22 marca 2026

Nadprzyrodzone. Śledztwo w sprawie duchów - Will Storr

 

Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron:  360
Pierwsze wydanie: 2006
Polska premiera: 2025 

Nie wiedziałam czego spodziewać się po tej książce, ponieważ tematyka kojarzy mi się raczej z sensacyjną, tabloidową treścią nastawioną na szokowanie czytelnika. Z drugiej jednak strony ranga wydawnictwa skłoniła mnie do przypuszczenia, że może to być poważna i wartościowa publikacja. Brytyjski dziennikarz Will Storr zaczyna interesować się zjawiskami nadprzyrodzonymi od momentu pracy nad artykułem dla czasopisma „Loaded”. W tym celu wyrusza do Filadelfii, by spotkać się z demonologiem mającym zdradzić kulisy swojego nieoficjalnego zajęcia. Warto dodać, że reportaż został wydany w 2006 roku, więc tym, co zainspirowało autora do podjęcia tematu związanego z tropieniem zjaw była wzmianka w prasie o stronie internetowej ekscentrycznego amerykańskiego łowcy duchów. Jak sam autor zdradza w prologu: „ (…) amerykańscy ekscentrycy są świetni. Bardziej szczerzy, niepokorni i utwierdzeni w swoim szaleństwie niż jacykolwiek inni ekscentrycy na świecie”. Wprawdzie Storr umówił się na spotkanie z mężczyzną raczej niepasującym do zacytowanego opisu, ponieważ Lou Gentile to mąż i ojciec pracujący jako mechanik i mający raczej normalne, ułożone życie, ale wyraźnie widać, że uwiodła go myśl o napisaniu sensacyjnego tekstu rozpalającego wyobraźnię czytelnika. Spotkanie z samozwańczym demonologiem okazuje się jednak na tyle znaczące, że na długi czas wyznacza kierunek zainteresowań Storra. Dziennikarz zaczyna drążyć temat niewyjaśnionych zjawisk rozmawiając z łowcami duchów, druidami, szamanami, parapsychologami oraz wieloma innymi „specjalistami”, usiłując odpowiedzieć na pytanie czy duchy krążą wśród nas.

Po przeczytaniu książki z przykrością stwierdzam, że jednak bliżej jej do sensacji mającej wzbudzać silne emocje niż rzetelnego reportażu. Publikacja ma swoje dobre momenty i nie żałuję, że się z nią zapoznałam, ale jako całość okazała się raczej rozczarowująca niż zadawalająca. Pierwszym zarzutem jest chaotyczny styl pisania, który sprawiał, że bardzo długo „wgryzałam się” w lekturę. Niektóre fragmenty książki zostały już wcześniej opublikowane w formie artykułów i to niestety odbiło się na konstrukcji reportażu, ponieważ często nie wiadomo w jakim punkcie swoich badań autor właśnie się znajduje, z kim rozmawia i dlaczego ani do jakich wniosków dochodzi. Na dodatek każdy rozdział pisany jest ze specyficzną manierą. Najpierw czytelnik zostaje wrzucony w sam środek wydarzeń, np. dowiaduje się, że Will Storr właśnie siedzi w jakimś średniowiecznym budynku z grupką entuzjastów zjawisk paranormalnych, wyczekując aż wydarzy się coś niesamowitego. Dopiero później autor wyjaśnia, dlaczego wybrał się w to miejsce, co miał nadzieję zobaczyć, kim są jego rozmówcy itd. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że to sposób pisania nadający się do gazety, ale niekoniecznie sprawdzający się w reportażu. Miałam wrażenie, że Storr koniecznie chce szybko przyciągnąć uwagę odbiorcy, ale robi to w sposób, który mnie bardziej drażnił niż ciekawił. Każdy rozdział stanowi w zasadzie osobny tekst, więc tym bardziej irytowałam się, gdy po przeczytaniu ciekawego fragmentu nie następowała kontynuacja tylko zupełna zmiana scenerii i bohaterów.

Drugi poważny zarzut to moim zdaniem zbytnia koncentracja autora na sobie. Dziennikarz bardzo często powtarza, że został wychowany w wierze katolickiej, ale dawno ją utracił i ogłasza siebie racjonalistą oraz sceptykiem. Później jednak co chwilę wątpi w swoje przekonania, powracając do rozważań na temat życia po śmierci i zastanawiania się czy jednak księża nie mają racji, gdy mówią o boskiej lub demonicznej sile działającej na świecie. Zupełnie nie interesowały mnie rozterki autora, zwłaszcza że zachowywał się jak chorągiewka na wietrze. Kiedy siedział w ciemnościach i oczekiwał na pojawienie się zjawy, był gotów przysiąc, że „coś” poczuł. Następnego ranka stwierdzał jednak, że pewnie tylko mu się wydawało, bo nastawił się na paranormalne doświadczenia. Jakkolwiek uważam, że to dość normalna reakcja to od reportażysty oczekiwałabym ograniczenia takich wtrętów, a większego skupienia na opisie zjawisk, charakterystyce ludzi deklarujących, że spotkali ducha i próbie naukowego wyjaśnienia tych opowieści. Czasami Storr rzeczywiście to robi i wtedy otrzymuje najlepszy efekt, ponieważ usuwa się w cień, pozwalając czytelnikowi poznać ciekawych, często ekscentrycznych ludzi i wysnuć własne wnioski na temat tego czy te osoby naprawdę spotkały jakąś paranormalną istotę, czy udają, a może desperacko chcą w to wierzyć, bo cierpią na jakieś zaburzenia.

Ostatni spory zarzut dotyczy tego, że w mojej ocenie Nadprzyrodzone. Śledztwo w sprawie duchów to publikacja, która nie prowadzi do żadnych istotnych wniosków. Oczywiście nie oczekiwałam, że Will Storr opowie się po którejś ze stron i albo będzie przekonywał, że duchy istnieją, albo na siłę wszystko racjonalizował, ale liczyłam na jakiś efekt jego badań. Wychodzi natomiast na to, że po lekturze wiemy tyle samo ile przed. W zasadzie uważam, że jedynie dwa fragmenty zasługują na większą uwagę. Pierwszym jest rozmowa z Janet Hodgson, która jako jedenastoletnia dziewczynka rzekomo doświadczyła szeregu paranormalnych zdarzeń. To właśnie ją „upodobał” sobie tak zwany poltergeist z Enfield, a cała sprawa stała się najpopularniejszym przypadkiem nawiedzenia mającym miejsce w Wielkiej Brytanii w XX wieku. W zapisie wywiadu z kobietą jest coś niepokojącego i mrocznego, a fakt, że dorosła Janet nie lubi wracać do wydarzeń sprzed lat, daje do myślenia. Drugim istotnym rozdziałem jest ten, w którym autor odwiedza watykańskiego egzorcystę. Słowa starszego mężczyzny mrożą krew w żyłach i jeśli choć część z tego, co wyznał jest prawdą to mam nadzieję, że nigdy nie zetknę się z diabelskimi siłami.

Na plus dziennikarzowi mogę zapisać ciekawy zabiór spraw, którymi postanowił się zająć. Poznałam kobietę rzekomo opętaną przed demona, kilkoro badaczy zjawisk nadprzyrodzonych, druida, czarownicę oraz wielu miłośników historii o duchach działających w przeróżnych klubach i stowarzyszeniach. Każda z tych osób miała w zanadrzu co najmniej jedną opowieść o tym jak zetknęła się z istotami nie z tego świata. Z ciekawością poznawałam te relacje, traktując je jako straszne historyjki opowiadane przy ognisku. Interesujące są również opisy w jaki sposób ludzie badają zjawiska nadprzyrodzone. Mają w tym celu przygotowany specjalny sprzęt, kamery, czujniki i rejestratory dźwięku. Poświęcają mnóstwo czasu na analizę zgromadzonych materiałów oraz zgłębianie tajemnic nadnaturalnego świata. Na koniec dodam tylko, że dziwi mnie wydanie tej książki na polskim rynku 20 lat po premierze, ponieważ obawiam się, że pod pewnymi względami nie jest ona aktualna. Podejrzewam, że dzisiaj miłośnicy szukania duchów zrzeszają się w mediach społecznościowych, a nowe rozwiązania techniczne umożliwiają jeszcze bardziej precyzyjne tropienie wszelkich anomalii. W mojej ocenie warto sięgnąć po tę książkę jeśli ktoś lubi straszne historie i ma ochotę na zapewnienie sobie lekkiego dreszczu niepokoju podsycanego przez myśl, że być może wszystkie opisane wydarzenia zdarzyły się naprawdę. Jeśli ktoś liczy na porządny reportaż to może się jednak zawieść.

 Ocena: 3 / 6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz