną tematykę jak na przykład życie w Korei Północnej lub relacja osób bezpośrednio dotkniętych przez czarnobylską tragedię. Brakowało mi nieco lżejszego reportażu, nieobciążanego bagażem ludzkich dramatów i doświadczeń, o których nie mogę zapomnieć przez długi czas. Niedawno rzuciła mi się w oczy książka Szwedzi. Ciepło na północy i pomyślałam, że to może być strzał w dziesiątkę. Okładka kusiła zapowiedzią podróży do kraju powszechnego dobrobytu w celu zanalizowania jego mieszkańców oraz próby określenia jacy są Szwedzi, ale też obalenia stereotypów i zdobycia informacji o tym jak wygląda szwedzka codzienność. Ochoczo zabrałam się za lekturę, ufając, że autorka jako skandynawistka i były konsul RP w Sztokholmie wie, o czym pisze.

1 kwietnia 2019

Co oglądałam, kiedy nie czytałam? Część druga

Przyszedł czas na podzielnie się opinią o kolejnych serialach, które oglądałam w trakcie blogowej przerwy. Jeśli nie orientujecie się, o co chodzi, odsyłam do tego wpisu. Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do lektury moich recenzji i dyskusji w komentarzach :)

21 marca 2019

Ene, due, śmierć - M.J. Arlidge


Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 440
Pierwsze wydanie: 2014
Polska premiera: 2015


Spotykacie się czasami z sytuacją, że dana opowieść nie wywołuje w was silnych emocji, mimo iż teoretycznie zawiera wszystkie elementy, by mocno zaangażować i nie pozostawić obojętnym? Zastanawiacie się, kombinujecie, analizujecie, ale jakby nie spojrzeć – historia jest dużo mniej ciekawa niż zapowiadało się na początku? Mnie dość często przytrafiają się takie problematyczne książki i bardzo nie lubię tego uczucia, kiedy wiem, że teoretycznie powinnam być zachwycona, a z jakiegoś powodu nie jestem. Niestety Ene, due, śmierć okazała się dla mnie taką niefortunną pozycją, ponieważ byłam mocno zaintrygowana samym zarysem fabuły i pierwszymi rozdziałami, ale z czasem odkryłam, że intryga średnio mnie emocjonuje. Powieść M.J. Arlidge’a to początek cyklu o inspektor Helen Grace – twardej, bezkompromisowej policjantce, błyskawicznie pnącej się po szczeblach kariery. Tym razem kobieta ma do rozwiązania nietuzinkową, makabryczną sprawę, która nie powinna przedostać się do mediów. Na samą myśl, że dziennikarze dowiadują się o bezlitosnym mordercy porywającym ludzi, a następnie prowadzącym z nimi chorą grę, Helen Grace robi się niedobrze. Ale pani inspektor musi przygotować się na najgorsze, ponieważ ma do czynienia z szalonym umysłem planującym zbrodnię w najmniejszych szczegółach.

4 marca 2019

Matki - Pavol Rankov


Wydawnictwo: Książkowe klimaty
Liczba stron: 432
Pierwsze wydanie: 2011
Polska premiera: 2015

O istnieniu wydawnictwa Książkowe klimaty dowiedziałam się z bloga Olgi, która regularnie recenzuje ich publikacje, przypominając, że literatura nie kończy się na utworach anglojęzycznych pisarzy. Gdy zaczęłam zastanawiać się, kiedy czytałam książkę autora pochodzącego z Czech, Grecji czy Turcji, uświadomiłam sobie, że było to tak dawno temu, iż nie jestem w stanie przypomnieć sobie ani jednego nazwiska czy tytułu. Postanowiłam zatem wyjść poza strefę komfortu i wybrałam powieść Pavola Rankova – słowackiego pisarza, zdobywcy między innymi Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”. Oczywiście książka przeleżała na półce kilka (jeśli nie kilkanaście) miesięcy zanim zabrałam się za czytanie i mogę tylko przyznać, że znów niepotrzebnie tak długo zwlekałam z lekturą. 

18 lutego 2019

Wojna światów - Herbert George Wells


Liczba stron: 218
Wydawnictwo: Vesper
Pierwsze wydanie: 1898
Polska premiera: 1898


Kiedy sięgam po powieść uznawaną za jedną z najbardziej istotnych i wpływowych w historii literatury danego gatunku, odczuwam lekki stres związany zarówno z oczekiwaniami wobec takiej książki, jak i obawą czy dostrzegę elementy, za które dzieło jest cenione. Wojna światów dodatkowo onieśmielała mnie ze względu na fakt, że po raz pierwszy została wydana 121 lat temu, a nieczęsto sięgam po powieści napisane w tak odległych czasach. Niemniej zabrałam się za lekturę z dużym zapałem i zadowoleniem, że nowy rok zaczynam klasyką science fiction. 

2 lutego 2019

Co oglądałam, kiedy nie czytałam? Część pierwsza

Jeśli czytaliście mój wpis podsumowujący miniony rok to pewnie wiecie, że w trakcie przerwy od blogowania, nie czytałam prawie wcale. Ale za to mogę pochwalić się nadrobieniem zaległości filmowych i serialowych, czemu sprzyjała decyzja o wykupieniu abonamentu na Netfliksie. Bardzo długo wzbraniałam się przed tym, sądząc, że nielimitowany dostęp do tylu produkcji pochłonie cały czas wolny i sprawi, że dla seriali zacznę zarywać noce. Jednak ostatecznie uległam pokusie i żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Noce przesypiam spokojnie, kontroluję czas spędzany przed telewizorem, wiec na razie czarne scenariusze się nie sprawdziły :). Nie chcę rozpisywać się na temat zalet posiadania Netfliksa (a tych jest naprawdę sporo), dlatego przejdę od razu do rzeczy, czyli krótkiego przeglądu ostatnio obejrzanych produkcji. Z konieczności ograniczę się tylko do seriali, bo filmów widziałam po prostu zbyt wiele, żeby o wszystkich napisać. 

16 stycznia 2019

Przeklęty prom - Mats Strandberg


Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 481
Pierwsze wydanie: 2015
Polska premiera: 2017

W promocji książek chyba nic nie irytuje mnie tak bardzo jak hasła głoszące, że oto pojawił się autor, cechujący się tak wielkim talentem, że nie tylko dorównuje mistrzom gatunku, ale wręcz przewyższa ich w każdym aspekcie. Oczywiście jest szansa, że czytelnik naprawdę trzyma w rękach literacką perełkę, a pisarz zasługuje na to, by obsypać go wszelkimi możliwymi nagrodami, ale uważam, że w takim przypadku dzieło obroni się samo i nie potrzeba mu tandetnych tekstów drukowanych na okładce. Umówmy się jednak, że takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko i w większości przypadków szumnie promowane powieści autorstwa drugiego Martina, polskiej Rowling czy współczesnej Christie, nie przypominają dzieł, do których tak chętnie są przez wydawców porównywane. Tak też jest w przypadku Matsa Strandberga, okrzykniętego na okładce Przeklętego promu szwedzkim Stephenem Kingiem. Otóż nie, Strandberg to nie King choćby nie wiem jak bardzo wydawnictwo starało się zaklinać rzeczywistość.