Uwielbiam gry należące do serii Silent Hill, ale po książkę zdecydowałam się sięgnąć po raz pierwszy. Obawiałam się lektury, ponieważ jest to powieść napisana na podstawie scenariusza filmu, który miał premierę kilka miesięcy temu i niestety nie został dobrze przyjęty przez większość widzów. Postanowiłam na razie ominąć film i zapoznać się z powieścią, mając w pamięci to jak potoczyły się losy growego Jamesa Sunderlanda oraz jego ukochanej Mary Crane. Akcja zawiązuje się w momencie, gdy pijany James wtacza się do mieszkania i znajduje list od byłej ukochanej. Mary pisze w nim, że potrzebuje pomocy, a także prosi, by mężczyzna jak najszybciej przyjechał do miasteczka Silent Hill, w którym kilka lat temu oboje próbowali ułożyć sobie życie. Zaskoczony bohater momentalnie trzeźwieje i rusza w podróż, mimo że nie widział Mary od dawna. Po dotarciu na miejsce orientuje się, że Silent Hill bardzo się zmieniło. James ma wrażenie jakby od jego ostatniej wizyty minęły dekady, ponieważ wszystkie budynki zdają się rozpadać niemalże na jego oczach. Zardzewiałe konstrukcje, wszechobecny szary pył oraz nieprzenikniona mgła sprawiają upiorne wrażenie. Jednak koszmar dopiero się zaczyna, ponieważ opuszczone przez ludzi ulice przejęły szkaradne monstra gotowe zabić każdego, kto stanie im na drodze.
Po raz pierwszy mam wrażenie, że przeczytana przez mnie książka jest skierowana do ściśle określonego, raczej niewielkiego grona odbiorców. Przede wszystkim jest to powieść dla fanów gier, którzy tak jak ja uwielbiają grozę czającą się w zamglonych uliczkach oraz opuszczonych budynkach niewielkiego amerykańskiego miasteczka. Nie trzeba znać wszystkich produkcji z serii, ale dobrze jest orientować się nieco w uniwersum Silent Hill, by czerpać większą przyjemność z tej opowieści. Na dodatek jest to historia, która ma największą szansę spodobać się osobom otwartym na pewne zmiany fabularne względem tego, co pokazano w grach. Jeśli jesteście bardzo przywiązani do kanonicznej opowieści o losach Jamesa i Mary, zapewne będziecie narzekać, ponieważ tutaj część wydarzeń została zmieniona. Nie chcę w żaden sposób wykluczać z grona potencjalnych czytelników osób, które nie należą do fanów SH, a mają ochotę sięgnąć po ten tytuł, ale mam wrażenie, że właśnie ta grupa może być najbardziej niezadowolona z lektury.
Powodem rozczarowania może być przede wszystkim to, że Powrót do Silent Hill nie jest ani specjalnie straszną opowieścią, ani oryginalną, ani napisaną w szczególnie interesujący sposób. Podejrzewam, że gdybym nie miała słabości do świata SH, odebrałabym tę książkę jako raczej niewartą zainteresowania. Jednak fakt, że dobrze znam historię Jamesa i Mary, a wirtualne ulice miasteczka przemierzałam wielokrotnie, stając oko w oko z przerażającymi potworami, sprawił, iż lektura książki była dla mnie całkiem udanym eksperymentem. Podobało mi się to, że John Passarella, podążając zapewne za scenariuszem filmu, wprowadził dość istotne zmiany dotyczące natury związku protagonistów. Główny twist fabularny został zachowany, jednak pojawiły się różnice związane z tym jak się poznali oraz co ich łączy z tytułowym miastem. Szczególnie ciekawe wydały mi się retrospekcje rzucające światło na przeszłość Mary oraz jej relacje z dość osobliwymi mieszkańcami Silent Hill. Lubię kiedy twórcy reinterpretują znane dzieła popkultury, przedstawiając własną wersję historii, więc doceniam taki zabieg również w tej powieści.
Odczuwałam też pewną dozę napięcia i grozy, ale raczej wynikało to ze znajomości uniwersum SH niż umiejętności pisarskich autora. Dzięki grom doskonale wiem jak wyglądają potwory i jakie zagrożenie stanowią dla bohaterów; widziałam różne wariacje na temat miasteczka wraz z odmiennymi wersjami tzw. Otherworld, więc bez trudu wyobraziłam sobie przestrzeń jaką przemierza James, mimo że pisarz raczej poskąpił szczegółowego opisu. Za to z uporem godnym lepszej sprawy opisywał w co każda z postaci jest ubrana. Nie wiem czemu taki zabieg miał służyć, ale na dłuższą metę strasznie irytujące było ciągłe czytanie, że ktoś miał na sobie czarny golf, obcisłe spodnie i wysokie buty albo koszulę w paski i szary sweter. Podsumowując, mnie się powieść podobała, chociaż obiektywnie stwierdzam, że jest przeciętna i raczej skierowana do fanów serii gier niż osób, które o Silent Hill wcześniej nie słyszały.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz