Flora jest świeżo upieczoną matką kilkutygodniowej dziewczynki o imieniu Iris. Bohaterka kocha córkę i zrobiłaby dla niej wszystko, ale nie ukrywa, że samodzielna opieka nad małą przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu jest szalenie wyczerpująca. Jej mąż Connor jest wojskowym i jeszcze przez jakiś czas będzie przebywać poza domem, więc Flora może liczyć tylko na siebie. Kobieta jest przemęczona oraz permanentnie niewyspana, więc początkowo właśnie na to zrzuca dziwne wrażenie bycia obserwowaną, a także fakt, że coraz trudniej odnaleźć się jej we własnym domu. Zapomina gdzie położyła różne rzeczy, które później odnajduje w nieoczywistych miejscach, słyszy osobliwe dźwięki, a nawet głos dochodzący z elektronicznej niani ustawionej w pokoju Iris. W pewnym szczególnie trudnym momencie kobieta orientuje się, że widzi swoją… wyobrażoną przyjaciółkę z dzieciństwa. Przed laty Zephie była jej towarzyszką i powiernicą sekretów, później w naturalny sposób zniknęła, gdy Flora zaczęła dorastać. Z jednej strony jej pojawienie się sprawia Florze ulgę, z drugiej jednak stanowi wyraźny sygnał, że bohaterka znajduje się w złym stanie psychicznym. Flora postanawia odezwać się do swojej matki, z którą nie rozmawiała od czterech lat, by odnowić kontakt i poprosić o pomoc. Jodi przyjeżdża już następnego dnia, ale dopiero wtedy zaczynają dziać się naprawdę dziwne rzeczy.
Powieść Jacquie Walters nazwałabym kameralną, bo przez bardzo długi czas autorka koncentruje się na jednej postaci. Podobał mi się ten zabieg, ponieważ mogłam dokładnie poznać charakter Flory, jej myśli, odczucia, największe obawy, a także dowiedzieć się o trudnej relacji z matką. To wszystko sprawiło, że zżyłam się z bohaterką i zależało mi na tym, żeby jej losy potoczyły się w pozytywnym kierunku, co jak wiadomo nie jest łatwe jeśli mamy do czynienia z horrorem. Przez długi czas w powieści nie dzieje się nic spektakularnego, jednak mnie to nie przeszkadzało, ponieważ lubię gdy historie grozy zaczynają się w subtelny sposób, od takich drobnostek, które początkowo można zignorować. Dopiero później, gdy sytuacja już eskaluje, okazuje się, że te wcześniejsze incydenty miały znaczenie. Najwięcej atmosfery grozy czułam właśnie wtedy, gdy Flora słyszała dziwne dźwięki dochodzące z elektronicznej niani albo wściekła tropiła gdzie znajduje się grająca irytującą melodyjkę zabawka, włączająca się w najmniej odpowiednim momencie, by zorientować się, że przecież wyjęła z niej baterie. Również obecność Zephie dodawała dreszczyku przerażenia, bo chociaż dziewczynka wydawała się stać po stronie Flory to jednak osobliwe, że dorosła kobieta widuje swoją wymyśloną przyjaciółkę z dzieciństwa.
Do tego należy dołożyć także szczegółowe opisy ambiwalentnych odczuć związanych z macierzyństwem. Flora kocha swoją małą córeczkę, jest szczęśliwa, że Iris pojawiła się na świecie, ale odczuwa też koszmarne zmęczenie, wręcz wyczerpanie powodujące, że zaczyna wątpić w swoją poczytalność. Autorka nie szczędzi fizjologicznych opisów związanych z karmieniem piersią, odciąganiem mleka oraz ogólną kondycją kobiecego ciała po porodzie, a później pojawiają się także opisy zmian w wyglądzie innych postaci, więc wątek cielesności jest nieustannie obecny. Z tego co zdążyłam się zorientować to wiele osób w recenzjach narzeka właśnie na tę kwestię, ale moim zdaniem te wtręty dobrze pasują do horroru, a poza tym autorka pokazuje, że bycie matką to nie tylko tęcza i jednorożce, ale często brak snu, zapalenie piersi i przygniatający ciężar odpowiedzialności. Temat relacji z matką pojawia się w Dearest również w retrospekcjach, gdy Flora wspomina swoje dzieciństwo, a także w momencie, gdy Jodi przyjeżdża, by pomóc swojej dorosłej już córce. Dynamika między kobietami jest trudna do uchwycenia na pierwszy rzut oka. Początkowo wydawało mi się, że Flora jest przewrażliwiona i wszystkie działania matki odbiera jako krytykę, potem zaczęłam podejrzewać, że z Jodi coś może nie być w porządku, a rozwiązanie tego wątku i tak mnie zaskoczyło. Za to daję autorce spory plus, bo faktycznie byłam wodzona za nos, ale w nieoczywisty sposób i uważam, że relacje między postaciami zostały dobrze poprowadzone.
Pozytywne wrażenia nieco rozmyły się w drugiej połowie książki, a już najbardziej w zakończeniu, ponieważ im więcej paranormalnych wydarzeń zaczęło mieć miejsce, tym historia stawała się mniej sensowna. Spodziewałam się, że Dearest będzie czymś w rodzaju powieści o duchach, ale okazało się, że to nie do końca ten typ historii, chociaż duchy i demony też się pojawiają. Pod koniec autorka wprowadza większą liczbę bohaterów i do opowieści wkrada się chaos. Jest więcej akcji, więcej wydarzeń, ale to wcale nie znaczy, że całość na tym zyskuje. Zabrakło mi wyjaśnienia wypadków, do których dochodzi już po tym jak Flora odkrywa prawdę. Jakoś to wszystko zostało wprowadzone za szybko, zbyt pobieżnie i w hollywoodzkim stylu jakby autorka nagle stwierdziła, że nie ma czasu już na pisanie finału i trzeba natychmiast coś wymyślić. Pomimo tych końcowych narzekań, uważam, że ogólnie Dearest to solidny horror i jeśli nadarzy się wam okazja do przeczytania to warto to zrobić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz