15 maja 2024

Śpiące królewny. Tajemnicze przypadki ze świata neurologii - Suzanne O'Sullivan

 

Wydawnictwo: Znak Literanova
Liczba stron: 400 
Pierwsze wydanie: 2021
Polska premiera: 2023

Jak tylko zobaczyłam tę książkę wśród zapowiedzi wydawniczych, wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać, mimo iż zupełnie nie znam się na medycynie i na co dzień raczej nie sięgam po publikacje poświęcone chorobom. Jednak w tym przypadku opis zaintrygował mnie na tyle, że bez najmniejszego wahania zabrałam się za lekturę. Jak to możliwe, że są na świecie całe społeczności trawione przez zaburzenia, których nie można wyjaśnić? W Szwecji dzieci uchodźców zapadają w przedziwny stan letargu. Nie mówią, nie poruszają się, z czasem przestają nawet samodzielnie przyjmować pokarmy. Fizycznie nic im nie dolega, a jednak nie są w stanie podnieść się z łóżek. W Kazachstanie doszło do czegoś, co prasa okrzyknęła epidemią śpiączki, ponieważ mieszkańcy jednego z miasteczek zaczęli uskarżać się na brak sił, niemoc, a w konsekwencji obezwładniający sen, którego nikt nie był w stanie przerwać przez wiele dni. W jednej z amerykańskich szkół dziewczęta nagle zaczęły cierpieć na omdlenia i drgawki. Wyglądało to tak jakby zarażały się nawzajem tymi nietypowymi objawami i w krótkim czasie choroba ogarnęła całą szkołę. Neurobiolożka  Suzanne O’Sullivan wybrała się w podróż do miejsc, w których zarejestrowano przypadki wymykające się medycznym klasyfikacjom. Rozmawiała z chorymi oraz ich rodzinami, analizowała okoliczności towarzyszące objawom, a efekty tych badań i swoje wnioski zawarła w książce. 

Jak już wspomniałam, do lektury tej publikacji skłonił mnie nieco sensacyjny opis, ale już we wstępie autorka zdradza, że media uwielbiają co chwilę pisać o „tajemniczych chorobach”, które jej zdaniem bardzo często mają podłoże psychosomatyczne. Zresztą również wielu lekarzy oraz sami pacjenci niechętnie reagują na sugestie, że wszystkie te dziwne objawy są wynikiem dysocjacji lub zaburzeń psychospołecznych. Hipoteza, że to umysł wywołuje chorobę jest często źle odbierana przez ludzi, którzy obawiają się stygmatyzacji, łatki osoby niestabilnej czy rozhisteryzowanej. Natomiast O’Sullivan wyjaśnia, że problemy psychosomatyczne oznaczają, że objawy są jak najbardziej realne i fizyczne. Pacjent niczego sobie nie wymyśla tylko naprawdę doświadcza napadów drgawkowych, ma kłopoty z poruszaniem się czy komunikowaniem, które mogą przekształcić się w niepełnosprawność. Różnicą jest przyczyna. W przypadkach analizowanych przez autorkę to właśnie zaburzenia behawioralne mogą stanowić wyjaśnienie nagłych paraliży, drgawek, utraty wzroku, kołatania serca oraz szeregu innych dolegliwości.

Wiele osób neguje istnienie niedomagań psychosomatycznych lub nie wierzy w to, że silny stres może wywołać reakcję całego organizmu, dlatego chętniej mówi się o różnych toksynach, zatruciach czy wręcz atakach terrorystycznych niż chorobach wywołanych przez nasz własny umysł. W większości przypadków analizowanych przez neurobiolożkę szukano wyjaśnienia dziwnego stanu pacjentów, zupełnie pomijając rolę ich psychiki. Co ciekawe, im bliżej świata zachodniej medycyny, tym więcej badań, analiz, pomiarów otoczenia, w którym wybuchła osobliwa epidemia, a mniej koncentracji na pierwszej chorej osobie i jej indywidualnej sytuacji zdrowotnej. Bardzo podobało mi się to, że w trakcie swojej podróży do różnych zakątków świata, w których odnotowano dziwne choroby autorka zachowała otwarty umysł i nie deprecjonowała tradycji czy wierzeń lokalnych społeczności. Jej zdaniem zachodnia medycyna i szamańskie metody leczenia nie muszą się wykluczać jeśli przyczyna jest psychosomatyczna. Jako przykład podaje grisi siknis, czyli zaburzenie występujące wśród członków społeczności Moskito żyjących na wybrzeżu Nikaragui i Hondurasu. Dotyka głównie młodych kobiet, które nagle zyskują ponadprzeciętną siłę fizyczną, cierpią na napady agresji, drgawki oraz bóle głowy lub mdłości. Autorka łączy występowanie epidemii tej choroby z regulacją życia w społeczności, ponieważ często młode kobiety tylko w ten sposób mogą zyskać autonomię i wyrazić sprzeciw wobec oczekiwań narzucanych im przez resztę. Co ciekawe wszystkie kobiety wracają do zdrowia, a członkowie społeczności nie mają do nich pretensji ani nie przypominają im łatek „szalonych”, wierząc, że grisi siknis przychodzi wraz z demonem i człowiek nic nie może na to poradzić.

Śpiące królewny to bardzo intrygująca, ciekawie napisana książka, udowadniająca, że w XXI wieku nie powinniśmy negować istnienia zaburzeń psychospołecznych, które nieleczone mogą doprowadzić do poważnej utraty zdrowia. Autorka udowadnia, że koncentracja na poszukiwaniu wyłącznie fizycznego wyjaśnienia stanu pacjentów połączona z medialnym szumem oraz skojarzeniami z histerią czy nadmierną emocjonalnością, mogą tylko zaszkodzić chorym. Cenię to, że O’Sullivan nie próbuje wszystkiego jednoznacznie wyjaśnić i zaklasyfikować, przyznając, że jej interpretacje nie zawsze muszą być trafne. W końcu nikt nie ma monopolu na wiedzę, a ludzki umysł wciąż zaskakuje nawet specjalistów od neurologii. 

Ocena: 5 / 6

3 komentarze:

  1. Myślę, że dużo jeszcze do odkrycia przed nami. Ależ ta książka musi być ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mnie zainteresowałaś. W trakcie czytania recenzji już już klarował mi się w głowie komentarz, że czasami tzw. cywilizowane społeczeństwa popadają w skrajności. Wyłącza im się tryb "Mulder" i przechodzą totalnie w tryb "Dana Scully", która zawsze próbowała wyjaśnić wszystko racjonalnie. A czasem warto mieć otwarty umysł i dopuszczać różne warianty rozwiązania. A potem doczytałam, że sama wspominasz o otwartym umyśle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Totalnie tak jest! Ten przykład z amerykańską szkołą czy ambasadą na Kubie pokazuje, że tak właśnie myśli zachodni człowiek. Niby wiemy, że stres może bardzo zaburzyć funkcje organizmu, a objawy mogą przenosić się z człowieka na człowieka, jeśli wybuchnie panika albo po prostu będą ku temu sprzyjające warunki. A jednak jak przychodzi co do czego to lekarze zamykają się na opcję chorób psychosomatycznych. Zrobią mnóstwo badań, testów i analiz, z których nie dowiedzą się niczego konkretnego, ale nie przyznają, że problem może dotyczyć psychiki. A jeśli już to w taki lekceważący sposób, że pacjentowi też się odechciewa.

      Usuń