29 sierpnia 2026

Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych - Ben Machell

 

Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 328
Pierwsze wydanie: 2025
Polska premiera: 2026 

W marcu przeczytałam reportaż Willa Storra pt. Nadprzyrodzone. Śledztwo w sprawie duchów, który okazał się raczej rozczarowaniem ze względu na ewidentnie sensacyjne nastawienie autora. Jednak nie zniechęciło mnie to do poszukiwania ciekawej lektury na temat nadprzyrodzonych zjawisk, więc sięgnęłam również po książkę Bena Machella, spodziewając się, że tym razem treść będzie bardziej wyważona. Nie pomyliłam się, ponieważ autor tej książki koncentruje się bardziej na osobie brytyjskiego badacza Tony’ego Cornella, przez dekady dokumentującego paranormalne zdarzenia, niż na samej naturze aktywności potencjalnych duchów czy demonów. Machell wspomina o poszczególnych sprawach dotyczących nawiedzonych domów oraz uczestnictwie w seansach spirytystycznych, które wcale nie odeszły w niepamięć wraz z końcem epoki wiktoriańskiej, ale zajmuje się przy tym głównie relacjonowaniem podejścia Cornella oraz innych badaczy do tematu, a nie pogonią za sensacyjnymi nagłówkami. Z publikacji dowiemy się więc sporo na temat historii Towarzystwa Badań Parapsychicznych, metodologii jaką przyjmuje się w analizach potencjalnych anomalii oraz umiejętności pozazmysłowych, którymi na poważnie interesowano się w okresie zimnej wojny.

Nie z tego świata. Na tropie zjawisk paranormalnych to pozycja skierowana głównie do osób, które są zainteresowane bardziej dyskursem wokół potencjalnych nawiedzeń niż samymi opisami dziwnych zdarzeń. Te drugie też są obecne, ale jednak autor wspomina o nich raczej skrótowo i cały czas przez pryzmat działalności Cornella. Na dodatek wiele z tych spraw nie doczekało się jednoznacznego wyjaśnienia, gdyż często cokolwiek zakłócało spokój domostwa lub dręczyło ludzi zgłaszających się do słynnego parapsychologa po prostu ustawało z czasem. Cornell był otwarty na różne sugestie oraz wyjaśnienia, ale zdaje się, że sam nigdy nie poszukiwał sensacji, a jego celem nie było tropienie duchów, by potem trafić na pierwsze strony gazet czy otrzymać program w telewizji. Zamiast tego czuł potrzebę zbadania, sprawdzenia zjawiska i… niesienia potrzeby ludziom dręczonym przez coś, czego nikt nie rozumiał. Wydaje się, że badacz musiał też być dobrym słuchaczem oraz znawcą ludzkiej psychiki, bo czasami wystarczała rozmowa albo drobna sugestia, by okazało się, że „duch” jednak odpuszczał i już nigdy się nie pojawił. Oczywiście zdarzało się też demaskowanie przeróżnych naciągaczy i oszustów, zwłaszcza tych deklarujących, że są medium potrafiącym porozumiewać się z duchami zmarłych.

Ciekawą refleksją płynącą z tej książki jest pytanie czy badacz nadprzyrodzonych zjawisk powinien być sceptykiem, który w pierwszej kolejności szuka logicznego, naukowego wyjaśnienia, czy może powinien od razu nastawić się na kontakt z obcymi bytami? Cornell zdecydowanie należał do tego pierwszego typu, co powodowało tarcia pomiędzy nim a niektórymi członkami towarzystwa, którzy chyba po prostu chcieli wierzyć w te wszystkie zjawiska i niejako sami nakręcali się, by każdy szelest odbierać jako aktywność ducha. Najbardziej jaskrawo widać to na przykładzie sprawy z Enfield. Towarzysze po fachu Cornella bardzo mocno zaangażowali się w dokumentowanie aktywności rzekomego demona dręczącego Janet Hodgson i jej rodzinę, ale kiedy badacz pojechał na miejsce, odkrył jedynie dzieciaki, które bardzo chcą zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Trudno rozsądzić kto miał rację, ponieważ opisane wydarzenia budzą emocje do dzisiaj, a sprawa przez lata żyła własnym życiem dzięki ogromnemu zainteresowaniu mediów.

Na plus zapisuję również „przezroczystość” autora. Ben Machell niewątpliwie napracował się przy zbieraniu materiałów na temat działalności Tony’ego Cornella i zapewne sam wyrobił sobie zdanie o  opisywanych wydarzeniach, ale w książce jego głos nie dominuje. Tak jak wspomniałam, przytacza co ciekawsze zjawiska z jakimi miał do czynienia brytyjski badacz, ale nie komentuje tego zanadto. Można zatem poczytać o mężczyźnie przekonanym, że jest celem ataków czarnego psa; o rodzinie, której dom regularnie zostawał zalewany, mimo że hydraulik nie stwierdził żadnej awarii oraz pewnym dziwnym wydarzeniu jakiego doświadczył Cornell w młodości. Czy zatem książka jest niemalże idealną publikacją dotyczącą wszystkiego co paranormalne? Niestety nie, ponieważ styl pisania Machella jest dość… nużący. Z przykrością stwierdzam, że przez pierwszą połowę książki przebrnęłam z trudem, ponieważ autor zaczyna wiele wątków, a żadnego nie rozwija. W jednym rozdziale czytamy o tym jak Cornell jako dziecko wystraszył kolędników, w drugim o tym, że zaciągnął się do wojska, w kolejnym o nieudanym małżeństwie i presji ze strony ojca. Po kilku rozdziałach na usta cisnęło mi się pytanie, kiedy w końcu autor przejdzie do rzeczy? Gdy to się wreszcie dzieje to i tak jest dość chaotycznie. Mam wrażenie, że dopiero w drugiej połowie książki autor złapał właściwy rytm pisania i znalazł sposób na przedstawianie sylwetki badacza w bardziej interesujący sposób niż wcześniej. Ostatecznie nie żałuję lektury, bo dowiedziałam się z niej kilku ciekawych rzeczy, ale jednak jest to dość hermetyczna pozycja i nie wiem czy sięgnęłabym po nią drugi raz.

 Ocena: 4 / 6 

3 komentarze:

  1. Zainteresowało mnie już samo to, że był sceptykiem. Sama też mam takie podejście (o ironio, jeszcze parę lat temu zaliczyłabym się do bardziej otwartych w tej kwestii), więc zapunktował u mnie na samym początku :) Poczytałabym, choćby o tym czarnym psie. Pamiętam ten motyw z dzieciństwa, dość długo budził mój niepokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na standardy towarzystwa, do którego należał to zdecydowanie był sceptykiem, chociaż miał też doświadczenie, którego nie potrafił logicznie wyjaśnić. Powiedziałabym, że zachowywał bardzo otwarty umysł. Jeśli masz ochotę na lekturę to nie będę od tego odwodzić, ale to nie jest tak porywająca książka jakbym sobie tego życzyła :) Oj tak, opowieści o czarnym psie to jakaś uniwersalna i jak widać międzynarodowa historia :)

      Usuń
  2. Szkoda, że styl tego autora jest po prostu nużący.

    OdpowiedzUsuń