Książka Katarzyny Tubylewicz zwróciła moją uwagę jak tylko pojawiła się w zapowiedziach wydawniczych, ponieważ temat nieposiadania dzieci wywołuje kontrowersje w niektórych środowiskach, rozpalając internetowe dyskusje do czerwoności. Byłam więc ciekawa jak autorka podeszła do tego zagadnienia i jaką perspektywę przedstawi, zwłaszcza że opis obiecuje porównanie podejścia do rodzicielstwa w Polsce i w Szwecji, z którą Tubylewicz jest związana od długiego czasu. Okazuje się jednak, że chyba nieco za dużo sobie wyobrażałam i zbyt wiele oczekiwałam od tej publikacji, ponieważ miałam wrażenie, że autorka raczej prześlizguje się po temacie niż analizuje, dlaczego wiele kobiet z krajów rozwiniętych nie chce rodzić i wychowywać dzieci, jak ich decyzja jest przyjmowana przez otoczenie oraz czy naprawdę mniejsza liczba urodzeń będzie miała katastrofalne skutki dla naszego społeczeństwa.
Zacznę jednak od tego, co mi się w książce podobało. Na pewno doceniam wyważony ton i nieszukanie sensacji czy kontrowersji na siłę. Tubylewicz, jak sama podkreśla, jest matką, ale nie uważa, by to uniemożliwiało zrozumienie perspektywy kobiet, które dzieci nie planują. Zgadzam się z nią, bo sądzę, że reportażysta nie musi koniecznie doświadczyć zjawisk czy sytuacji o jakich pisze. Doceniam także podjęcie wielu wątków związanych z bezdzietnością. Począwszy od języka, w którym aż roi się od negatywnych określeń na osobę niemającą potomstwa poprzez charakterystykę sposobu w jaki współcześni dorośli wchodzą w relacje romantyczne, aż do podkreślenia, że w patriarchacie kobieta bez dzieci jest uznawana za dziwną, a nawet niebezpieczną, ponieważ jej postawa może podważyć skostniały system. Niestety razem z tą różnorodnością wątków przyszło też ich spłycenie, ponieważ zabrakło analizy, bardziej dociekliwego spojrzenia na pewne kwestie i próby wyjaśnienia, dlaczego jest tak, a nie inaczej.
Mnóstwo informacji zawartych książce wywoływało u mnie szereg dodatkowych pytań i chęć zgłębienia tematu. Na samym początku Tubylewicz pisze, że jako matka jednego dziecka wielokrotnie czuła się w Szwecji oceniana negatywnie, ponieważ jeśli Szwedzi decydują się na potomstwo to bardzo rzadko poprzestają na jednym dziecku. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym, by w tym kraju jakoś stygmatyzowano rodziców jedynaków, a podobno jeśli kobieta urodzi „tylko” jedno dziecko, jest uznawana za egoistkę, która odbiera swojemu synowi lub córce niezwykle cenne doświadczenie wychowywania się z rodzeństwem. Uważam, że należało tę kwestię drążyć i wyjaśnić czytelnikom jak to możliwe, że w tak tolerancyjnym społeczeństwie istnieje jakaś niepisana niechęć do rodziców jedynaków. Zresztą całe to porównanie macierzyństwa w Polsce i Szwecji ograniczyło się do powyższego zagadnienia oraz wspomnienia o influencerkach budujących karierę dzięki wizerunkowi idealnej matki, będącej jednocześnie namiętną kochanką oraz zarabiającą duże pieniądze przedsiębiorczynią. Podobnie potraktowany został wątek łączenia się w pary i różnic wynikających z faktu, że duża część młodych kobiet wyprowadza się do największych miast, a ich męscy rówieśnicy zostają na wsiach i w małych miasteczkach. Ale dlaczego tak jest? Co sprawia, że kobiety uciekają z prowincji, a mężczyźni na niej zostają?
Można też przeczytać, że dzietność spada również w krajach mających dużą populację, np. w Chinach i Rosji, ale również te informacje są podane bez szerszego kontekstu. Dowiedziałam się, że w Rosji można zostać ukaranym za „promowanie bezdzietności”, ale nie wiem jak to promowanie jest definiowane i czy naprawdę nie wolno opowiadać o życiu bez dzieci bez narażenia się na grzywnę. Pada stwierdzenie, że młode Chinki są indywidualistkami i stawiają na karierę, dlatego nie rodzą dzieci. To przecież ogromne uproszczenie i na pewno nie wyczerpuje tematu. Zatem z jednej strony autorka podkreśla, że nie ma jednej przyczyny wyjaśniającej, dlaczego rodzi się coraz mniej dzieci, ale z drugiej, często nie próbuje tych przyczyn dokładnie opisać, ograniczając się do ogólnych stwierdzeń. Nie są to informacje wyssane z palca, bo każda zostaje opatrzona przypisem odsyłającym do źródła, ale zabrakło mi komentarza i szerszej analizy podjętej problematyki.
W reportażu przytoczone zostają również historie kilku kobiet, które podzieliły się z autorką swoimi poglądami na życie bez dzieci. Są to cenne i wartościowe fragmenty, jednak wyłania się z nich obraz bezdzietności motywowanej jakimiś poważnymi przeszkodami. Wprawdzie czasami rozmówczynie wspominają, że nigdy nie marzyły o tym, by zostać matką albo nie czuły tego mitycznego instynktu, ale zaraz podają również inne powody usprawiedliwiające ich decyzję. Jedna z osób cierpi na zaburzenia psychiczne, inna nie chce przekazywać traumy pokoleniowej, jeszcze inna kobieta nie trafiła na odpowiedniego partnera albo wychowała się w domu bez miłości i wątpi czy potrafiłaby stworzyć swojemu dziecku kochającą rodzinę. Pojawia się też przejmująca opowieść matki, której dziecko zmarło. Moim zdaniem zabrakło jednak historii kobiety mającej szczęśliwe dzieciństwo, kochający dom, stabilną sytuację finansową i dobry związek, która po prostu nie czuje potrzeby powiększenia rodziny. Bez tej perspektywy można wysnuć z lektury wniosek, że bezdzietne mają po prostu jakiś „problem” do rozwiązania, traumę do przepracowania i gdyby tylko sobie z tym poradziły to na pewno chciałyby mieć dzieci.
Odniosłam wrażenie, że Katarzyna Tubylewicz nie do końca określiła jaką książkę chciałaby napisać, dlatego jak tekst już powstał to okazało się, że ani nie ma w nim zbyt wiele wypowiedzi ekspertów od demografii, psychologów czy socjologów (chociaż parę razy są przywoływani), ani pogłębionych rozmów z bezdzietnymi. Pojawiają się za to wtrącenia, że kultura popularna negatywnie przedstawia bezdzietność, bo Cruella de Mon ze 101 Dalmatyńczyków nie ma dzieci. Natomiast chwilę później autorka przywołuje cytaty z wypowiedzi różnych polityków, którzy mniej lub bardziej nachalnie namawiali do rozmnażania. Dziwne to zestawienie, na dodatek bez komentarza autorki staje się tylko jakimś luźnym zbiorem obserwacji. Momentami czułam jakbym nie czytała reportażu tylko jakiś wpis na blogu albo w mediach społecznościowych. W mojej ocenie ta książka to niewykorzystany potencjał. Polecam ją osobom niemającym wcześniej styczności z tematem oraz nierozumiejącym, dlaczego wiele osób wybiera życie wolne od dzieci. Natomiast pozostali raczej nie dowiedzą się niczego nowego.
Ocena: 3 / 6

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz