13 kwietnia 2019

Szwedzi. Ciepło na północy



Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 352
Pierwsze wydanie: 2015

Jeszcze kilka lat temu namówienie mnie na przeczytanie reportażu graniczyło z cudem. Uważałam, że to zupełnie nie jest forma dla mnie i uparcie tkwiłam w beletrystyce. Kiedy w końcu przekonałam się do takich publikacji, wybierałam głównie tytuły bardzo poważne, podejmujące trudną tematykę jak na przykład życie w Korei Północnej lub relacja osób bezpośrednio dotkniętych przez czarnobylską tragedię. Brakowało mi nieco lżejszego reportażu, nieobciążanego bagażem ludzkich dramatów i doświadczeń, o których nie mogę zapomnieć przez długi czas. Niedawno rzuciła mi się w oczy książka Szwedzi. Ciepło na północy i pomyślałam, że to może być strzał w dziesiątkę. Okładka kusiła zapowiedzią podróży do kraju powszechnego dobrobytu w celu zanalizowania jego mieszkańców oraz próby określenia jacy są Szwedzi, ale też obalenia stereotypów i zdobycia informacji o tym jak wygląda szwedzka codzienność. Ochoczo zabrałam się za lekturę, ufając, że autorka jako skandynawistka i były konsul RP w Sztokholmie wie, o czym pisze.

Od razu zdradzę, że nie zawiodłam się na tej publikacji i obiecałam sobie, że częściej będę sięgać po tego typu książki. Katarzyna Molęda już we wstępie zdradza, że coś takiego jak szwedzkość nie istnieje, ponieważ dzisiaj żaden szanujący się naukowiec nie wierzy, że dana grupa etniczna posiada cechy niezmienne i przynależne tylko jej. Ponadto młody Szwed mieszkający w dużym mieście może być zupełnie innym człowiekiem niż przywiązany do tradycji senior z głębokiej prowincji. Dlatego też ta książka nie ma na celu ogłoszenia prawd objawionych czy zestawu niezmiennych cech charakteru i zachowania typowych dla każdego Szweda. Autorce chodziło o podzielenie się swoimi obserwacjami dotyczącymi Szwecji i jej mieszkańców, podania informacji uznawanych za fakty naukowe, a także odniesienia się do pewnych obyczajów czy sytuacji z polskiej perspektywy. Przyznam, że takie zapewnienie pozytywnie nastroiło mnie do lektury i rzeczywiście okazało się, że autorka uniknęła krzywdzących uogólnień, a przy tym uchwyciła różnice pomiędzy życiem w Szwecji i w Polsce.
  
Katarzyna Molęda poruszyła zarówno poważne tematy, jak i te rozrywkowe czy wręcz błahe. Na szczęście publikacja nie została ani przeładowana naukowymi obserwacjami, ani złożona z samych anegdot czy ciekawostek, dzięki czemu jej lektura jednocześnie sprawia przyjemność i dostarcza wiedzę. Zaczyna się od dość kontrowersyjnego zagadnienia jakim jest równości płci. Autorka wymienia obszary, w których kobiety i mężczyźni w Szwecji mają zagwarantowane takie same prawa, pokazuje jak wygląda wychowanie dzieci w szkołach szczególnie wrażliwych na to, by nie wtłaczać uczniów w tradycyjne role społeczne, a także charakteryzuje luterański Kościół Szwecji dopuszczający kobiety do stanu duchownego. Wspomina także o rodzinach coraz częściej składających się z rodziców tej samej płci, dzieci adoptowanych z odległych zakątków świata lub bliskich byłego partnera czy też partnerki, ponieważ w kraju odnotowuje się sporą liczbę rozwodów. Dotyka także tematu wiary, zwracając uwagę na to, że Szwedzi nie są religijni, przez co w zasadzie wszystkie święta niegdyś nierozłącznie związane z obrzędami kościelnymi, obecnie są po prostu wolnym czasem przeznaczonym na spotkania z rodziną i przyjaciółmi, zabawę oraz oczywiście konsumpcję alkoholu i określonych potraw. Mam wrażenie, że taki obraz rzeczywistości jednych może przerazić, a innych ucieszyć. Mnie zwyczajnie zaintrygował i chociaż nie mam podstaw, by wątpić w słowa dziennikarki, trudno mi uwierzyć, że naprawdę większość byłych małżonków nie tylko żyje ze sobą w zgodzie, ale wręcz przyjaźni się z nowymi partnerami dawnych ukochanych, a politycy uważają na każde wypowiedziane słowo, dbając o to, żeby swoją opinią nikogo nie urazić.

