22 października 2011

Dotyk Anioła - Krystyna Wanda Serdeczna


Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 478

Anna Bartosiewicz to początkująca neurochirurg, która z powodu niespodziewanego remontu kamienicy ląduje na bruku. Kobieta nie ma pojęcia gdzie mogłaby się zatrzymać, ale na swojej drodze spotyka Krystiana Stroińskiego, który spontanicznie proponuje Annie pokój w rodzinnym domu na obrzeżach Radomia. Propozycja zostaje przyjęta i bohaterka zamieszkuje z Krystianem i jego braćmi. Gdy ojciec Stroińskich, Aleksander wraca z Berlina na krótki urlop do kraju, między nim a Anną wybucha gorące uczucie. Niestety znaczna różnica wieku i odmienny styl życia dzielą zakochanych, którzy muszą zmierzyć się z rzeczywistością i podjąć decyzje o wspólnej przyszłości.

Autorka nie ukrywa, że napisała powieść przede wszystkim dla ludzi, zmagających się z życiem na emigracji oraz dla ich rodzin w Polsce, zmuszonych radzić sobie z tęsknotą i wieloma prozaicznymi sprawami. Perypetie głównych bohaterów dotyczą, bowiem nie tylko spraw sercowych, ale także pracy zarobkowej za granicą i konsekwencji, jakie niesie wyjazd z kraju. Kłopot w tym, że Krystyna Wanda Serdeczna poruszyła wiele problemów powierzchownie, właściwie tylko je zasygnalizowała. Bohaterowie tej książki to ludzie inteligentni, wykształceni, utalentowani, piękni i szlachetni. Oczywiście przytrafiają im się troski, ale rodzina Stroińskich ze wszystkim radzi sobie znakomicie. Porażki przekuwają w sukcesy, zniechęcenie zastępują energią do działania, ale przed wszystkim każdej, nawet zupełnie obcej osobie służą radą i pomocą. Może jestem czepialska, ale dawno nie spotkałam się z tak wyidealizowanymi, a przez to sztucznymi postaciami. Anna to początkująca, ale bardzo zdolna lekarka, Aleksander jest uznanym kardiochirurgiem, bracia Stroińscy studiują prestiżowe kierunki, a bohaterowie drugoplanowi to zamożni biznesmeni lub ludzie, którzy dzięki swoim ponadprzeciętnym zdolnościom odmienią zły los. Galeria tak niezwykłych bohaterów, którym najmniejszego problemu nie sprawia przemieszczanie się po Europie i podejmowanie dobrze płatnej pracy, nie służy zaangażowaniu się w sytuacje nieszczęśliwych emigrantów, o których autorka wspomina. Jestem pewna, że niektórym czytelnikom Dotyk Anioła będzie się podobał, jednak mnie ta historia nie przekonuje. Do nieautentycznych postaci muszę dodać także sztuczne dialogi oraz nienaturalne wypowiedzi bohaterów, dotyczące sytuacji ekonomicznej w Polsce, trudności ze znalezieniem pracy na obczyźnie etc. W tych kwestiach postaci wyraźnie wyczuwalne są osobiste poglądy autorki. Dla mnie było to drażniące, ponieważ wolę samodzielnie wysnuwać wnioski i podejmować refleksje w trakcie lektury, a nie biernie poddawać się wnioskom twórcy książki. 

Gwoli sprawiedliwości muszę także wymienić kilka plusów, które niewątpliwie posiada dzieło pani Krystyny Wandy Serdecznej. Podobało mi się, że bohaterowie hołdują wartościom rodzinnym. Niektórzy od początku wiedzą, co w życiu najważniejsze, inni dopiero po czasie zdają sobie sprawę, że pieniądze nie zastąpią bliskiego człowieka, ale z tej opowieści wyłaniają się silne i stabilne więzi rodzinne. Ponadto pojawia się także kwestia wiary i swego rodzaju mistyczne przeżycie, którego doświadcza jedna z postaci. Zostało to opisane w sposób wiarygodny i piękny, zaryzykuję stwierdzenie, że to najlepszy fragment powieści.  W Dotyku Anioła jest także pewien optymizm, ujawniający się w tych wszystkich lukrowanych wydarzeniach i szlachetnym zachowaniu bohaterów. Mnie taka idylla irytowała, ale możliwe, że komuś przyniesie pociechę i wiarę w to, że na świecie istnieją ludzie tacy jak książkowi bohaterowie. Wątek miłosny nie jest zaskakujący. Mimo że Anna i Aleksander mają wiele wątpliwości; rozstają się i schodzą co kilkanaście stron, to od początku wiadomo jaki będzie finał tej historii.
Dotyk Anioła spodoba się wszystkim, którzy potrzebują krzepiącej opowieści o sile miłości i przyjaźni, i będą gotowi przymknąć oko na wydarzenia nie do końca możliwe w prawdziwym świecie. 

Ocena: 3,5 / 6 

Egzemplarz recenzyjny otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Novae Res.

 

18 października 2011

Niegodziwcy - Lotte & Søren Hammer


Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 500

Lotte i Søren Hammer to rodzeństwo pisarzy, których debiutującym dziełem jest powieść Niegodziwcy. Według opisu z tyłu okładki autorzy planują stworzyć całą serię historii, czyniących szefa wydziału zabójstw Konrada Simonsena, głównym bohaterem. Mam nadzieję, że na zapowiedziach się nie skończy, ponieważ pierwsza książka, opowiadająca o pracy duńskiego zespołu kryminalnego okazała się udanym debiutem, dobrze rokującym na przyszłą twórczość Hammerów. 

Pierwszego dnia po wakacyjnej przerwie dwoje dzieci przychodzi do szkoły znacznie przed czasem. W sali gimnastycznej rodzeństwo dokonuje niezwykle makabrycznego odkrycia – z sufitu zwiesza się plątanina lin, do których podwieszono pięć okaleczonych ciał. Brutalne morderstwo wstrząsa opinią publiczną, ludzie domagają się szybkiego rozwiązania sprawy. Konrad Simonsen po raz pierwszy dysponuje niemal nieograniczonymi środkami finansowymi, dzięki którym śledztwo ma przebiegać sprawnie i efektywnie. Niestety, gdy pewna wiadomość dociera do mediów, nastroje społeczeństwa ulegają diametralnej zmianie, a zespół Simonsena musi borykać się z wieloma nieoczekiwanymi trudnościami.

Niegodziwcy mają formułę klasycznego kryminału, w którym policjanci tropią nieuchwytnego zbrodniarza. Jednak do znanego schematu dołączono dość oryginalny zabieg – czytelnicy wiedzą znacznie więcej niż prowadzący śledztwo. Nie byłoby to niczym zaskakującym, gdyby nie fakt, że tożsamość mordercy od początku jest dobrze znana odbiorcom. Oczywiście autorzy nie podają wszystkich wyjaśnień, ale w trakcie rozwoju fabuły wiele rzeczy układa się w logiczną całość, dającą wgląd w motywację przestępcy. Co prawda taki chwyt nie jest już innowacyjny, ale zwraca uwagę czytelnika na to, że oprócz zagadki kryminalnej, w książce pojawi się także inny, ważny motyw.
W przypadku tej historii, takim istotnym, skłaniającym do refleksji tematem jest zachowanie społeczeństwa. Okazuje się, że praworządni i spokojni obywatele mogą nagle przekształcić się w bezrozumną tłuszczę, gotową samodzielnie ferować wyroki i, co gorsza, wcielać je w życie. Wydawałoby się, że takie zachowanie jest niemożliwe współcześnie, w jakimkolwiek europejskim państwie, ale zbiorowa histeria Duńczyków przeczy tym założeniom całkowicie. Autorzy pokazują również jak łatwo manipulować ludźmi poprzez środki masowego przekazu. Coś, co zostanie ogłoszone w mediach, natychmiast zyskuje status faktu i często żadne wyjaśnienia ani sprostowania nie są w stanie tego zmienić. 

Jak już wspomniałam, tożsamość mordercy jest znana od początku, więc wątek kryminalny nie należy do zaskakujących. Mimo tego powieść nie nudzi i z zainteresowaniem śledziłam poczynania Simonsena oraz jego podwładnych. Obserwacja pracy policji; metod zdobywania informacji oraz rozmów z podejrzanymi okazała się na tyle zajmująca, że debiut rodzeństwa Hammer mogę ocenić dość wysoko. Podoba mi się także oszczędny i wyważony styl, jakim powieść ta została napisana. Krótkie, dobitne zdania, opisują konkretne wydarzenia bez zbędnego patosu czy też kwiecistych metafor. Ponadto, na plus oceniam charakterystykę stosunków panujących w policyjnym zespole. Autorzy bardzo często przedstawiali jak poszczególne zdarzenia wpływają na postaci; jak bohaterowie odnoszą się do siebie nawzajem oraz jaki stopień zażyłości ich łączy. Dzięki temu zyskałam możliwość lepszego poznania ich charakterów, poglądów oraz wyznawanych wartości. Zabrakło mi natomiast większej dawki napięcia, bo chociaż akcja jest w miarę dynamiczna, to z jakiegoś powodu poczynania bohaterów nie wywoływały wielkich emocji. Zaciekawienie, owszem, ale niestety nie mogę napisać, że od lektury nie mogłam się oderwać.
Niegodziwcy to godna uwagi pozycja, która powinna zadowolić czytelników, mających ochotę na kryminał z porządną dawką socjologicznych obserwacji. Powieść ta skłania również do podjęcia refleksji na wiele istotnych tematów, o których nie mogę wspomnieć w obawie przed zdradzeniem zbyt wielu szczegółów. Czekam na kolejną książkę Lotte i Sørena, mając nadzieję, że okaże się, co najmniej tak dobra jak debiutancka historia.

Ocena: 4 / 6
Egzemplarz recenzyjny otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Czarne.



13 października 2011

Miłość staropolska - Agnieszka Lisak


Wydawnictwo: Bellona
Liczba stron: 280

Jeżeli ktoś myśli, że dawną Polskę zamieszkiwali jedynie ludzie prawi, bogobojni i uczciwi, to czytając książkę Agnieszki Lisak może przeżyć duże zaskoczenie. Autorka charakteryzuje zwyczaje, tradycje i mentalność ludzi od średniowiecza aż po wiek XIX. Okazuje się, że nasi przodkowie poddawali się tym samym namiętnościom i uczuciom, co ludzie współcześni. Pragnęli zaznać miłości i przeżyć wiele lat u boku osoby, z którą mogliby dzielić myśli, marzenia i wszelkie troski. Książka skupia się głównie na postaciach władców i bogatych szlachciców, ale niektóre fragmenty opisują również życie chłopów i zwyczaje panujące na wsiach.

Miłość staropolska to rzetelna i przystępna dla każdego publikacja, charakteryzująca obyczaje i zachowania ówczesnych Polaków, dotyczące sfery uczuciowej. Z książki można dowiedzieć się jak wyglądała aranżacja małżeństwa przez rodziny młodych i do jak groteskowych sytuacji dochodziło, jeżeli świeżo poślubieni małżonkowie byli sobą rozczarowani. Ślub w wyższych sferach był bardzo ważnym wydarzeniem, które poprzedzały liczne kontrakty ustalające ilość majątku wnoszoną przez każdą ze stron. Nie miałam pojęcia, że takie przedślubne negocjacje mogły trwać nawet kilka miesięcy, a błaha sprzeczka często doprowadzała do zerwania rozmów i rezygnacji z małżeńskich planów. Autorka opisuje również, do jakich sposobów uciekano się żeby zainteresować swoją osobą potencjalnego partnera i wspomina jak nisko w hierarchii znajdowały się kobiety skazane na staropanieństwo. Zaskoczyło mnie również podejście wielu ówczesnych ludzi do kwestii posiadania dzieci. Ogromna śmiertelność wśród noworodków nie wynikała jedynie z niskiego poziomu higieny i niewiedzy medycznej, ale także z powodu zaniedbań rodziców. Jeżeli dzieci nie zostały obdarzone rodzicielską miłością, porzucano je lub celowo doprowadzano do ich śmierci. 

Jak już wspomniałam, w dawnej Polsce roiło się od skandali, wywołanych rzez nieobyczajne zachowania. Co więcej zazwyczaj wszelkie tajemnice alkowy wychodziły na światło dzienne za sprawą służących i parobków. Dotyczyło to głównie dworu, będącego miejscem plotek i intryg. Zachowanie pary królewskiej było szeroko komentowane przez szlachtę, a czasami nawet przez mieszkańców niemal całego kraju. I tak, powszechnie wyśmiewano się ze Stefana Batorego, który rzekomo bał się jedynie dwóch rzeczy – liberum veto oraz obcowania ze znacznie starszą małżonką Anną Jagiellonką. 

Agnieszka Lisak pokazuje różne oblicza staropolskiej miłości, przytaczając liczne anegdoty i ciekawostki, dotyczące konkretnych osób. Książka została uzupełniona także o reprodukcje obrazów przedstawiających opisywanych władców, pod którymi zamieszczono krótką charakterystykę ich niecodziennego zachowania. Uważam, że książka pani Lisak jest idealna dla tych, których nie interesują suche historyczne fakty, ale chcieliby poznać mentalność naszych przodków; dowiedzieć się jak dawniej traktowano sferę uczuciową; co było zachowaniem powszechnie akceptowalnym, a co uchodziło za lubieżne i niemoralne.
Dzięki temu tytułowi dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy, mogłam również spojrzeć na minione czasy z zupełnie innej perspektywy.

Ocena: 5 / 6

Egzemplarz recenzyjny otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Bellona.

12 października 2011

Wyniki losowania!

Mam nadzieję, że wybaczycie mi brak zdjęć z losowania, ale ostatnio jestem zaganiana i nie miałam siły na fotografowanie. Zapewniam jednak, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami :)

"Siostry" powędrują do... Blueberry!!! 


Gratuluję serdecznie :) i czekam na mail z adresem, pod który wyślę książkę :)

9 października 2011

Sprawiedliwość - Maciej Małecki


Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Liczba stron: 558

Głównym bohaterem debiutanckiej powieści Macieja Małeckiego jest anglista, dyrektor jednego z wrocławskich liceów, którego szczęśliwe i uporządkowane życie legnie w gruzach za sprawą wyrachowanej i nieprzewidywalnej intrygi. Mężczyzna samotnie wychowuje dziesięcioletnią córkę Karolinę, z którą łączy go niezwykle głęboka więź. Ojciec i córka rozumieją się doskonale; nie mają przed sobą tajemnic i potrafią szczerze rozmawiać na każdy temat. Niestety rodzinna sielanka zostaje brutalnie przerwana, gdy pewnego dnia Karolina znika. Porwanie córki staje się katalizatorem, wyzwalającym w Justynie Koryńskim skrywane dotąd emocje i odczucia. Poszukując sprawiedliwości bohater dopuści się wielu przerażających i okrutnych czynów.

Fabuła powieści w zamyśle jest interesująca i dość oryginalna, w niektórych momentach autor naprawdę zaskoczył mnie swoją pomysłowością. Obawiam się jednak, że na tym muszę zakończyć wymieniane pozytywnych aspektów książki, ponieważ tekst jest niedopracowany, a miejscami także nielogiczny.
Historia skupia się jedynie na głównej postaci, przez co odczuwałam znużenie towarzyszeniem Justynowi w każdej, nawet najdrobniejszej czynności. Wprowadzenie drugiego wątku znacznie ożywiłoby akcję, dając czytelnikowi możliwość spojrzenia na historię z punktu widzenia innego bohatera. Irytowały mnie także nieścisłości, które wkradły się do fabuły. Mogę przymknąć oko na drobiazgi i niewiele znaczące szczegóły, ale niektóre wydarzenia bądź działania Koryńskiego są mocno naciągane. Wątpię by ktokolwiek mógł zameldować się w kilku hotelach nie legitymując się dowodem tożsamości; jednorazowo podjąć z banku ogromną ilość pieniędzy lub z niebywałą łatwością zdobyć wszystkie potrzebne informacje. Zawiodła również charakterystyka psychologiczna postaci, ponieważ trudno było mi uwierzyć w rozpacz bohatera, gdy po tragicznej wiadomości Justyn stwierdza, że chciałby obejrzeć ciekawy film ze swojej bogatej kolekcji lub zwyczajnie idzie wziąć prysznic, a później kładzie się spać. Niby Koryński przechodzi metamorfozę, ale ujawnia się ona jedynie w czynach bohatera, natomiast często z opisów uczuć lub z dialogów nic podobnego nie wynika.  

Oprócz minusów dotyczących fabuły, Sprawiedliwość niekorzystnie wyróżnia się pod względem językowym i stylistycznym. Rozumiem, że to debiutancka powieść, ale liczne powtórzenia i nieprawidłowy szyk zdania kłują w oczy w trakcie lektury. Jednak najbardziej rażące są sztuczne i toporne dialogi, zwłaszcza między Karoliną a Justynem. Dziesięcioletnia dziewczynka wypowiada się jak osoba, co najmniej dwa razy starsza, używając niecodziennych określeń, jak np. „ekwilibrystyczny wypadek”.  Podejmuje także rozważania na tematy, które nie powinny jej interesować, przez co staje się postacią na poły groteskową, na poły zupełnie nieprawdopodobną. Czasami miałam wrażenie, że to Karolina jest starsza od ojca, jej dojrzałość i w pełni ukształtowane poglądy zupełnie nie pasują do dziecięcego bohatera.
Maciej Malecki lubuje się w drobiazgowych opisach wnętrz i czynności, wykonywanych przez bohatera. Moim zdaniem taka szczegółowość w tym przypadku nie jest konieczna. Odtwarzanie wystroju niemal każdego wspomnianego w powieści pomieszczenia (a jest ich naprawdę wiele) po pewnym czasie bardzo przeszkadza. Nie twierdzę, że opisy nie są ważne, ale uważam, że autor zwyczajnie w tej kwestii przedobrzył. Pewne niedomówienia pozostawiają czytelnikowi margines swobody, dzięki któremu ma szansę na uruchomienie wyobraźni i wczucie się w losy bohatera.

Rozwiązanie kryminalnej zagadki jest zaskakujące, ale mało wiarygodne. Wszystko zostało wyjaśnione na ostatnich stronach powieści, ale to wytłumaczenie jest zbyt proste, pełne niedopowiedzeń i bardzo mało prawdopodobnych wydarzeń.  Od czasu do czasu pojawia się w książce napięcie, jednak są to stosunkowo rzadkie momenty, a przez większą część opowieści odbiorca zmuszony jest do poznawania nużących wywodów bohatera i powtarzających się dialogów z drugoplanowymi postaciami. W pomyśle na fabułę tkwi pewien potencjał, jednak, jako całość powieść jest niedopracowana i moim zdaniem po prostu słaba.


 Ocena: 2 / 6

  
Egzemplarz recenzyjny otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Warszawska Firma Wydawnicza.

5 października 2011

Igrzyska śmierci - Suzanne Collins


Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 352

W państwie Panem, powstałym na gruzach dawnej Ameryki Północnej, panuje niezwykle okrutny proceder. Raz do roku odbywają się tzw. Głodowe Igrzyska, w których udział biorą wyłonieni przez losowanie młodzi ludzie z każdego dystryktu. Zasady turnieju są bardzo proste – przeżyć może tylko osoba, która pokona wszystkich przeciwników. W walce toczącej się na śmierć i życie nie ma żadnych reguł, niepisanych zasad czy honorowych uczynków. Ku uciesze telewidzów Igrzyska zawsze są bardzo krwawe i brutalne.
Główną bohaterką powieści jest, mieszkająca w najbiedniejszym dystrykcie szesnastoletnia Katniss Everdeen. Od śmierci ojca dziewczyna musi dbać o matkę i siostrę, które same z pewnością nie przetrwałyby nawet kilku miesięcy. Katniss wiedzie surowe i pełne trudów życie, ale jeszcze nie wie, że los przygotował dla niej wyzwanie, od którego nie ma ucieczki.

O trylogii Suzanne Collins czytałam wiele pozytywnych relacji. Czytelnicy zachwycali się każdym tomem, chwaląc niezwykłą fabułę i mistrzowskie wykonanie. Obawiałam się, że powieść pod jakimś względem mnie rozczaruje i będę żałować poświęconego na nią czasu. Na szczęście moje odczucia po lekturze pierwszej części są zupełnie odmienne. Igrzyska śmierci to fantastyczna i niezwykle wciągając opowieść o poświęceniu, dokonywaniu trudnych wyborów i próbie zachowania godności nawet w najbardziej uwłaczających człowiekowi momentach życia.

Akcja powieści rozgrywa się w przerażającej rzeczywistości, w której śmierć niewinnych ludzi nie robi na nikim wrażenia. Turniej, podczas którego nastoletni zawodnicy bez cienia żalu mordują rówieśników bije rekordy oglądalności. Organizatorzy starannie dbają o podsycanie napięcia, często zmuszając zawodników do konfrontacji lub dokonania niezwykle dramatycznych wyborów. Władza usytuowana w Kapitolu kontroluje mieszkańców Panem, nie pozwalając im na opuszczenie swoich dystryktów. Urodzeni w biednych regionach państwa, przez całe życie muszą ciężko pracować, aby nie przymierać głodem. Los pojedynczej jednostki nie znaczy nic.
Wizja wykreowana przez Suzanne Collins nie jest tylko przerażającą fikcją literacką, ponieważ okrucieństwo; wojny i walki wpisane są w historię niemal każdego społeczeństwa. Uświadomienie sobie tej oczywistości sprawia, że od opisanych wydarzeń nie można się zdystansować. Zachowanie bohaterów zapada głęboko w pamięć, zmuszając do refleksji nad tym, do jakich czynów ludzie są zdolni. Na szczęście oprócz osób, cechujących się niewyobrażalnym bestialstwem, czytelnik ma okazje poznać szlachetnych bohaterów, kierujących się zapomnianym już etosem.

Igrzyska śmierci to bardzo emocjonująca i wstrząsająca opowieść. Autorka trzyma czytelnika w napięciu od pierwszej strony, umiejętnie dawkując kolejne znaczące wydarzenia. Dzięki temu zabiegowi książka wzbudza zainteresowanie i sprawia, że dzieje bohaterów nie są odbiorcy obojętne. Przyznam, że postępowanie Katniss wywołało mój podziw i nie mogę doczekać się aż poznam jej dalsze losy. Z pozoru słaba dziewczyna z dwunastego dystryktu ma buntowniczą i zadziorną naturę, dzięki której radzi sobie nawet w ekstremalnych sytuacjach. Na szczęście nie jest postacią przerysowaną bądź wyidealizowaną. Wszystkie jej umiejętności to efekt ciężkiej pracy i warunków, w jakich się wychowała.  
Autorka wplotła w fabułę delikatny wątek romansowy. Nić porozumienia i sympatii łącząca postaci ma szansę przerodzić się w mocniejsze uczucie, jednak w państwie Panem szczere reakcje i prawdziwa miłość nie są mile widziane. Uważam, że żaden czytelnik nie pozostanie obojętny wobec takiej historii, dlatego zachęcam do zapoznania się z twórczością Suzanne Collins. W pierwszym kwartale 2012 roku w polskich kinach pojawi się ekranizacja powieści, wyreżyserowana przez Gary’ego Rossa. 

Ocena: 6 / 6