21 listopada 2011

Człowiek z gazu - Mirosław Cielemęcki


Wydawnictwo: Regan Press
Liczba stron: 216

Międzynarodowe transakcje, kontrahenci z całego świata, ogromny przepływ gotówki, milionowe zyski i takież straty – to elementy rzeczywistości, w której żyje Aleksander Gudzowaty. Bohater tej książki jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci świata biznesu, od lat pojawia się na liście 100 najbogatszych Polaków, przygotowywanej przez tygodnik Wprost. Chyba nie ma w Polsce dorosłej osoby, która nie kojarzy nazwiska Gudzowaty. Dla jednych jest on ucieleśnieniem wizjonera, mozolnie tworzącego własne imperium finansowe, inni określają go jako oszusta, który sprzedał się wschodniej mafii. W książce Człowiek z gazu Mirosław Cielemęcki próbuje scharakteryzować tę nietuzinkową postać. Informacje zawarte w publikacji pochodzą w większości od samego Gudzowatego, z którym autor przeprowadził liczne rozmowy. Biznesowa biografia uzupełniona została także o komentarze ekonomistów, polityków oraz autora, który czasami poddaje w wątpliwość opisy wydarzeń przedstawione przez Gudzowatego.

Sukcesu finansowego nic nie może zagwarantować – prawda stara jak świat. Świetne wyksztalcenie, zdolności, szczęście, upór, pracowitość, odpowiednia sytuacja na rynku pracy to tylko składowe, które ten sukces mogą zapewnić. Nigdzie nie zostało zapisane, że po spełnieniu tych warunków człowiek zyska władzę i pieniądze. Nie ma również prawa zabraniającego sukcesu ludziom, którzy nie mogą pochwalić się wszystkimi wymienionymi przymiotami. Dowodem na to jest kariera Aleksandra Gudzowatego, który jak sam przyznaje, w szkole był nieukiem. Nie interesowała go szkolna wiedza, ale tzw. życiowa mądrość, zaczerpnięta od rodziców. W czasach komunizmu Gudzowaty próbował na własną rękę tworzyć namiastki kapitalizmu. Ponosił porażki i odnosił sukcesu w równym stopniu. Dopiero lata 90. okazały się jego czasem i okazją jedyną w życiu. Wykorzystał ją najlepiej jak potrafił, a o swojej burzliwej drodze do wielkich inwestycji opowiedział Mirosławowi Cielemęckiemu.

Człowiek z gazu to książka określana jako biznesowa biografia, jednak oprócz opisów działań zawodowych Gudzowaty opowiada o swojej młodości, wyznawanych wartościach i ważniejszych współpracownikach. Odniosłam wrażenie, że autorowi książki nie w smak te niezwiązane z pracą zwierzenia biznesmena. W niektórych fragmentach podkreśla, że taki czy inny opis zamieszcza na prośbę Gudzowatego lub tłumaczy się z poświęcenia kilku kartek na dygresje. Podoba mi się, że Cielemęcki zwraca uwagę czytelnika na wydarzenia, które jego zdaniem mogły wyglądać inaczej niż powiedział mu Gudzowaty. Dzięki temu odniosłam wrażenie, że autor zachował obiektywizm i trzeźwy osąd, nie dając się przekonać, że właściciel Bartimpeksu zawsze postępował w nienaganny sposób. Aleksander Gudzowaty kreuje się na rekina finansjery o kryształowym sercu i nienagannej opinii. Twierdzi, że nigdy nie dał łapówki, nie oszukał państwa ani kontrahentów. Nie mnie to oceniać, ale jeśli mówi prawdę to godne podziwu jest osiągnięcie takiego sukcesu i ominięcie wszystkich pokus, i zdradliwych układów.

Mirosławowi Cielemęckiemu udało się namówić Aleksandra Gudzowatego na rozmowę dopiero po wielu latach starań. Wydaje się, że u kresu aktywności zawodowej przedsiębiorca wyjawi wszystkie szczegóły i zdradzi receptę na sukces. Nic bardziej mylnego, Gudzowaty mówi to, co dokładnie sobie zaplanował. Pytany o przepis na udaną działalność zawsze powraca do kwestii etyki i uczciwości, opowiada o błędach, które przez te wszystkie lata popełnił itd. Jednak mnie jawi się jako człowiek pełen sprzeczności, obdarzony niesamowitą intuicją i odwagą. Amatorzy wszelkich teorii spiskowy powinni być usatysfakcjonowani tą lekturą, ponieważ Gudzowaty wielokrotnie podkreśla, że tajne służby oraz polscy i zagraniczni politycy mieli znaczący wpływ na jego życie. Określa ich jako tajemniczą „Lożę minus pięć”, blokującą korzystne dla niego ( i jak twierdzi dla kraju również) inwestycje, a nawet organizującą zamach na życie jego bliskich. Nie mam pojęcia czy to prawda, ale taka wstawka czyni biografię miliardera znacznie bardziej sensacyjną.

Książkę polecam wszystkim, których intryguje osoba Aleksandra Gudzowatego i jego droga na szczyt. Nieco rozczarowani mogą poczuć się poszukiwacze konkretnych rad biznesowych lub amatorzy wszelkich skandali. Gudzowaty często wspomina o spiskach i układach, ale nie wyjawia żadnych znaczących nazwisk. Autor postarał się żeby publikacja była przystępna językowo nawet dla laików, niemających pojęcia o ekonomii i finansach.

Ocena: 4 / 6
Egzemplarz recenzyjny otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Regan Press.




17 listopada 2011

Ofiara w środku zimy - Mons Kallentoft


Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 448

Skandynawskie kryminały nadal święcą triumfy w kraju nad Wisłą. W księgarniach, co kilkadziesiąt dni pojawia się kolejna książka, której autor zostaje okrzyknięty nowym mistrzem gatunku. Porównania do najbardziej znanych nordyckich pisarzy zostają natychmiast wykorzystane na korzyść debiutującego twórcy. Mimo że w Polsce zostały wydane już trzy powieści Monsa Kallentofta, dla mnie ma on status debiutanta, ponieważ dopiero parę dni temu miałam okazje zetknąć się z jego pisarstwem. Czytałam bardzo skrajne opinie o jego pierwszej powieści. Jedni głosili, że Kallentoft prezentuje zupełnie nową jakość kryminału, będąc lepszym niż Larsson i Mankell razem wzięci. Inni natomiast zarzucali mu brak akcji, nudę i przegadanie fabuły. Moje zdanie plasuje się gdzieś po środku tych skrajnych poglądów, o czym kilka słów za chwilę.

Miejscem akcji Ofiary w środku zimy jest niewielkie szwedzkie miasto – Linköping. Trwa najsurowsza od lat zima, dająca się we znaki wszystkim mieszkańcom. Podczas jednej z mroźnych nocy zostaje odnalezione potwornie okaleczone ciało mężczyzny, zawieszone na samotnym drzewie pośrodku równiny Östergötland.
Sprawą zajmuje się komisarz Malin Fors z miejscowej policji. Jednak prowadzenie śledztwa, w którym brak świadków zdarzenia, a każda poszlaka zdaje się prowadzić donikąd, jest niezwykle trudne i frustrujące. Malin musi najpierw odkryć motyw mordercy by następnie ujawnić jego tożsamość. Odnalezienie bezwzględnego zabójcy nie będzie łatwe, a droga, którą bohaterka podąży zaprowadzi ją do najmroczniejszych zakamarków ludzkiej duszy.

Przy pierwszym kontakcie z powieścią uderza nieszablonowa narracja, zastosowana przez autora. Oprócz trzecioosobowego, wszechwiedzącego narratora pojawiają się także fragmenty, w których do głosu dochodzi ofiara morderstwa. Jej wypowiedzi bynajmniej nie mają retrospektywnego charakteru, ponieważ dusza zamordowanego mężczyzny unosi się ponad miastem i wygłasza komentarze odnoszące się do postępów w śledztwie, poczynań Malin czy też ludzkich uczuć i zachowań. Taki zabieg w połączeniu z depresyjnymi przemyśleniami głównej bohaterki oraz wszechobecnym marazmem przyrody, wywołanym aktualną porą roku, nadaje powieści chłodnego, oziębłego charakteru. Czasami odnosiłam wrażenie, że wątek kryminalny posłużył Kallentoftowi jedynie do ukazania stalowych serc współczesnych ludzi, którzy nie umieją tworzyć zdrowych relacji z innymi, śmiać się i cieszyć życiem. Wszystkie postaci uwikłane są w skomplikowane, pozbawione głębszych uczuć więzi rodzinne. Królują samotność, egoizm i wyobcowanie. Rodzice nie potrafią kochać swoich dzieci, okazywać im uczuć; liczą się jedynie posłuszeństwo i surowa poprawność.
Autor przywiązuje również dużą wagę do opisu miasta. Szczegółowo określa jakie zakłady i osiedla znajdują się w Linköpingu, charakteryzuje klasowość społeczeństwa, ujawniającą się nie tylko przez wykonywany zawód, ale także poprzez miejsce zamieszkania. Przyznam, że nie do końca takich cech oczekuję od powieści kryminalnej, ale Kallentoft nie zamęcza czytelnika długimi opisami, przekazuje to wszystko w krótkiej, zwięzłej formie. 

W trakcie lektury nie odczuwałam znużenia czy też zniecierpliwienia, ale to nie wystarczy bym mogła nazwać Monsa Kallentofta mistrzem kryminału. Zabrakło mi napięcia, atmosfery niepewności i grozy. Oszczędny styl pisania sprawdził się w charakterystyce przemian społecznych i w opisach zachowań bohaterów, ale zawiódł w wątku kryminalnym. Autor nie zbudował odpowiedniego napięcia, nie dostarczył emocji, które powinny towarzyszyć czytelnikowi podczas lektury. Zabrakło dynamicznej akcji i niespodziewanych zwrotów fabularnych. Komisarz Fors i jej współpracownicy są zaangażowani w prowadzenie śledztwa, przesłuchują podejrzanych, starają się łączyć wydarzenia, ale ciągle drepczą w miejscu. Ofiarę w środku zimy czyta się dobrze; powieść jest interesująca, ale zbyt mało absorbująca. Mogłam odłożyć ją w dowolnym momencie i wrócić do lektury później, nie odczuwałam naglącej potrzeby dowiedzenia się, co nastąpi dalej. 

Główna bohaterka powieści jest samotną matka, wychowującą trzynastoletnią córkę. Malin z jednej strony tęskni za byłym mężem, ale z drugiej spotyka się z miejscowym dziennikarzem, z którym łączy ją jedynie przelotny romans. Kobieta jest rozdarta, nie wie czego chce od życia, czuje się samotna i opuszczona. W przygnębienie wprawiają ja myśli o dorastaniu córki, która pewnego dnia opuści rodzinny dom. Na okładce książki napisano, że: „Komisarz Malin Fors (…) pije za dużo tequili i uprawia za dużo ostrego seksu ze swoim kochankiem”. Zapewne taka charakterystyka postaci miała być wabikiem na czytelników spragnionych mocnych wrażeń, ale jest to bardzo przesadzony opis. Owszem, bohaterce zdarza się wypić trochę za dużo, ale jedynie w czasie wolnym. Nie zaniedbuje obowiązków, jest dyspozycyjna, więc jej słabość nie ma żadnego wpływu na fabułę książki. Również doniesienie o jej swobodzie seksualnej uważam za nadinterpretację. W powieści, Malin spotyka się z kochankiem tylko raz, na dodatek autor unika wyuzdanych opisów i pikantnych szczegółów. Najwyraźniej osobę piszącą tekst na okładkę książki poniosła fantazja, niemająca wiele wspólnego z treścią powieści.

Moim zdaniem, Mons Kallentoft nie jest lepszy ani od Stiega Larssona, ani od Henninga Mankella. Po przeczytaniu jednej książki nie będę formułować daleko idących wniosków, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że pisarstwo Kallentofta jest dość charakterystyczne. Zabrakło mi paru istotnych elementów, budujących powieść kryminalną, ale mam ochotę przeczytać kolejne jego dzieła, żeby wyrobić sobie zdanie o jego twórczości.

 Ocena: 4 / 6

12 listopada 2011

Heretycka królowa - Michelle Moran


Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 328

Michelle Moran zadebiutowała historią o jednej z najbardziej intrygujących kobiet starożytnego Egiptu – Nefertiti, której życiorys posłużył pisarce do stworzenia niezwykle emocjonującej opowieści o wydarzeniach na dworze faraona Echnatona. Książka Moran wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, dlatego bez wahania sięgnęłam po kolejne dzieło sygnowane tym nazwiskiem. Ku mojej radości Heretycka królowa okazała się powieścią równie zajmującą, co debiutancka pozycja. Dzięki tej książce czytelnik ma szansę przenieść się do egzotycznego świata wielkich władców, którzy z poświęceniem i odwagą budowali egipską potęgę.

Akcja powieści rozpoczyna się w 1283 roku p.n.e. na dworze faraona Setiego I. Trzynastoletnia księżniczka Nefertari przeczuwa, że w niedługim czasie jej życie ulegnie diametralnej zmianie. Od dzieciństwa przebywa  na królewskim dworze, chociaż jest siostrzenicą władczyni powszechnie uznawanej za heretyczkę. Nikt w całym Egipcie nie wspomina jej rodziny, mimo że przez wiele lat to przodkowie Nefertari zasiadali na tronie. Z każdym miesiącem obecność dziewczyny coraz bardziej przeszkadza członkom rodziny królewskiej. Zakochana w synu faraona księżniczka nie może znieść myśli, że gdy ten poślubi piękną Iset zapomni o swojej wiernej towarzyszce. Nefertari musi przekonać się czy Ramzes II odwzajemnia jej uczucie i czy będzie miał na tyle odwagi by przeciwstawić się woli kapłanów, i również ją pojąć za żonę. Niestety niezależnie od stanowiska przyszłego władcy, księżniczka będzie musiała stawić czoła nie tylko pałacowym intrygantom, ale także wzburzonemu ludowi, który z zabobonnym lękiem traktuje siostrzenicę heretyczki.

Najnowsza powieść Michelle Moran udowadnia, że biografie mężnych faraonów i ich dzielnych małżonek wciąż rozpalają wyobraźnie współczesnych ludzi, którzy chętnie snują przypuszczenia, co do sposobu ich myślenia i odczuwania. W oparciu o historyczne dokumenty, w których ciągle pełno jest nieścisłości i niedopowiedzeń, powstają opowieści tak pełne emocji, że granica między prawdą a literacką fikcją ulega niemal całkowitemu zatarciu. Jedna z takich historii została zawarta w Heretyckiej królowej. Dzięki niezwykłym zdolnościom autorki książka z łatwością przenosi czytelnika do miasta, będącego centrum jednej z najlepiej rozwiniętych starożytnych cywilizacji. Już od pierwszych stron miałam wrażenie, że razem z Nefertari kroczę mrocznymi korytarzami pałacu, odwiedzam piękne ogrody oraz wyruszam na spotkanie z rozzłoszczonym tłumem poddanych. Wyraźnie odczuwalne jest zainteresowanie autorki starożytnością, ponieważ drobiazgowo opisuje ona egipskie święta i obrzędy, a także wiele czasu poświęca na scharakteryzowanie wyposażenia pałacowych komnat oraz ozdób i przyborów, z których korzystali dworzanie. Na końcu książki znajduje się słowniczek objaśniający nieznane nazwy i terminy oraz rozrysowany kalendarz, którym posługiwali się Egipcjanie. Zaskakujące, jak wiele łączy współczesnego człowieka z jego starożytnymi przodkami. Nasze uczucia, obawy i myśli nie uległy dużej zmianie na przestrzeni tylu tysiącleci. Wciąż pragniemy kochać, wieść życie pełne dostatku i szczęśliwości, i wciąż musimy zmagać się z problemami przysparzanymi przez zaciekłych wrogów.  

Bohaterowie tej powieści zostali przedstawieni z ogromną starannością. Każda postać wyróżnia się indywidualnymi motywacjami i cechami charakteru, przez co w trakcie lektury czułam, jakbym obcowała z ludźmi z krwi i kości. Młoda Nefertari okazała się kobietą inteligentną i silną psychicznie. Piękna, lecz niezbyt rozgarnięta Iset była jedynie pionkiem w pałacowe grze, sterowanym przez wpływowych ludzi. Zazdrosne boginki i podli kapłani dbali jedynie o własne interesy, nie zastanawiając się czy ich działania nie wpłyną negatywnie na politykę kraju. Heretycka królowa to opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem, w której do ostatniej chwili nie wiadomo, kto okaże się zwycięzcą. Recenzowana powieść nie skupia się jedynie na miłości głównych bohaterów oraz pałacowych intrygach, ale przybliża czytelnikom ducha minionych czasów, potęgę niezwyciężonego państwa oraz zaskakujące zbiegi okoliczności, wpływające na losy świata.

Jestem pod dużym wrażeniem książki Michelle Moran i jedynym minusem tego tytułu jest nieco zbyt proste zakończenie. Wszystkie problemy rozwiązują się na kilku ostatnich stronach w sposób trochę naiwny i sztampowy. Jednak naprawdę warto przeczytać Heretycką królową i zapoznać się z możliwą, choć nieudokumentowaną, wersją wydarzeń mających miejsce w XIII w p.n.e.

Ocena: 5,5 / 6


8 listopada 2011

Córka fortuny - Isabel Allende


Wydawnictwo: MUZA
Liczba stron: 456

Styl Isabel Allende urzekł mnie od pierwszej strony Domu duchów, który miałam okazję przeczytać niemal rok temu. Fabuła zawarta w tej powieści oraz charakterystyczny język zapadły mi głęboko w pamięć i sprawiły, że po tak długim czasie nadal czuję emocje towarzyszące mi przy tamtej lekturze. Od Córki fortuny oczekiwałam dokładnie tego samego. Miałam nadzieję na porywającą historię i szczyptę magicznych elementów, dzięki którym wykreowana rzeczywistość nabiera specyficznego klimatu. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że recenzowana powieść spełniła moje oczekiwania z nawiązką. Gdybym musiała użyć tylko jednego słowa do jej ocenienia, bez wątpienia napisałabym – rewelacyjna.

Szesnastoletnia Eliza Sommers to typowa panienka z dobrego domu, która została nauczona wszystkiego, co według XIX wiecznej chilijskiej burżuazji wystarczało kobiecie do szczęścia. Eliza potrafi grać na pianinie, szyć, haftować, prowadzić zajmujące konwersacje oraz starannie dbać o swój wygląd. Jednak dziewczyna czuje się skrępowana przez konwenanse i skomplikowane reguły towarzyskiego obycia. Marzy o niezależności, jaką żadna ówczesna kobieta nie może się cieszyć. Nieoczekiwana, szaleńcza podróż do Kalifornii diametralnie odmieni życie Elizy. Bohaterka pozna smak przygody, ale nowe doświadczenia będą kosztować ją wiele trudów i wyrzeczeń.

Isabel Allende posiada prawdziwy talent, pozwalający na kreowanie pięknych i wartościowych opowieści. Historia buńczucznej panny, która posłuchawszy głosu serca udaje się w niebezpieczną wyprawę na dzikie tereny, zamieszkane głównie przez nieokrzesanych poszukiwaczy złota, pozwala czytelnikowi wniknąć w świat tak różny od teraźniejszych obyczajów i możliwości. W trakcie lektury tej powieści miałam wrażenie, że towarzyszę bohaterce we wszystkich doświadczenia. Mogłam obserwować jej przemianę z nieco naiwnej, ale odważnej dziewczyny w dojrzałą kobietę, która po latach poszukiwań odnajduje swoje miejsce na ziemi. Allende nie skupia się jedynie na dążeniu Elizy do samowystarczalności i niezależności, ale porusza także wątki rasizmu, kastowości społeczeństwa i trudności wynikających z pochodzenia z takiej, a nie innej rodziny. Ludzie tamtych czasów byli ograniczani niemal na każdym kroku przez zasady i normy, których złamanie skutkowało utratą reputacji i honoru. Poryw namiętności, źle podjęta decyzja czy chwila nieuwagi mogły skazać nieszczęśnika, a częściej nieszczęśniczkę, na wykluczenie nie tylko z szanowanego towarzystwa, ale także na potępienie ze strony najbliższych krewnych.

Bohaterowie Córki fortuny to bardzo złożone postaci, których charakterystyka została dopracowana w najmniejszym szczególe. Oprócz Elizy ważną postacią jest także chiński medyk Tao Chi’ en, którego burzliwe losy zajmują czytelnika w równym stopniu, co wydarzenia, będące udziałem głównej bohaterki. Tao odbył niewiarygodną podróż, zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym.  Niezwykła relacja jaka narodziła się między nim a Elizą nie miała prawa przetrwać, ale bohaterowie na przekór stereotypom razem stawiali czoła wyzwaniom, dzieląc ze sobą smutki i radości. Postaci stworzone przez Allende często wyprzedzają własną epokę; odznaczają się nietuzinkowymi poglądami i kontrowersyjnym sposobem bycia. Dzięki temu, książki chilijskiej pisarki zawierają ogromny ładunek emocji, a także skłaniają czytelnika do podjęcia rozważań, dotyczących poważnych ogólnospołecznych problemów.

Realizm magiczny przejawia się w Córce fortuny w sposób delikatny i nienachalny. Autorka wzbogaca opowieść elementami niewyjaśnionych przeczuć, magicznych zaklęć i indiańskich wierzeń. Bohaterowie często kierują się intuicją, wyczuwają obecność zmarłych, a czasami przeżywają dość osobliwe przygody. Jestem fanką realizmu magicznego w takim wydaniu i nie mogę doczekać się zapoznania z kolejną książką Isabel Allende. Na uwagę zasługuje również język, jakim posługuje się pisarka. Poetyckie i wysublimowane zwroty mieszkają się z dosadnymi określeniami, wytwarzając charakterystyczny dla Allende klimat powieści. Każdemu, kto nie miał okazji poznać jej twórczości, gorąco polecam Córkę Fortuny.

Ocena: 6 / 6


3 listopada 2011

Dziewiąta runa - Katarzyna Bonda


Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 432

Serialowa aktorka Nina Frank zostaje brutalnie zamordowana w swoim domu na prowincji. Zbrodnia wstrząsa krajem, ponieważ kobieta była jedną z najpopularniejszych rodzimych gwiazdek. Podkomisarz Eugeniusz Kula w całym swoim życiu nie miał do czynienia z takim okrucieństwem i nie może uwierzyć, że spokojna dotąd wieś – Mielnik nad Bugiem nagle stała się siedliskiem zbrodni. Sympatycznemu policjantowi pomaga policyjny profiler Hubert Meyer, który stopniowo odkrywa kolejne sekrety celebrytki. Sprawa staje się coraz bardziej zagmatwana. Okazuje się, że Nina Frank prowadziła bardzo niebezpieczne i nieprzewidywalne życie, a osób odnoszących korzyści z jej śmierci nieustannie przybywa. 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona książką Pani Katarzyny, ponieważ Dziewiąta runa to wciągająca historia pełna napięcia i nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Fabuła rozgrywa się niejako na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to nadbużańska wieś, w której jowialny podkomisarz Kula z zapałem przystępuje do poszukiwania mordercy. Mieszkańcy tej z pozoru spokojnej miejscowości mają wiele sekretów i niewyjaśnionych spraw, które wyjdą na jaw przy okazji śledztwa. Drugą płaszczyzną jest środowisko, w którym przebywała Nina Frank. Zdobycie dość wysokiej pozycji zawodowej i towarzyskiej bohaterka okupiła stresami, zmartwieniami i tragicznymi dla jej psychiki decyzjami. Z pozoru wiodła szczęśliwe i bezproblemowe życie, ale w rzeczywistości była sfrustrowaną i rozgoryczoną kobietą. Autorka przeplata teraźniejsze wydarzenia skoncentrowane na poszukiwaniach zabójcy z biografią Niny, dzięki czemu czytelnik może zrozumieć motywacje bohaterki oraz wniknąć w skomplikowany i wybiórczy świat jej wartości. Jednocześnie intryga kryminalna dostarcza napięcia i sprawia, że czytelnik z zapartym tchem śledzi kolejne wydarzenia.

Bohaterowie powieści są bardzo różnorodni i dokładnie scharakteryzowani. Huber Meyer jest przedstawicielem mało znanego w Polsce zawodu – mężczyzna zajmuje się sporządzaniem profili psychologicznych sprawców poważnych przestępstw. W pracy odnosi wiele sukcesów, jednak jego życie prywatne to pasmo niepowodzeń. Dzięki śledztwie w sprawie zabójstwa aktorki Meyer zbliży się do rozwiązania własnych problemów i zrozumie, czego oczekuje od życia w przyszłości. Eugeniusz Kula jest postacią bardzo sympatyczną. Nie najmłodszy już dowódca posterunku bardzo przejmuje się swoja pierwszą, tak ważną sprawą. Nie ma zadatków na wybitnego śledczego, ale zapał oraz doświadczenie procentują wieloma cennymi spostrzeżeniami, które będą pomocne w ujęciu mordercy.
Oprócz wymienionych bohaterów autorka postarała się o równie barwne postaci drugoplanowe. Wśród nich czytelnicy odnajdą inteligentna bibliotekarkę Lidię, typowego osiłka Borysa oraz zakompleksionego posterunkowego Alojzego. Jak już wspomniałam mieszkańcy Mielnika mają wiele tajemnic, a każda postać jest ważna dla pełnego zrozumienia fabuły powieści.

Dziewiąta runa to zmienione wydanie debiutanckiej książki Katarzyny Bondy, która ukazała się pod tytułem Sprawa Niny Frank. Zastanawiam się, co zostało w tej powieści odmienione i jak bardzo merytorycznie różni się ona od pierwszego wydania. Zakładam bowiem, że innowacje nie ograniczają się tylko do nowego tytułu. Zakończenie całej historii jest bardzo przewrotne, a dwa ostatnie rozdziały sprawiają, że całą opowieść można niejako wziąć w nawias, zdystansować się od niej. Jednocześnie taki finał bardzo mnie zaintrygował i sprowokował do snucia domysłów na temat poczynionych w książce zmian. Mam nadzieję, że kiedyś natknę się na egzemplarz Sprawy Niny Frank i zyskam szansę by skonfrontować swoje podejrzenia z rzeczywistością.
Skoro wspomniałam już o podejrzeniach to czas na kilka słów o wątku kryminalnym. Jak to w przypadku powieści tego typu bywa, miałam swoje przypuszczenia, co do tożsamości mordercy. Jak się jednak okazało były błędne. Plus dla autorki, która co jakiś czas podrzuca czytelnikowi nowy trop, ale ostateczne ujawnienie zabójcy zaskakuje.

Powieść czyta się bardzo szybko, gdy raz wsiąknęłam w tę historię miałam duże trudności z przerwaniem lektury.  Jedynym zgrzytem był dla mnie wątek magiczny, związany z tytułową dziewiątą runą. Jak dla mnie w książce jest zbyt dużo niedomówieni w tej kwestii. Dziwne spotkania i niewyjaśnione widzenia, nie pasują do charakteru tej pozycji. Mimo tego małego minusa zachęcam wszystkich fanów kryminałów do zapoznania się z książką Katarzyny Bondy. 

Ocena: 5,5 / 6
Egzemplarz recenzyjny otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Videograf.