Słynna szwedzka równość ma też swoje ciemne oblicze, ponieważ w praktyce nie wszystko wygląda tak jak to zaplanowano w teorii, ale nie chcę zdradzać zbyt wiele i zainteresowanych odsyłam bezpośrednio do książki. Ogólnie rzecz ujmując, Szwecja jawi się jako zamożny, opiekuńczy kraj, który stać na to, żeby zadbać o osoby starsze, niepełnosprawne czy chore, w wymiarze jakiego w Polsce jeszcze długo nie doświadczymy. Nie wszystkie opisane rozwiązania uważam za dobre, ale rozumiem, dlaczego Szwedzi są dumni ze służby zdrowia czy mentalności sprawiającej, że ludzie w każdym wieku mają odwagę próbować nowych rzeczy, wychodzić z domu i aktywnie spędzać czas. Osiemdziesięciolatka na zajęciach ruchowych? Normalna sprawa. Siedemdziesięciolatek podejmujący kolejny kurs na uniwersytecie? Proszę bardzo. Tego podejścia zazdroszczę, bo mam wrażenie, że u nas wciąż żywy jest pogląd, że ludziom w starszym wieku czegoś „nie wypada” robić. Ze wspomnianą opiekuńczością wiąże się jednak zaawansowana ingerencja państwa w życie jednostki. Szwedzi nie mogą chociażby kupować nieruchomości pod wynajem i muszą podporządkować się nakazom wprowadzonym przez wspólnotę mieszkaniową. Dla nich to normalna rzecz, ale obcokrajowcom może jawić się jako zamach na wolność.

Jak już wspomniałam publikacja ta składa się również z mniej poważnych, ale równie ciekawych rozdziałów poświęconych między innymi szwedzkiej kuchni, językowi, sposobom komunikowania się, niezdrowej miłości do opalania oraz oczywiście szwedzkim kryminałom. Z lektury dowiecie się także, dlaczego w Szwecji trudno o smaczną herbatę i o co chodzi z brakiem pralek w mieszkaniach. Jeśli należycie do niecierpliwych, uważajcie, bo pośpieszanie obsługi w sklepie, głośne narzekanie w kolejce czy przerywanie komuś wypowiedzi, uważane jest za wyjątkowo niegrzeczne. Cierpliwość to niemal cnota narodowa, przejawiająca się także w skrupulatnych badaniach i analizach poprzedzających w zasadzie każdą decyzję dotyczącą zmiany prawa lub wprowadzenia nowych ustaleń. Z rzeczy, które drażniły mnie w tej publikacji, muszę wymienić dość wyraźnie widoczne poglądy autorki, skierowane na przykład ku pochwale nietrwałości małżeństw czy modelu rodziny patchworkowej jako wyrazu nowoczesności. Czasami pisarka zdaje się też przekonywać czytelnika, że szeroko zakrojona ingerencja państwa w życie człowieka, służy wyłącznie jego dobru, bagatelizując zagrożenia i możliwe nadużycia. Brakuje również dobrych fotografii, bo załączonych zdjęć jest mało, a na dodatek zostały wydrukowane na zwykłym papierze. Szwedzi. Ciepło na północy to ciekawa i pouczająca lektura, stanowiąca dobry wstęp do zainteresowania samym krajem, jego mieszkańcami oraz okolicznościami decydującymi o szwedzkich realiach. Jeśli czytaliście podobne książki, być może pogłębiające wymienione zagadnienia, koniecznie dajcie znać :).
Ocena: 4.5 / 6 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza