15 lipca 2014

Blaze - Stephen King (pseud. Richard Bachman)


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 272

Unikam czytania streszczeń umieszczonych na okładkach książek z dwóch powodów. Po pierwsze, zazwyczaj wydawca zdradza znacznie więcej niż czytelnik powinien przed lekturą wiedzieć, a po drugie, lubię tę mieszankę ekscytacji i niepokoju związaną z niepewnością czy dana powieść mi się spodoba. W przypadku nieznanych pisarzy ryzyko trafienia na niewypał jest spore, ale z dziełami moich ulubionych autorów nigdy nie miałam problemu, dlatego Blaze Stephena Kinga kupiłam nie zadając sobie uprzednio trudu, by sprawdzić, o czym ta historia w ogóle jest. W końcu miano króla horrorów coś znaczy, więc założyłam, że w najgorszym razie książka będzie średnia. Nie przewidziałam jednak, że Blaze wcale opowieścią grozy nie jest. No dobra, pojawiają się w niej pewne elementy charakterystyczne dla tego gatunku, ale z pewnością nie jest to historia przypominająca Lśnienie, Miasteczko Salem czy Cmętarz zwieżąt. Po przeczytaniu wstępu, w którym autor wyjaśnia jak doszło do opublikowania dzieła zapomnianego, niemal zaginionego przez wiele lat, byłam jednocześnie zaintrygowana i przygotowana na to, że powieść może być jedną ze słabszych w dorobku Kinga, ponieważ pochodzi z wczesnego okresu jego twórczości, kiedy to pisał również jako Richard Bachman. Mimo tego nie byłam przygotowana na to, że Blaze to wzruszająca historia…obyczajowa. Domyślam się, że w tym momencie krzywicie się z niesmakiem, bo przecież King to mistrz horroru, ale dajcie tej książce szansę, bo emocji w niej nie brakuje.

Clayton Blaisdell junior zwraca na siebie uwagę innych ludzi gdziekolwiek się pojawi. Wścibskie oczy nieznajomych z zaciekawieniem śledzą ruchy ponad dwumetrowego faceta z widocznym wgłębieniem w czole i wypisaną na twarzy umysłową ociężałością. Mężczyzna wygląda na kogoś, kto regularnie zadziera z prawem i w tym przypadku pozory nie mylą, ponieważ rzeczywiście Blaze od dawna obraca się w przestępczym światku. Jednak żaden z niego gangster tylko drobny oszust i złodziejaszek, który bez pomocy kumpla nie byłby w stanie zaplanować nawet najprostszego skoku. Niestety jego kompan George nie żyje od trzech miesięcy i Clayton nie wie, co z sobą począć. Pewnego dnia przypomina sobie jednak, że George wpadł na pomysł porwania dla okupu dziecka miejscowych bogaczy. Blaze bez zastanowienia decyduje się działać według dawnych ustaleń i pod osłoną nocy wynosi kilkumiesięcznego chłopca z luksusowej rezydencji państwa Gerardów. Policja depcze mu po piętach niemal od samego początku, ale bohater nie podda się bez walki.

Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron miałam ochotę odłożyć powieść na półkę. Byłam rozczarowana tym, że jest to jednowątkowa historia niemająca wiele wspólnego z horrorem. Jednak ze względu na niewielką objętość książki postanowiłam się przemęczyć i doczytać ją do końca. Jakie było zdziwienie, gdy wkrótce okazało się, że wcale nie zmuszam się do lektury, bo nie wiedzieć kiedy zainteresowała mnie opowieść o życiu Blaze’a. Stephen King potrafi pisać tak, by pozornie nudną i miałką opowiastkę zmienić w całkiem intrygującą i emocjonującą historię. Niektórzy narzekają na ten jego charakterystyczny gawędziarski styl, ale mnie się on bardzo podoba, a poza tym dzięki niemu czytelnik ma szansę dokładnie poznać bohaterów oraz okoliczności wielu istotnych wydarzeń. W tej powieści autor również nie miał oporów przed przedkładaniem opisów nad wartką akcję, chociaż dynamicznego rozwoju wypadków nie zabrakło w końcówce powieści. Odbiorca naprzemiennie śledzi aktualne poczynania głównego bohatera oraz poznaje jego przeszłość począwszy od trudnego dzieciństwa poprzez równie nieudany start w dorosłość aż do momentu poznania George’a i względnej stabilizacji trwającej dopóki Blaze nie zdecydował się porwać dziecko.

Zazwyczaj w historiach wykorzystujących motyw zaginięcia nacisk kładziony jest na rozwikłanie zagadki, przedstawienie działań policji i ukazanie rozpaczy sparaliżowanych strachem i bezsilnych członków rodziny zaginionej osoby. Jednak Stephen King obrał zupełnie inną taktykę, ponieważ skupił się tylko na porywaczu. Blaze jest najważniejszy w historii, bo od początku czytelnik towarzyszy właśnie temu bohaterowi, poznając go lepiej i sympatyzując z tym niezbyt rozgarniętym, ale niezasługującym na etykietę bezwzględnego przestępcy wielkoludem. Postać Blaze’a wzbudziła we mnie głównie litość, przez co w pewnym momencie gorąco mu kibicowałam, mając nadzieję, że chociaż raz coś mu się uda i ucieknie przed policyjną obławą. Książka zasługuje na uwagę między innymi, dlatego że pokazuje jak środowisko, w którym człowiek się wychowuje oraz ludzie, których spotyka na swojej drodze determinują jego przyszłe życie. Oczywiście to nie jest specjalnie odkrywczy temat, ale w wydaniu Kinga ciekawie zrealizowany, bo pisarzowi udało się uniknąć zaszufladkowania bohatera. Nie można uznać Blaze’a za zwyrodnialca, ale mężczyzna nie pasuje też do wzorca złodziejaszka o gołębim sercu. Powiedziałabym, że jest gdzieś po środku i dlatego jego losy wzbudziły moje zainteresowanie.

W książce nie zabrakło motywu wprowadzającego aurę nadprzyrodzoności i tajemniczości, ale jest on raczej subtelnym dodatkiem, więc nie oczekujcie trzymającego w napięciu horroru. Zamiast tego przygotujcie się na opowieść o tym jak fortuna potrafi boleśnie zakpić z tych, którzy i bez dodatkowych kłopotów wiele przeszli, ale wciąż mają nadzieję na uśmiech losu. Nie żałuję, że zdecydowałam się poznać tę powieść, chociaż uważam, że przydałby jej się jakiś dodatkowy wątek, niezwiązany bezpośrednio z głównym protagonistą. Jednak mimo tego polecam Blaze fanom twórczości Kinga. Nie znajdziecie w tej historii wydarzeń mrożących krew w żyłach, ale dostaniecie typową dla tego pisarza mieszankę błyskotliwych, celnych komentarzy, nieco rubasznego humoru i zapadających w pamięć obserwacji mogących dotyczyć każdego z nas.

Ocena: 4 / 6

Recenzje innych powieści Stephena Kinga:



Książka przeczytana w ramach wyzwań Z półki, Grunt to okładka oraz Klucznik.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza