25 sierpnia 2016

Slasher, sezon 1


Liczba sezonów: 1
Lata emisji: 2016-
Obsada: Katie McGrath, Brandon Jay McLaren, Dean McDermott,
Steve Byers, Rob Stewart, Enuka Okuma

W kinach ze świecą szukać horroru opierającego się na slasherowych schematach, ale nie oznacza to, że opowieści o psychopatycznych mordercach atakujących grupę nastolatków odeszły do lamusa. Wprawdzie dziś widz raczej nie uświadczy dzieła na miarę klasycznych tytułów takich jak Teksańska masakra piłą mechaniczną, Halloween, Piątek trzynastego, Koszmar z ulicy wiązów czy Krzyk, ale po serii mniej lub bardziej udanych remake’ów kultowych filmów, twórcy wpadli na inny pomysł – przenieśli slasher do serialu. Kiedy pojawiła się produkcja o wymownym tytule Scream, miałam obawy czy taka historia, rozciągnięta na kilkanaście epizodów, może być atrakcyjna i zajmująca. Okazało się, że tak, ponieważ dość ciekawie wykorzystano najważniejsze założenia gatunku, doprowadzając nawet do powstania drugiego sezonu. Myślę, że jeszcze za wcześnie, by mówić o modzie na telewizyjne odsłony slasherów, ale ewidentnie coś jest na rzeczy, o czym świadczy zwiększająca się liczba produkcji, w których intryga skupia się na odkryciu tożsamości zamaskowanego, okrutnego mordercy terroryzującego mieszkańców niewielkiego, pozornie sielskiego miasteczka.

Kat z Waterbury we własnej osobie.

Nie ma wątpliwości, że serial noszący tytuł Slasher jest opowieścią opartą na opisanym powyżej schemacie. Potwierdza to zresztą sam początek pierwszego odcinka, ukazujący jak w noc halloween 1988 roku młode małżeństwo zostaje brutalnie zamordowane przez mężczyznę w przebraniu. Z masakry ocalało tylko dziecko, które niejaki Tom Winston dosłownie wyrwał z ciała matki. Następnie akcja przenosi się do czasów współczesnych, kiedy to Sarah Bennett wraz z mężem przeprowadza się do feralnego domu, w którym przed laty doszło do tragedii.
Sarah, która jeszcze wierzy, że podjęła dobrą decyzję.
Smaczku dodaje fakt, że bohaterowie nie bez powodu zamieszkują właśnie w tej posiadłości. Sarah jest bowiem córką zamordowanego małżeństwa, która postanawia osiedlić się w rodzinnym domu, by zmierzyć z przeszłością i definitywnie zakończyć pewien etap. Niestety tuż po tym jak państwo Bennett przybywają do Waterbury, okolicą wstrząsa wiadomość o pojawieniu się naśladowcy przebywającego w więzieniu Toma Winstona.

Sądzę, że kanadyjska produkcja ma szansę spodobać się miłośnikom gatunku, orientującym się zarówno w paradygmacie klasycznego slashera, jak i znającym współczesne przekształcenia, które sprawiają, że tego typu opowieści są wciąż atrakcyjne. Nie bez znaczenia jest też fakt, że czasem fani wybaczą więcej, bo niestety twórcy serialu nie ustrzegli się pewnych błędów i nieścisłości, mogących odstraszyć mniej zdeterminowanych widzów. Oczywiście daleka jestem od sugerowania, że na wszystkie niedociągnięcia należy przymknąć oko, ale jeśli śledzenie historii ma sprawiać przyjemność, doradzam większą wyrozumiałość dla postępowania bohaterów i niektórych rozwiązań fabularnych. Ale na wytykanie minusów przyjdzie jeszcze czas, a teraz pora na opis tego, co w tej produkcji dobre. Przede wszystkim podoba mi się wprowadzenie dorosłych postaci. Jak zapewne wiecie większość horrorów o psychopatycznych zabójcach przedstawia grupę naiwnych nastolatków kolejno wpadających w łapy niezwykle sprytnego zwyrodnialca. W tym przypadku protagoniści są dorosłymi ludźmi, dzięki czemu widzowie nie są zmuszani do oglądania uczniów szkoły średniej, zmagających się ze standardowym zestawem młodzieńczych dylematów i problemów, takich jak inicjacja seksualna, szkolna miłość, zauroczenie nauczycielem czy odrzucenie przez rówieśników.

Moim zdaniem najlepsza scena w całym serialu - emocje i napięcie gwarantowane.

W Slasherze skoncentrowano się w głównie na postaci Sarah, będącej odpowiednikiem nastoletniej Final Girl, co oznacza, że przez długi czas tylko kobieta domyśla się, że zbrodnie popełnione w mieście nie są przypadkowe. Przekonanie o słuszności swoich podejrzeń stawia bohaterkę w roli detektywa-amatora, zmuszonego działać na własną rękę, ponieważ miejscowa policja bagatelizuje sprawę. Na dodatek Sarah ma także osobistą motywację wynikającą z faktu, że szaleniec wyraźnie nawiązuje do morderstwa jej rodziców, a z czasem zaczyna też włączać kobietę w swoją chorą grę, uniemożliwiając jej nabranie dystansu do makabrycznych wydarzeń.
Oczywiście Kata nie można tak po prostu zastrzelić.
Każdy odcinek to co najmniej jedna zbrodnia, więc nie można narzekać na monotonię czy powolność akcji, zwłaszcza że twórcy zadbali o odpowiednią liczbę scen budujących atmosferę zagrożenia. Bardzo lubię opowieści o pozornie idyllicznych miasteczkach pełnych ładnych domów, zadbanych trawników i obłudnych mieszkańców, którzy skrywają nie tylko tajemnice i grzechy z przeszłości, ale też uprzedzenia względem innych osób. Waterbury jest modelowym przykładem takiego środowiska, a dodatkowe emocje wzbudza sprawa zaginięcia pewnej nastolatki, która kilka lat temu nie wróciła z imprezy do domu i nikt nie wie, co się z dziewczyną stało.

Doceniam wprowadzenie kilku pomysłów urozmaicających fabułę i sprawiających, że nie jest ona jedynie nastawiona na prezentowanie poczynań zabójcy. Wspomniane zaginięcie nastolatki, pogoń za karierą, działanie niezgodne z etyką dziennikarską, pogarszające się relacje pomiędzy małżonkami nie są tematami oryginalnymi, ale mimo wszystko pasują do tej historii. Muszę też wspomnieć o wątku religijnym, ponieważ szybko okazuje się, że Kat działa według pewnego klucza, a więc jego ofiary są starannie wyselekcjonowane. Znów nie jest to pomysł zaskakujący świeżością, bo nie zliczę w ilu dziełach pojawia się morderca z kompleksem boga, ale jest to jakiś sposób na połowiczne wytłumaczenie jego chorych skłonności. Twórcy ciekawie wykorzystali także znany slasherowy trop, zgodnie z którym w klasycznych filmach bohaterowie będący aktywni seksualnie, giną jako jedni z pierwszych. Tutaj ta prawidłowość nie obowiązuje, ale mimo wszystko erotyczne poczynania postaci mają znaczenie.

Jeden z wątków uatrakcyjniających fabułę.

Niestety do listy zalet serialu muszę dopisać także kilka punktów, które znacząca obniżają ostateczną ocenę. Zgrzyta przede wszystkim bardzo dziwna relacja jak stopniowo wytwarza się pomiędzy Sarah a zabójcą jej rodziców. Nie chcę zagłębiać się w szczegóły, więc zdradzę tylko, że bohaterka odwiedza Toma Winstona w więzieniu i niejako konsultuje z nim wyniki swojego prywatnego śledztwa. Moim zdaniem to chybiony i mało wiarygodny pomysł, bo trudno mi uwierzyć, że ktokolwiek byłby w stanie spokojnie rozmawiać z mordercą swojej rodziny.
Babcia bohaterki ukrywa pewien paskudny sekret.
Wprawdzie później pojawia się wyjaśnienie tej specyficznej sytuacji, ale i tak jest ono dla mnie zbyt mało wiarygodne. Zastrzeżenia mam również do postępowania protagonistki, która wielokrotnie zachowuje się nielogicznie i nieracjonalnie. W swoich działaniach nie tylko nie zważa na niebezpieczeństwo, ale często aż prosi się o nieszczęście. Zresztą warto nadmienić, że niemal wszystkie postaci pozbawione są instynktu samozachowawczego i bez mrugnięcia okiem pakują się w kłopoty. Oczywiście nie będę szerzej rozwodzić się na temat takich „drobnostek” jak samotne nocne spacery czy idiotyczne kłótnie skutkujące tym, że bohaterowie rozdzielają się w najmniej odpowiednich momentach, a następnie padają ofiarami Kata z Waterbury.

Rozczarowują także aktorzy wcielający się w główne role. Katie McGrtah jako Sarah Bennett prezentuje raczej ograniczoną mimikę i raczej nie umie przekonująco wyrazić różnych emocji. Jest poprawna w swoim aktorstwie, ale nic ponadto. To samo dotyczy jej serialowego męża, czyli Brandona Jaya McLarena, niepotrafiącego tchnąć życia w postać, by jakoś wyróżnić ją z spośród innych bohaterów. Jednak najgorzej wypada sam Kat, który w momencie zdemaskowania staje się tak przerysowanym charakterem, że aż groteskowym. Jest dobrze dopóki widać go wyłącznie w masce i pelerynie, ale kiedy w ostatnim odcinku odbiorca już wie, kto jest mordercą, czar pryska, ponieważ aktor/aktorka nie potrafi odegrać szaleństwa czy desperacji. Po prostu nie posiada tego czegoś, co pozwoliłoby odbiorcy uwierzyć, że oto na ekranie pojawia się bezwzględny, psychopatyczny zabójca. Tuż po seansie rzuciłam szybko okiem na opinie innych widzów i zauważyłam, że większość narzeka na finał tej historii. Faktycznie zakończenie może się nie podobać, ponieważ w pewien sposób podważa budowany wcześniej portret Final Girl, ale moim zdaniem nie jest pozbawione sensu. Sarah decyduje się na coś, co dodaje jej sprawczości i sprawia, że kobieta jednoznacznie zrywa z piętnem ofiary. Podoba mi się także zamknięcie opowieści. Po ostatniej scenie raczej nie ma miejsca na kontynuację i dobrze, bo z tej fabuły nie da się wycisnąć nic więcej.

Sarah prowadząca swoje prywatne śledztwo.

Wygląda na to, że tego typu produkcja nie może obyć się bez nawiązań do klasycznych slasherów. Również w tym przypadku pojawiają się odniesienia m.in. do Halloween czy Krzyku, ale nie spełniają tak ważnej roli jak ma to miejsce w Screamie od MTV. Po prostu sobie są, jakby scenarzyści chcieli udowodnić, że odrobili lekcję i pamiętają o kultowych tytułach. Dokopałam się do informacji, że możliwe jest powstanie drugiego sezonu Slashera opowiadającego jednak o zupełnie innych bohaterach i wydarzeniach. Sądzę, że to niezłe rozwiązanie i chociaż nie będę z niecierpliwością wyczekiwać na datę premiery, na pewno rzucę okiem na kolejną odsłonę zmagań z zabójcą siejącym postrach w małym miasteczku. 

Ocena: 5.5 / 10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza