Szukałam angażującej, rozbudowanej powieści grozy, która pochłonie mnie na wiele godzin i zupełnie oderwie od rzeczywistości. Wybrałam Dziedzictwo Usherów i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Nie czytałam słynnej noweli Poego, więc przez chwilę martwiłam się, że nieznajomość tej historii wpłynie negatywnie na odbiór książki McCammona, ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Pisarz osadził akcję w XX wieku, a bohaterami powieści uczynił potomków „tych” Usherów, pokazując jak rodzinne imperium rozrosło się i wzmocniło swoje wpływy dzięki produkcji oraz handlem bronią. Trzydziestoczeroletni Rix jest uważany za czarną owcę rodu. Nie dość, że nigdy nie interesował się firmą i nie próbował udowodnić, że jest godnym następcą ojca, to na dodatek kilka lat temu wyjechał z Usherlandu, praktycznie zrywając kontakty z bliskimi. Teraz wraca do domu, by pożegnać się z umierającym ojcem. Po przekroczeniu progu posiadłości odżywają w nim wszystkie wspomnienia oraz lęki. Riksa nawiedzają koszmary, a stare historie o grasującym po lesie potworze wydają się przerażająco prawdziwe. W powieści pojawia się także odważna dziennikarka z lokalnej gazety, usiłująca rozwikłać sprawę tajemniczych zniknięć dzieci, do których od lat dochodzi w okolicy oraz nastolatek imieniem New, odkrywający, że dysponuje pewnymi nadnaturalnymi zdolnościami.






