12 stycznia 2026

Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych - Jon Billman

 

Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 320
Pierwsze wydanie: 2020
Polska premiera: 2025 

Przed sięgnięciem po tę książkę nie zdawałam sobie sprawy, że zaginięcia w samych tylko parkach narodowych i leśnych ostępach w USA to tak rozległy i wciąż niezbadany temat. Jon Billman podaje, że żadna amerykańska instytucja państwowa nie prowadzi statystyk, więc nie wiadomo dokładnie ile osób rocznie przepada bez wieści na tych terenach. Na dodatek każdy park narodowy rządzi się własnymi prawami i wcale nie jest oczywiste, kto powinien rozpocząć, a potem koordynować poszukiwania, jak długo będzie trwać akcja i jakie zasoby finansowe zostaną na ten cel przeznaczone. Kontekstem do tych zagadnień jest sprawa zaginięcia Jacoba Graya, który w 2017 roku przepadł na terenie Parku Narodowego Olympic w stanie Waszyngton. Dwudziestodwuletni mężczyzna porzucił rower w pobliżu wartkiej rzeki o nazwie Sol Duc i słuch po nim zaginął. Billman rekonstruuje wydarzenia sprzed lat, szczególnie podkreślając determinację ojca zaginionego, który sprzedał dom oraz dobrze prosperującą firmę budowlaną, by miesiącami, z narażeniem własnego zdrowia, przeczesywać leśną głuszę. Randy Gray nigdy nie stracił nadziei, wierząc, że sprowadzi syna do domu.

Początek reportażu daje nieco mylne sygnały w kwestii konstrukcji całości. Wydaje się, że autor będzie opisywał różne sprawy zaginięć, do których doszło na terenie parków narodowych, przy okazji zdradzając kulisy prowadzenia akcji poszukiwawczych. Wspomina bowiem o dość głośnej sprawie Amy Wroe Bechtel – młodej kobiety, która nigdy nie wróciła z joggingu w górach Wind River (Wyoming). Dość szybko opinia publiczna rzuciła podejrzenia na męża Amy, a cała sprawa przebiła się do przeróżnych podcastów true crime, mimo że Steve Bechtel nie został oskarżony i do dzisiaj utrzymuje, że jest niewinny. Okazuje się jednak, że Billman tylko raz poświęca obszerny fragment innej osobie niż Jacob Gray. Przez całą książkę powraca bowiem do sprawy zaginionego dwudziestodwulatka, średnio w co drugim rozdziale przybliżając okoliczności zniknięcia oraz różne niuanse związane z poszukiwaniami. W międzyczasie wspomina o innych wątkach takich jak działalność Davida Paulidesa – badacza zaginięć i pisarza przekonanego o istnieniu Wielkiej Stopy czy też trening psów tropiących prowadzony przez ekscentrycznego miłośnika rasy bloodhound.

Przyznam, że taka konstrukcja reportażu nie przypadła mi do gustu, ponieważ wprowadza chaos. W moim odczuciu dużo lepszym pomysłem byłoby poświęcenie całej książki na opisanie jednej sprawy albo przynajmniej podzielenie materiału, by historia Jacoba Graya stanowiła zamkniętą, wydzieloną część. Na dodatek autor pisze w chaotyczny sposób, zarzucając czytelnika mnóstwem nazw miejscowości, pasm górskich, dróg, rzek, podając nazwiska strażników pracujących w parkach, wolontariuszy czy policjantów koordynujących poszukiwania, przez co odniosłam wrażenie, że zostałam przytłoczona encyklopedycznymi informacjami pozbawionymi szerszego kontekstu. Podobnie wygląda to w rozdziałach, w których Billman koncentruje się na opisie poszukiwań prowadzonych przez Randy’ego Graya. Nie zawsze wiedziałam, dlaczego ojciec zaginionego wybiera się w konkretne miejsce ani co zamierza sprawdzić. Pod koniec miałam zresztą podejrzenia, że mężczyzna wędruje bardziej dla siebie, traktując poszukiwania jako sposób na przetrwanie tragedii oraz zapewniając cel trzymający go przy życiu.

Trudno bowiem poważnie traktować doniesienia o tym, że jakaś kobieta jest „karmicielką” kryptyd i może posiadać ważne informacje w sprawie Jacoba albo pogłoski, zgodnie z którymi zaginiony z pewnością przeszedł przez portal do innego wymiaru. A takie plotki Randy’emu tkwiły w głowie i wyruszał w drogę, by sprawdzić nawet najbardziej absurdalną i nierealistyczną teorię. O ile rozumiem rozpacz ojca, tak nie umiem usprawiedliwić zachowania Billmana, który nigdy jednoznacznie nie napisał, że teorie spiskowe oraz rzekome zjawiska nadprzyrodzone to stek bzdur zaciemniający sprawy zaginięć. Co więcej, autor deklaruje, że zaprzyjaźnił się z mężczyzną i wielokrotnie towarzyszył mu w tych bezsensownych wyprawach, więc oczekiwałabym głosu rozsądku z jego strony. Temat jaki został poruszony w reportażu uważam za szalenie istotny, ale zawiodło wykonanie. Ciekawiły mnie kulisy poszukiwań zaginionych, opisy biurokratycznej machinerii, które niejednokrotnie poważnie utrudniały całą akcję, a także niezrozumiałe decyzje władz poszczególnych parków narodowych. Autor niestety nie tłumaczy, dlaczego ekipy poszukiwawcze złożone z wolontariuszy nie zawsze otrzymują zezwolenie na działanie, albo z jakiego powodu zarządca konkretnego parku nie może zrobić wyjątku i np. zgodzić się, by użyto dronów do poszukiwań. Na pewno mnóstwo zależy od pieniędzy jakie dane hrabstwo może przeznaczyć na taką akcję, ale nie wiadomo czy tylko w tym tkwi problem.

Doceniam natomiast fragmenty, w których opisano jak trudne i wyczerpujące są poszukiwania prowadzone na terenie parków narodowych. Wydaje się, że współczesny człowiek jest otoczony nowoczesną technologią, więc trudno tak po prostu zniknąć skoro mamy na wyciągniecie ręki telefony, kamery, smart zegarki, GPS i szereg innych przydatnych urządzeń. A jednak zaginięcia bez wieści wciąż się zdarzają. Niektóre z nich brzmią szokująco i tajemniczo, ale za wiele przypadków odpowiada zwyczajne zagubienie się w terenie albo spotkanie na swojej drodze kogoś, kto ma złe zamiary. Przed lekturą tej książki nie miałam pojęcia, że tak dużo osób wędruje w poszukiwaniu siebie, jakiejś wyższej siły, życiowego celu. Zdaniem Billmana takie osoby są dużo bardziej podatne na zaginięcie, bo często nie myślą racjonalnie, podążając za przysłowiowym głosem serca, który czasem podszeptuje, by iść w góry bez odpowiedniego przygotowania, nie troszczyć się o prowiant i w ogóle nie zawracać sobie głowy przyziemnymi sprawami.

Przeglądając opinie na Goodreads, dotarłam do wielu postów krytykujących autora za jednostronne scharakteryzowanie Jacoba Graya jako niezrównoważonego młodego człowieka, który miał problemy psychiczne oraz brak zgody bliskich zaginionego na opisanie tej sprawy. Niektórzy wprost podają się za członków rodziny albo przyjaciół Grayów, pisząc, że Jon Billman myli fakty, przekręca kolejność wydarzeń, a przede wszystkim postępuje nieetycznie żerując na tragedii Jacoba. Nie jestem w stanie zweryfikować jaka jest prawda, ale w trakcie lektury też uderzył mnie brak komentarza innych członków rodziny niż Randy. Zupełnie tak jakby autor rozmawiał tylko z ojcem zaginionego. Mam mieszane uczucia w stosunku do tego reportażu. Spodziewałam się świetnej książki, niemalże pewniaka pod względem jakości, a dostałam chaotyczną treść, na dodatek dziwnie skręcającą w stronę pochwały teorii spiskowych i antynaukowych poglądów. Znalazłam tu ciekawe i ważne obserwacje, a także wątki, które w mojej ocenie warto dalej zgłębiać, ale nie wiem czy mogę ten tytuł polecić.

Ocena: 3 / 6 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz