13 września 2015

Woolfe: The Red Hood Diaries


Producent: GRIN Studio
Wydawca: GRIN Studio
Data premiery: 17 marca 2015
Czas gry: około 5 godzin
Platforma: PC, Xbox, PS

Baśń o Czerwonym Kapturku należy do jednej z chętniej reinterpretowanych tradycyjnych literackich opowieści, dzięki czemu nawiązania fabularne lub estetyczne bardzo często pojawiają się w różnych cyfrowych produkcjach. Niedawno premierę miała kolejna gra komputerowa, w której twórcy postanowili odświeżyć i opowiedzieć tę klasyczną historię na nowo. Tym razem Czerwony Kapturek nie jest już małą, bezbronną dziewczynką, wędrującą przez złowrogi, ciemny las, a wilk w niczym nie przypomina odrażającej bestii, ale mimo tego tradycyjny podział na dobrych i złych bohaterów został zachowany. Akcja rozgrywa się w fantastycznym świecie stanowiącym steampunkową wariację na okres rewolucji przemysłowej, a wspomniana już tytułowa postać pojawia się jako dorosła kobieta, pragnąca poznać rzeczywisty powód tajemniczej śmierci swojego ojca. Nie bez znaczenia jest fakt, że mężczyzna pracował w największej w okolicy fabryce należącej do niejakiego B.B. Woolfe’a, a rzekomy wypadek, któremu uległ w trakcie wykonywania swoich obowiązków, jawi się raczej jako dokładnie zaplanowane morderstwo. Czerwony Kapturek nie odgrywa już więc roli ofiary, ale przeobraża się w samotną mścicielkę, poszukującą zarówno zemsty na bezlitosnym fabrykancie, jak i prawdy związanej ze śmiercią ojca oraz nigdy niewyjaśnionym zaginięciem matki.

Czerwony Kapturek jako dorosła i waleczna młoda kobieta.

Fabuła Woolfe: The Red Hood Diaries nie wydaje się zbyt skomplikowana, ale próżno oczekiwać rozbudowanej narracji od produkcji będącej połączeniem gry przygodowej i platformowej. Niemniej pomimo prostoty, historia staje się bardziej interesująca w momencie, gdy gracz natrafia na informacje przybliżające kontekst, w jakim wszyscy bohaterowie funkcjonują. Z zebranych dokumentów, rysunków, wycinków z gazet czy pamiętnikowych wpisów odbiorca poznaje nie tylko przeszłość głównej bohaterki, ale dowiaduje się także czym na początku była fabryka obecnie należąca do B.B. Woolfe’a i dlaczego w krótkim czasie stała się przyczyną utrapienia mieszkańców pobliskich terenów. Oczywiście, żeby historia objawiła się w pełnej krasie, należy dokładnie przeszukać każde miejsce, co jest dość trudne przy pierwszym kontakcie z grą, ponieważ łatwo przeoczyć kolejny fragment do odnalezienia. Warto jednak poświęcić czas na eksplorację lub nawet powrót do niektórych poziomów, ponieważ dzięki tym wszystkim dodatkowym informacjom historia jest znacznie bardziej dopracowana i zwyczajnie ciekawsza, ponieważ sytuuje tradycyjną opowieść o Czerwonym Kapturku w zupełnie innym kontekście.
Woolfe to połączenie gry przygodowej i platformowej.

Produkcja niezależnego studia GRIN wyróżnia się przede wszystkim ze względu na baśniową estetykę widoczną w każdym momencie rozgrywki, przez co budzi również skojarzenia z grą Alice: Madness Returns. Wszystkie poziomy, postaci oraz odnajdywane przedmioty zostały zaprojektowane tak, by nieustannie utrzymywać odbiorcę w iluzji, że jest częścią tego fantastycznego, niezwykle pięknego świata. Nasycone, różnorodne barwy podkreślają wyjątkowość niektórych miejsc, natomiast mroczne, zniekształcone fragmenty otoczenia pojawiają się w chwilach zagrożenia, co idealnie ilustruje przejścia pomiędzy kolejnymi etapami oraz idącą za tym zmianę atmosfery. Gracz ma więc okazję poznać zarówno skute lodem zimowe miasto, w którym znajduje się fabryka, odrażające podziemia pełne agresywnych szczurów, jak i zachwycający bujną roślinnością oraz feerią kolorów las przypominający oniryczną, fantastyczną krainę. Zachowano również charakterystyczny strój bohaterki, a przez chwilę widać nawet niewielki koszyk od babci, z którym młoda kobieta wyruszyła na poszukiwanie niegodziwego Woolfe’a, jednakże słynny atrybut postaci szybko zostaje zastąpiony przez śmiercionośną siekierę, służącą do torowania sobie drogi pośród zastępów baśniowych żołnierzy, nieustannie stających na drodze Czerwonego Kapturka. Tryb walki nie jest zbyt rozbudowany, ale wystarczający do pokonania większości przeciwników bez większego trudu. Wspomniane powyżej szczury czy też grupy żołnierzy nie stanowią dużego wyzwania, chociaż wskazane jest zachowanie koncentracji, ponieważ nawet teoretycznie niegroźni nieprzyjaciele, mogą popsuć szyki odważnej protagonistce.  Nieco inaczej sytuacja ma się w finałowej walce, która jest już bardziej wymagająca i ciekawiej pomyślana, bowiem za sprawą ukochanej babci Czerwony Kapturek odkrywa w sobie pokłady magii i nowych umiejętności.
Skoro bohaterka zamieniła koszyczek na siekierę, to wiadomo, że musi jej w końcu użyć.

Twórcom udało się połączyć elementy przygodowe z platformowymi, dzięki czemu rozgrywka jest dość urozmaicona. W pewnych momentach trzeba walczyć, uciekać oraz szukać dodatków rozbudowujących historię, a w innych należy skupić się na tym, by w odpowiedniej chwili wskoczyć na ruchomą deskę, pociągnąć za dźwignię czy też zdążyć przed zbliżającą się belką najeżoną ostrymi kolcami. Elementy platformowe są znacznie trudniejsze niż walka, ponieważ wymagają od użytkownika zręczności i wyczucia czasu. Oczywiście wszystko zależy od cierpliwości i determinacji gracza, ale lepiej od razu przygotować się na to, że niektóre przeszkody skutecznie unieruchomią bohaterkę na kilka lub nawet kilkanaście minut. W Woolfe: The Red Hood Diaries raczej nie pojawiają się skomplikowane łamigłówki, jednakże czasami należy chwilę pomyśleć nad tym, którędy poprowadzić Czerwonego Kapturka, żeby jak najszybciej dotrzeć do celu, ponieważ ścieżka nie zawsze jest jasno wytyczona.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza