17 września 2015

Jesień cudów - Jodi Picoult


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 528
Rok pierwszego wydania: 1999
Rok polskiej premiery: 2007

Ostatnio nie miałam szczęścia do książek, ponieważ każda wybrana powieść okazywała się w najlepszym razie przeciętna. Złą passę postanowiłam przerwać, sięgając po historię napisaną przez Jodi Picoult, którą zaliczam do grona moich ulubionych autorek, mimo że w jej twórczości można wyłapać kilka schematów. Nie uważam jednak tego za wadę dopóki dzieła przyciągają, pozwalają zastanowić się nad wyznawanymi wartościami oraz postawić w sytuacji bohaterów. Amerykańska pisarka zawsze bierze na warsztat kontrowersyjny temat, ukazuje go z perspektywy kilku postaci stojących zazwyczaj po dwóch stronach barykady, a następnie finalizuje opowieść spektakularnym procesem sądowym. Jak już wspomniałam nie przeszkadza mi przepis na sukces stosowany przez Picoult, dlatego z chęcią zabrałam się za czytanie Jesieni cudów, doskonale wiedząc, czego mogę się po tej historii spodziewać.

Jak zareagowalibyście, gdyby wasza siedmioletnia córka pewnego dnia oświadczyła, że rozmawia z Bogiem? Bylibyście przerażeni tym jak może zmienić się jej życie, jeśli rzeczywiście ma kontakt ze Stwórcą, a może potraktowalibyście tę rewelację jako wytwór dziecięcej wyobraźni, którym nie należy się przejmować? Mariah White początkowo przychyla się do tej drugiej opcji, ufając psychologowi tłumaczącemu jej, że po rozwodzie rodziców dziecko znalazło się w nowej i niezwykle stresującej sytuacji, dlatego wytworzyło sobie wyimaginowaną przyjaciółkę. Jednakże z czasem mała Faith zaczyna zachowywać się coraz dziwniej. Recytuje wersy z Biblii, mimo że nie została wychowana w żadnej religii, opowiada o spotkaniach ze świetlistą postacią, a co najbardziej kontrowersyjne – najwyraźniej posiada moc uzdrawiania ludzi. Wieść o nietypowych zdolnościach dziewczynki szybko roznosi się po okolicy, a następnie trafia do mediów. Wkrótce pod domem Mariah zbiera się tłum złożony z żądnych sensacji dziennikarzy, ludzi przekonanych o prawdomówności Faith oraz chorych oczekujących na cudowny powrót do zdrowia.

Jak to u Jodi Picoult bywa, kontrowersyjny temat wcale nie jest tym najistotniejszym wątkiem w powieści, dlatego Jesień cudów nie tyle opowiada o dziewczynce twierdzącej, że widuje Boga, ile o jej matce zmagającej się z trudami rodzicielstwa. Nie zrozumcie mnie źle, oczywiście niemal wszystkie zdarzenia w jakiś sposób dotyczą małej Faith lub są związane z tym, co dziewczynka utrzymuje, ale tak naprawdę istotą tej historii są refleksje na temat trudnych i złożonych kwestii dotyczących relacji międzyludzkich. Poprzez opisy zachowania Faith, medialnej histerii czy też walki o opiekę nad dzieckiem, autorka pokazuje jak skrajnie można interpretować pewne zdarzenia i jak łatwo osądzać postępowanie innych. Główną bohaterką nie jest więc kilkuletnia dziewczynka, ale jej matka, która nagle musi udowodnić, że kocha swoją córkę i nigdy w życiu nie zrobiłaby jej krzywdy. Mariah jaką czytelnik poznaje na początku książki to kobieta o kruchej konstrukcji psychicznej, mająca skłonności do depresji i budowania swojego poczucia wartości na zainteresowaniu ze strony męża. Kiedy okazuje się, że Colin nie jest wierny, wydaje się, że cały świat przestaje się dla protagonistki liczyć. I wtedy zaczynają się problemy z Faith, zmuszające jej matkę do przewartościowania życia oraz znalezienia dodatkowych pokładów wytrwałości, determinacji i wewnętrznej siły. W zasadzie trudno mówić o spektakularnej metamorfozie Mariah, ale niewątpliwie jej podejście do wielu kwestii uległo zmianie i za to wiarygodne przejście od kobiety niepewnej oraz wiecznie zakompleksionej do kobiety przekonanej o słuszności swoich racji, należy się pisarce ogromny plus.

Podobało mi się także wiarygodne przedstawienie innych postaci, choć nie ze wszystkimi bohaterami autorka poradziła sobie tak dobrze. Na pewno udało jej się pokazać zdezorientowanie i zagubienie Colina, który jako maż zawiódł na całej linii, ale to nie oznacza, że jest potworem nienadającym się na ojca, dlatego jego działania są w pewien sposób zrozumiałe. Również charakterystyka księży i rabinów zaangażowanych w sprawę dziewczynki zasługuje na pochwałę, ponieważ wyraźnie widać jak różnie odbierane są doniesienie o rzekomych cudach, widzeniach i kontaktach z Bogiem. Inne rzeczy wydają się niemożliwe do zaakceptowania przez Kościół Katolicki, a jeszcze inne przez wyznawców Judaizmu, co sprawia, że zwierzenia dziewczynki zadają klin obu stronom. Z utworu płynie też przekaz o potrzebie wzajemnego szacunki i tolerancji odmiennych poglądów, co naturalnie też uważam za zaletę Jesieni cudów. Niestety nieco sztucznie wypadła kreacja dziennikarza, który całą swoją karierę oparł na tropieniu rzekomych dowodów istnienia siły wyższej i publicznemu podważaniu ich prawdziwości. Zachowanie mężczyzny wydało mi się logiczne jedynie na początku, bo później trąciło nieuzasadnionym sentymentalizmem, niepasującym do tego typu osobowości.

W powieści dominuje narrator trzecioosobowy skupiający się na wielu bohaterach, dzięki czemu czytelnik ma szansę poznać kilka punktów widzenia na tę samą sytuację. Ale pojawia się też bezpośrednia relacja wydarzeń z perspektywy Mariah. Sądzę, że sam pomysł na to, by odbiorca mógł niejako wniknąć do świadomości jednej z postaci nie jest zły, jednak wolałabym, żeby narratorką była Faith. W gruncie rzeczy o dziewczynce wiadomo najmniej. Pod wieloma względami przypomina zwyczajną siedmiolatkę, ale nie jest nią, jeśli rzeczywiście może kontaktować się z Bogiem i czynić cuda. Zabrakło mi koncentracji na Faith i to uważam za główną wadę Jesieni cudów. Niby dziecko jest obecne w opowieści, a jakby go nie było. Mariah i Colin boją się rozmawiać z córką na temat jej wizji, psycholog czy kuratorka ograniczają się głównie do obserwacji lub zabaw z nią, nawet ksiądz i rabin kluczą dookoła, nie poruszając sedna sprawy w trakcie spotkań z dziewczynką.

Jeśli oczekujecie, że w zakończeniu znajdziecie jednoznaczną odpowiedź na pytanie czy dziecko mówi prawdę, czy oszukuje, to muszę uprzedzić, że nic takiego nie ma miejsca. Autorka podrzuca pewne tropy, ale ich interpretacja należy do czytelnika, chociaż wydaje mi się, że pewne założenie jest faworyzowane. Mam tez własną hipotezę, wyjaśniającą przypadek Faith, ale nie chcę wam niczego sugerować przed sięgnięciem po książkę. Jeśli jednak jej lekturę macie już za sobą, zachęcam do wyrażania opinii o finale w komentarzach. Podsumowując, z pewnością Jesień cudów nie jest najlepszym dziełem w dorobku Jodi Picoult, ale pomimo pewnych wad nadal to ciekawa i wartościowa historia, zostawiająca w czytelniku ślad. Dlatego polecam, zwłaszcza fanom pisarki.

Ocena: 4 / 6

Książka przeczytana w ramach wyzwania Czytam literaturę sprzed XXI wieku.

http://esperazna.blogspot.com/2015/02/wyzwanie-czytam-literature-sprzed-xxi.html
 
Recenzje innych powieści Jodi Picoult:

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza