Książka została podzielona na kilka części skupionych wokół zagadnień takich jak edukacja, praca, życie społeczne i kulturalna oraz ciało i relacje. Każdy z tych tematów mógłby stanowić materiał na osobną publikację, ponieważ w relacjach pamiętnikarek kryje się ogrom treści oraz świadectwo życia w określonym momencie historycznym. Zanim jednak do tego przejdę, przyznam, że przed lekturą nie miałam świadomości jak wiele pamiętników nadesłano przez dekady na przeróżne konkursy, jak wiele osób (autorka szacuje, że nawet 90 tysięcy kobiet) spisało swoje losy, przez co polskie pamiętnikarstwo jest fenomenem nie tylko na skalę europejską, ale nawet światową. Wielka szkoda, że w czasach transformacji z taką niedbałością potraktowano te dokumenty, pozwalając, żeby niszczały, mokły na deszczu albo zwyczajnie trafiały do kosza. Niesamowicie porusza mnie świadomość, że zbiory, które ocalały to jedynie niewielki wycinek zapisków, którymi podzielili się nasi przodkowie. Niemniej cieszę się, że zapanowała swego rodzaju moda na takie treści i mam nadzieję, że badania pamiętników będą kontynuowane, a ich efekty przedstawione również osobom spoza akademii.
Anotnina Tosiek w jednym z wywiadów powiedziała, że nie chce, żeby jej książka była łzawą opowieścią o kobietach, które doświadczyły przemocy, traumy, trudów życia o jakich nam się dzisiaj nie śni, ale nie będę ukrywać, że w trakcie lektury łzy same napływają do oczu. Bo jak nie płakać, kiedy czytam o tym, że tysiące kobiet na wsi przez lata marzyło o dostępie do edukacji, ale na marzeniach musiało się skończyć. Kobieta była potrzebna w gospodarstwie, już od najmłodszych lat miała cały dzień wypełniony obowiązkami i w wielu rodzinach nawet nie było mowy, żeby dziewczynki poszły do szkoły. Najstarsze pamiętnikarki opisują jak wiele wysiłku musiały włożyć w to, żeby w ogóle coś napisać. Nie miały pieniędzy na papier i ołówek, musiały ukrywać się przed mężem albo ojcem, który nierzadko posuwał się do rękoczynów, widząc że „baba” marnuje czas i pieniądze na jakąś pisaninę. Jak nie płakać kiedy z tekstu wyłaniają się losy skrzywdzonych kobiet, które bez ich woli wydawano za mąż, zmuszano do ciężkiej pracy, dostępności seksualnej dla męża, rodzenia wielu dzieci, a kiedy zachorowały to często nikt się nie pofatygował, żeby sprowadzić lekarza. Trudno nie odnieść wrażenia, że większość z tych życiorysów to opowieści o egzystencji pełnej cierpienia i codziennego znoju.
Autorka pisze o sile tych kobiet i nie da się zaprzeczyć, że musiały mieć niesamowite pokłady siły fizycznej, psychicznej, ale też determinacji, żeby próbować odmienić swój los albo przynajmniej napisać o tym, co ciążyło im na sercu. Są w książce przykłady pozytywnych wydarzeń. Mój ulubiony to relacja kobiety, która była tak zdeterminowana, żeby pójść do szkoły, że pomimo odrzucenia jej podania, 1 września ubrała się odświętnie, pojechała do miasta i po prostu dopisała się na listę uczniów. Nikt się nie zorientował, a ona okazała się bystrą uczennicą, która bez problemu zdała maturę. Z ustaleń autorki wynika też jak różnorodnie toczyły się losy pamiętnikarek w zależności od miejsca oraz czasu urodzenia. W jednych regionach tuż po wojnie analfabetyzm u kobiet wciąż był sporym problemem, w innych praktycznie już nie istniał. W czasie PRL wiele wiejskich kobiet wreszcie zyskało większą możliwość decydowania o sobie, ale też nie zawsze i nie wszędzie, ponieważ rodziny często były przeciwne emancypacji, a księża w trakcie niedzielnej mszy wygłaszali płomienne kazania o powinności wiejskiej kobiety, która powinna być ostoją tradycji, przykładną żoną i matką, której nie w głowie miejskie czy też „zagraniczne” pomysły na życie.
Przepraszam za brzydkie pismo to wspaniała, poruszająca książka pozwalająca lepiej zrozumieć jak wyglądało życie kobiet przed laty. Autorka stara się opowiadać historie o pamiętnikarkach z uwzględnieniem indywidualnego podejścia do każdej z nadesłanych niegdyś relacji, dzięki czemu czytelnik dostaje wielowymiarowy, skomplikowany obraz wymykający się uogólnieniom które wciąż wiele osób powtarza. Tosiek zwraca uwagę na aspekty pokazujące jak wiele zmieniło się na wsi w ciągu ostatnich dekad, ale też jak głęboko zakorzenione są pewne wzorce i schematy myślenia związane z równouprawnieniem, patriotyzmem, polityką, religią, życiem we wspólnocie. Odniosę się jeszcze do pojawiającego się w wielu recenzjach zarzutu, że autorka za dużo „gada”, że lepiej byłoby gdyby w książce znalazły się same wycinki z pamiętników. Otóż nie, na tym właśnie polega praca badawcza. Bez kontekstu, komentarza oraz ustaleń Tosiek czytelnik zostałby z surowym przekazem, nie zawsze zrozumiałym, biorąc pod uwagę fakt jak bardzo zmieniło się życie na przestrzeni stu lat. Jestem pod wielkim wrażeniem tej publikacji i mam nadzieję, że to nie ostatni raz kiedy zetknęłam się z tematem pamiętnikarstwa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz