16 sierpnia 2014

Wysłanniczka - Stephen Miller


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 448

Czarna ospa, nazywana też ospą prawdziwą to jedyna choroba ludzka, jaką Światowa Organizacja Zdrowia uznała za całkowicie wyeliminowaną. Od 1980 roku oficjalnie mówi się o tym, że wirus zbierający przez stulecia krwawe żniwo, został opanowany i pokonany, przez co światu nie zagrażają kolejne epidemie. Nie należy jednak zapominać, że w wielu laboratoriach próbki ospy nadal są przechowywane do celów naukowych i zdarzały się już przypadki, że wirus wydostał się z nieodpowiednio zabezpieczonych miejsc. Co by się jednak stało, gdyby ktoś postanowił wykorzystać czarną ospę jako broń biologiczną? Czy mielibyśmy jakiekolwiek szanse na przeżycie, czy też większość populacji po raz kolejny zostałaby zdziesiątkowana przez tę chorobę? Mam nadzieję, że te kwestie nigdy nie wyjdą poza czysto teoretyczne rozważania, chociaż ostatnie doniesienia o sytuacji w Afryce Zachodniej skutecznie burzą poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że medycyna XXI wieku wie jak walczyć z chorobami zakaźnymi. Stephen Miller, poprzez wydarzenia opisane w powieści, przekonuje, że epidemia na skalę światowa jest możliwa i ja mu niestety wierzę.

Daria Vermiglio od dzieciństwa zna swoje przeznaczenie. Wie, że jej zadaniem jest prowadzenie świętej wojny z bezbożnym, plugawym i opętanym przez zło Zachodem. Dziewczyna chce, żeby inni ludzie cierpieli tak jak ona, gdy utraciła bliskich, dom, poczucie bezpieczeństwa. W końcu nadchodzi dzień, w którym bohaterka ma stać się „strzałą” przenoszącą śmiercionośny wirus ospy do Europy i Stanów Zjednoczonych. Kobieta wyrusza do Berlina, a stamtąd leci do Nowego Jorku – serca zdegenerowanego, zepsutego świata. Każda rzecz dotknięta przez Darię natychmiast zostaje zainfekowana wirusem. Nikt nie jest bezpieczny, bo dziewczyna starannie wybiera miejsca i pojawia się wszędzie tam, gdzie tłum ludzi nigdy nie maleje. Służby bezpieczeństwa szybko zostają postawione w stan gotowości, ale czy to wystarczy, żeby zatrzymać epidemię?

Na naszym rynku powieść Stephena Millera ukazała się stosunkowo niedawno, ale już zdążyła zebrać kilkanaście pochlebnych opinii w blogosferze. Czytając kolejne pozytywne recenzje Wysłanniczki, wyobrażałam sobie, że czeka na mnie książka niezwykle emocjonująca, dobrze napisana i zawierająca galerię barwnych, dopracowanych postaci. Jednak coś poszło nie tak, bo teraz zamiast zachwycać się dziełem Millera, mogę jedynie stwierdzić, że to całkiem niezła powieść. Niezła, ale w gruncie rzeczy przeciętna, bo zasługująca na uwagę tylko z jednego powodu. Także zanim przejdę do narzekania i marudzenia na poszczególne elementy, musze odnotować jeden wielki plus tej historii, jakim jest realistyczne przedstawienie wydarzeń prowadzących do ponownego uaktywnienia wirusa ospy. Uważam, że jeśli kiedykolwiek dojdzie do sytuacji podobnej do wypadków opisanych w książce, to wszystko będzie przebiegało zgodnie z wyobrażeniem Stephena Millera. Pisarz ustrzegł się efekciarstwa, więc w Wysłanniczce nie poczytacie o szalonych pościgach za terrorystami czy o tajnych naradach wszelkich możliwych służb specjalnych. Nie będziecie również zmuszeni do śledzenia męczących wynurzeń na temat amoralności Zachodu i konieczności prowadzenia zdecydowanej i wymagającej poświęceń wojny z tą amerykańsko-europejską „bestią”. Zamiast tego wszystkiego, czeka was oddziałujący na wyobraźnię opis tego, co krok po kroku dzieje się na świecie w momencie ataku terrorystycznego przy użyciu broni biologicznej. Żadnych wybuchów, strzałów, porwanych samolotów i płonących wież. To jest w ogóle niepotrzebne, wystarczy śmiertelna choroba, niosąca ze sobą przerażenie, chaos, stres i rosnącą z każdą minutą świadomość ogromu zniszczeń, żeby zachwiać całym naszym światem. Autor zasługuje na pochwałę za rozmach w kreowaniu tej budzącej grozę wizji przy jednoczesnej rezygnacji z dosłowności i elementów przywodzących na myśl kino akcji klasy B.

Na tym zalety Wysłanniczki właściwie się kończą, bo nie zachwyciłam się ani kreacją bohaterów, ani jednowątkowością, a na dodatek miałam wrażenie, że niektóre fragmenty zostały dodane trochę na siłę, jako wypełniacze pomiędzy jednym istotnym zdarzeniem a drugim. Niestety tak chwalonej przeze mnie wiarygodności w opisywaniu przebiegu epidemii na skalę światową, zabrakło w tworzeniu portretów psychologicznych postaci. Jestem w stanie zrozumieć, że Daria Vermiglio działa jak automat i bez zastanowienia skazuje tysiące, jeśli nie miliony ludzi na śmierć, bo do tego została przygotowana. Nie pojmuje jednak, jakim cudem mnóstwo innych, pobocznych postaci po prostu ułatwiło dziewczynie zadanie, obdarzając ją ogromnym zaufaniem. Gdziekolwiek Daria się tylko pojawia, od razu na jej drodze staje sympatyczny współpasażer, który za wszelką cenę stara się jej pomóc, a to poprzez załatwienie noclegu, a to opatrzenie ran bez zadawania niewygodnych pytań itp. Naprawdę, naiwność i niewiarygodność aż biją z takich zachowań. Nie podobały mi się także fragmenty, w których akcja skupia się wokół doktora Samuela Wattermana. Moim zdaniem to kompletnie zbędna postać, ponieważ ma ona niemal zerowy wpływ na wydarzenia. Watterman został zatrudniony przez służby specjalne na stanowisku konsultanta i doradcy mogącego służyć wiedzą oraz doświadczeniem w prowadzeniu badań nad chorobami zakaźnymi. Spodziewałam się więc, że mężczyzna będzie brał czynny udział w wielu zdarzeniach, a nie siedział bezczynnie w chronionym kompleksie i tylko od czasu do czasu włączał się do rozmów.

Zakończenie niczym mnie nie zaskoczyło. Spodziewałam się, że właśnie taki będzie finał, chociaż po cichu liczyłam, że wydarzy się jeszcze coś znaczącego. Na okładce napisano, że „Wysłanniczka to trzymający w napięciu thriller, a także historia zagubionej dziewczyny szukającej odpowiedzi na najtrudniejsze życiowe pytania”. Jestem w stanie zgodzić się z pierwszą częścią tego zdania, ale drugą uważam za czysto marketingowe zagranie. Owszem, parokrotnie Darii robi się żal dobrych ludzi, którzy przez nią zginą, ale dziewczyna nie wątpi w słuszność swojej misji, więc sformułowanie sugerujące rozterki i dylematy moralne tej postaci uważam za przesadę. Stephen Miller skutecznie przeraził mnie opisem ataku terrorystycznego przy użyciu wirusa czarnej ospy, ale poza tym z jego książki niewiele zapamiętam.

Ocena: 3 / 6

Książka przeczytana w ramach wyzwania Grunt to okładka.

Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza. 

Tu kupisz Wysłanniczkę:

http://muza.com.pl/thriller/1652-wyslanniczka-9788377586068.html?dosiakksiazkowo
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza