24 czerwca 2026

Run on Red - Noelle West Ihli

 

Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 432
Pierwsze wydanie: 2022
Polska premiera: 2025

Główne bohaterki tej historii poznajemy w chwili, gdy wysłużonym Volvo jadą na ognisko zorganizowane na kompletnym odludziu. Olivia i Laura nie są jednak w imprezowych nastrojach, gdyż zauważyły, że od dłuższego czasu jedzie za nimi czarny pick-up, którego kierowca dziwnie się zachowuje. Początkowo nie wyprzedza wolniej jadącego pojazdu, oślepiając swoimi reflektorami prowadzącą auto Laurę, a kiedy w końcu decyduje się na ten manewr to tylko po to, by kawałek dalej stanąć w poprzek drogi, blokując przejazd. W tym momencie kobiety nie mają wątpliwości, że powinny jak najszybciej oddalić się od pick-upa, ale nie będzie to proste zadanie, gdyż ich stare auto nie ma szans w starciu z potworną maszyną napastników. Po emocjonującym pościgu Volvo zostaje zepchnięte z drogi w głąb kanionu. Przyjaciółki przeżyły wypadek, ale ranne i zdezorientowane jeszcze nie wiedzą, że polowanie dopiero się rozpoczęło, a najgorsze przed nimi.

Rozpoczynając lekturę byłam przekonana, że to historia w konwencji slashera albo opowieści o zemście, w której prześladowane kobiety biorą sprawy w swoje ręce, przeciwstawiając się chcącym je skrzywdzić zwyrodnialcom. Nie do końca miałam rację, chociaż cała fabuła opiera się na tym, że Olivia i Laura uciekają przed dwoma mężczyznami, którzy z jakiegoś powodu obrali sobie je za cel. Największe napięcie pojawia się na początku, kiedy jeszcze nie wiadomo jak będzie wyglądał ten pościg, czego chcą zamaskowani mężczyźni, czy znają bohaterki i celowo zaczaili się na pustej drodze, czy może trafili na nie przypadkowo. Również w pierwszej połowie książki dużo bardziej emocjonowały mnie opisane wydarzenia, kiedy przyjaciółki chowały się, uciekały, próbowały zawiadomić policję albo kogokolwiek innego, kto mógłby im pomóc niż to, co dzieje się później. Mam wrażenie, że taka historia dość łatwo może zostać przegadana, a tym samym niepotrzebnie rozciągnięta i niestety właśnie to miało miejsce w tym przypadku.

Jak na mój gust autorka przesadziła z bardzo szczegółowym opisywaniem każdej czynności podjętej przez bohaterki, ponieważ tak drobiazgowe wspominanie o wszystkim psuło napięcie. Najgorzej wspominam opis ukrywania się w prowadzonym przez napastników samochodzie. Nie wiem na ilu stronach rozgrywa się ta scena, ale miałam serdecznie dość czytania o tym gdzie znajduje się głowa Olivii, czego dotyka stopą, jak się przekręca, żeby jazda po wertepach była mniej dotkliwa, kiedy wychyla się, żeby sprawdzić gdzie się znajduje i tak dalej i tak dalej. Na dodatek bohaterowie tej powieści robią mnóstwo głupich rzeczy, podejmując nielogiczne decyzje. Byłam przygotowana na to, że zapewne nie da się uniknąć takich elementów, ale jednak zachowanie zarówno ofiar, jak i oprawców nie jest spójne do tego stopnia, że cała historia traci na wiarygodności. Bardzo irytowało mnie też niedbalstwo autorki, która osadziła akcję w 2006 roku i chyba w trakcie pisania o tym zapomniała, bo co chwilę pojawiają się błędy np. związane z raczkującymi wtedy mediami społecznościowymi oraz funkcjami ówczesnych telefonów komórkowych (bohaterka włącza tryb samolotowy, którego wtedy nie było oraz co chwilę patrzy ile procent baterii zostało, mimo że 20 lat temu poziom naładowania baterii nie był w ten sposób przedstawiany). 

Również wyjaśnienie dlaczego kobiety zostały zaatakowane wydaje się grubymi nićmi szyte, a to niestety jest związane z niewystarczającą charakterystyką postaci. Bohaterowie są płascy, papierowi, ich motywacje nakreślone bardzo pobieżnie, przez co trudno emocjonować się wydarzeniami i martwić o losy protagonistek. Podsumowując, Run on Red nie jest niestety powieścią, którą mogłabym polecić, ponieważ nie zapada w pamięć, nie trzyma w napięciu tak jak powinna i w zasadzie sprawdzi się jedynie jako zabijacz czasu. 

Ocena: 2 / 6 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz