Point Mettier to bardzo nietypowe miasteczko na Alasce, ponieważ niemal wszyscy mieszkańcy żyją w jednym budynku. Trudne warunki atmosferyczne, a także specyficzne położenie sprawiły, że prawie dwieście osób znalazło schronienie w ogromnym bloku nazywanym Dave-co. Do Point Mettier można dostać się drogą prowadzoną przez tunel, który zimą często zostaje zamknięty z powodu zbyt dużych opadów śniegu. Mieszkańcy są wówczas odcięci od świata i zdani jedynie na swoją zapobiegliwość oraz łaskę losu. Do tej nietypowej osady przyjeżdża detektyw Cara Kennedy, by zbadać sprawę odnalezionych przez grupę nastolatków ludzkich szczątków. Miejscowy szeryf najchętniej uznałby, że wyrzucone na brzeg dłoń oraz stopa należały do ofiary wypadku lub samobójcy, jednak koniec sezonu letniego nie pozwala na zrzucenie całej sprawy na przypadkowego turystę. Bohaterka ma też swoje prywatne powody, by sprawdzić, co dzieje się w miasteczku. Tuż po jej przybyciu następuje gwałtowne załamanie pogody. Cara zostaje uwięziona w Dave-co, więc zaczyna intensywnie drążyć sprawę, co zdaje się denerwować stałych lokatorów. Czyżby wiedzieli więcej niż zdradzili policji?
Wybrałam tę książkę ze względu na nietypowe miejsce akcji. Co ciekawe autorka wzorowała się na istniejącym mieście o nazwie Whittier, które położone jest w najdalszym punkcie Zatoki Księcia Williama na Alasce i większość ludzi naprawdę żyje w jednym budynku. W Begich Towers znajdują się nie tylko mieszkania, ale też szkoła, poczta, posterunek policji, kościół oraz sklepy, więc jest to dość intrygujące miejsce, mogące stać się inspiracją dla mrocznej historii kryminalnej. Najmocniejszym punktem powieści jest właśnie towarzysząca bohaterom atmosfera izolacji potęgująca zagrożenie. Wicher złowrogo hałasuje na zewnątrz, pada coraz więcej śniegu, poznani przez policjantkę mieszkańcy ewidentnie coś ukrywają, a jakby tego było mało autorka w pewnych momentach sugeruje, że wieżowiec może być nawiedzony. Słychać dziwne trzaski na korytarzach, a nastolatki odwiedzające częściowo zalane tunele pod budynkiem, zaczynają czuć się dziwnie nieswojo w tych wilgotnych, ciemnych przejściach. Podobały mi się horrorowe wstawki i chętnie poczytałabym więcej takich fragmentów, ale Miasto pod jednym dachem nie jest powieścią grozy, więc te wątki nie zostają rozwinięte.
Polubiłam głównych bohaterów i kibicowałam im nie tylko w rozwiązaniu zagadki kryminalnej, ale też uporządkowaniu własnych spraw. Cara mierzy się z trudną przeszłością, ponieważ przed rokiem straciła męża i syna. Lokalny policjant Joe Barkowski wydaje się bardzo zaangażowany w śledztwo, więc działa pomimo niechętnej postawy szeryfa. Jest jeszcze Lonnie – kobieta z niepełnosprawnością umysłową, dostrzegająca to, co umyka innym osobom, a także nastolatka o imieniu Amy, która odnalazła szczątki, a teraz najchętniej uciekłaby jak najdalej stąd, ponieważ nie chce zwracać na siebie uwagi policji. Każdy z bohaterów ma własne problemy, lęki oraz ukryte motywacje, co sugeruje, że wymienione postaci są w jakiś nieoczywisty sposób związane ze sprawą. Niestety Iris Yamashita pod koniec powieści jakby zmieniła zdanie w kwestii poprowadzenia kluczowych wątków. Przez długi czas wydaje się, że śmierć rozczłonkowanej ofiary łączy się z mieszkańcami Dave-co, ponieważ autorka wielokrotnie sugeruje, że do takiego miejsca przybywają ludzie chcący od czegoś uciec, często mający kłopoty z prawem albo kryminalną przeszłość. Jednak całe to budowanie napięcia przestaje mieć znaczenie, kiedy pojawia się wątek lokalnego gangu.
W finale mamy do czynienia z nieuzasadnionym rozlewem krwi, strzelaninami w tunelach oraz wyprawą do odległej wioski rzekomo opanowanej przez grupę przestępczą. W moim odczuciu nie ma to sensu. Miałam wrażenie jakby nagle połączono dwie różne historie, więc ostatecznie powieść oceniam jako średniaka z plusem. Ze względu na główną bohaterkę mogłabym pokusić się o lekturę drugiej części, ale chyba nie ma co liczyć, że Village in the Dark zostanie w Polsce wydane. W związku z tym pewnie odpuszczę, bo nie jestem aż tak zdeterminowana, by szukać tej książki w oryginale.

Trochę jestem zaintrygowana przez miejsce, gdzie osadzono akcję. Ale końcówka, która jak piszesz, jest oderwana klimatem od całości raczej nie zachęca...
OdpowiedzUsuńPrzekonałaś mnie tym opisem rozterek bohaterów. Bardzo lubię postacie, które nie są czarno-białe. Przyznam, że nie znam tego cyklu, ale tekst mnie zaciekawił. Zapraszam Cię na mój blog książkowy.
OdpowiedzUsuń