Avril ma wszystko – udane małżeństwo, świetną pozycję zawodową, piękny duży dom, a od paru godzin jest też szczęśliwą matką. Wprawdzie poród zakłóciły nieoczekiwane komplikacje, ale już jest po wszystkim, a słodki Luca leży w jej ramionach. W łóżku obok znajduje się inna kobieta ze swoim maleństwem, które niestety nie jest tak spokojnie. Całymi godzinami wrzeszczy jakby przyjście na ten świat było największą karą. Jego matka wydaje się Avril znajoma, ale bohaterka nie poświęca tej sprawie wiele namysłu, bo gdy tylko próbuje nawiązać kontakt wzrokowy z sąsiadką, tamta natychmiast zaciąga zasłonę przy łóżku, wyraźnie dając znak, że nie ma ochoty na rozmowę. Po powrocie do domu Avril i Bobby orientują się, że życie z dzieckiem jest znacznie trudniejsze niż przewidywali. Luca płacze niemalże przez całą dobę, a małżonkowie szybko zamieniają się w kłócącą się, wiecznie zirytowaną sobą nawzajem parę. Pewnego dnia Avril przypadkowo spotyka kobietę ze szpitala i nabiera podejrzenia, że dziecko znajdujące się w wózku nieznajomej to właśnie jej synek, którego tuliła pierwszej nocy.
Od początku wiadomo, że kobieta rodząca w tym samym czasie, co główna bohaterka rzeczywiście dokonała zamiany dzieci w szpitalu. Powieść nie bazuje zatem na wprowadzaniu czytelnika w stan niepewności czy Avril mówi prawdę. Uważam, że to spory błąd w konstrukcji tej historii, ponieważ jeśli intryga nie opiera się na wątpliwościach to powinna przyciągnąć czymś innym, a tego czegoś tutaj zabrakło. Aż do samego finału powieść ma bardzo prostą konstrukcję – śledzimy zmagania obu kobiet z nową sytuacją życiową, a dodatkowo poznajemy motywację Jade, która postanowiła swoje biologiczne dziecko „podrzucić” Avril już pierwszej nocy po porodzie. Potem czytamy o tym jak Avril nabiera podejrzeń, a następnie usiłuje odzyskać syna. W finale czeka na odbiorcę niespodzianka, ale po pierwsze, jest zbyt przekombinowana, a po drugie, może wywołałaby więcej emocji, gdybym jakoś zżyła się z postaciami. Tak się jednak nie stało, więc zakończenie skwitowałam w myślach krótkim: „acha”, utwierdzając się w przekonaniu, że za parę dni zapomnę o czym czytałam.
Cudze dziecko sprawia wrażenie debiutanckiej powieści, ale Daniel Hurst ma na swoim koncie kilka tytułów, więc zastanawiam się czy wszystkie są podobnie proste i jednowymiarowe. Największy mój zarzut wobec tej historii dotyczy właśnie wymienionych aspektów. Bohaterowie są nijacy, płascy oraz pozbawieni głębi. Intryga natomiast została poprowadzona w nierówny sposób, bo najpierw przez dość długi czas śledzimy zmagania obu kobiet z macierzyństwem, a kiedy Avril zorientuje się, że od kilku tygodni wychowuje cudze dziecko, wydarzenia nabierają ekspresowego tempa. Oczywiście bohaterka na własną rękę prowadzi śledztwo, bez większych trudności uzyskując poufne informacje. Pojawiają się pewne komplikacje, ale moim zdaniem są dużo mniej wiarygodne niż to, że Avril miałaby problem z namierzeniem Jade lub zorientowaniem się, że doszło do zamiany dzieci. Z przykrością stwierdzam, że Cudze dziecko nie ma zbyt wiele do zaoferowania fanom gatunku, polecam tylko jeśli pod ręką nie ma nic innego do czytania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz