12 października 2016

Prawo matki - Diane Chamberlain


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 423
Pierwsze wydanie: 2008
Polska premiera: 2011

Wiele razy zetknęłam się z opinią, że Diane Chamberlain pisze w podobnym stylu co Jodi Picoult, ponieważ oddaje głos wielu bohaterom oraz snuje opowieść bazującą na kontrowersyjnym temacie, wplatając w nią wątki obyczajowe. Z tego względu od dawna nosiłam się z zamiarem sięgnięcia po jakieś jej dzieło, chcąc sprawdzić czy rzeczywiście jest tak, jak większość czytelników sądzi. Po przeczytaniu Prawa matki stwierdzam, że pewne podobieństwa występują, ale jeszcze za wcześnie na próbę porównania i wyłonienia pisarki, której książki bardziej trafiają w mój gust. A może wcale nie trzeba roztrząsać tej kwestii i lepiej skupić się na konkretnych powieściach? Jeszcze nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, ale w przyszłości z pewnością to się zmieni, ponieważ moja przygoda z twórczością Chamberlain dopiero się zaczyna.

Laurel Lockwood stara się być matką idealną. Kobieta robi wszystko, by jej piętnastoletni syn jak najlepiej odnalazł się w świecie, potrafił funkcjonować wśród rówieśników i rozumiał, że mimo swojej inności zasługuje na szacunek i normalne życie. Andy cierpi bowiem na Alkoholowy zespół płodowy (FAS), sprawiający że chłopiec wygląda i zachowuje się inaczej niż dzieci w jego wieku. Jednak okazuje się, że w kryzysowych sytuacjach radzi sobie nadspodziewanie dobrze. Gdy w zatłoczonym kościele wybucha pożar, to właśnie on znajduje drogę ucieczki i dba o to, by jak najwięcej osób wydostało się z płonącego budynku. Chory nastolatek zostaje ogłoszony lokalnym bohaterem, ale uznanie mieszkańców miasteczka nie trwa długo, ponieważ policja podejrzewa, że to Andy podłożył ogień. Do tej pory Laurel wydawało się, że doskonale zna swojego syna i wie, czego może się po nim spodziewać. Teraz musi walczyć nie tylko z oskarżeniami, ale też z własnymi wątpliwościami, wbrew którym postanawia nie dopuścić do tego, by jej dziecko spędziło resztę życia w więzieniu.

Nie mam wątpliwości, że Diane Chamberlain potrafi pisać. Prawo matki to spójna historia, w której autorka połączyła kilka intrygujących, ważnych tematów. Początkowo na pierwszy plan wysuwa się życie nastoletniego chłopca naznaczonego piętnem nieodpowiedzialności jego rodzicielki. Jednak później pisarka coraz częściej oddaje głos Laurel, dzięki czemu czytelnik zyskuje wgląd nie tylko w jej obecne życie, lecz także w przeszłość, gdzie znajduje się odpowiedź na pytanie, dlaczego kobieta sięgała po alkohol, będąc w ciąży. Nie mam dużej wiedzy na temat FAS, więc ten wątek był dla mnie szalenie ciekawy i pouczający, bo w książce wyraźnie pokazano jakie konsekwencje dla rozwijającego się płodu ma alkohol obecny w organizmie matki. Bardzo poruszyła mnie lekkomyślność bohaterki, która skazała swoje dziecko na inność i chorobę, a co za tym idzie swego rodzaju wykluczenie, mimo że Andy nie jest mniej inteligentny od swoich rówieśników. Niestety inaczej interpretuje oraz rozumie pewne komunikaty, jest prostolinijny i dosłowny, a także nie zawsze potrafi odnaleźć się wśród zasad panujących w społeczeństwie, przez co jego zachowanie różni się od postępowania przeciętnego nastolatka.

Pisarce należy się duży plus za to, że uniknęła stworzenia postaci sztampowych i jednowymiarowych. Najbardziej widać to na przykładzie Laurel, która z racji na swoją przeszłość mogłaby budzić wyłącznie antypatię lub litość. A jednak tak się nie dzieje, ponieważ kobieta została przedstawiona w taki sposób, by czytelnik miał szansę zrozumieć, co doprowadziło ją do alkoholizmu. Sytuację komplikuję również fakt, że Laurel nie wpisuje się w rys matki z marginesu czy nastolatki niezdającej sobie sprawy z własnych czynów. Wszystko jest bardziej złożone, niejednoznaczne, a przez to interesujące i skłaniające do zastanowienia się nad pewnymi problemami, dotykającymi młode małżeństwa. Również inni bohaterowie zostali podobnie wykreowani, dlatego z zaciekawieniem czytałam o siedemnastoletniej Maggie cierpiącej z powodu śmierci ojca i braku zainteresowania matki oraz o pracującym w straży pożarnej Marcusie, któremu życie przynosi głównie rozczarowania i kłopoty. Żałuję tylko, że tak szybko domyśliłam się jak wyglądają związki pomiędzy poszczególnymi osobami. Wiedziałam, kto dopuścił się zdrady, kto nie zna prawdy o swoim biologicznym ojcu, z jakiego powodu wybuchnie kolejny konflikt między protagonistami. Wprawdzie nie odebrało mi to przyjemności z lektury, ale mimo wszystko wolałabym, żeby warstwa obyczajowa była mniej czytelna. 

Na szczęście zakończenie okazało się dla mnie absolutnym zaskoczeniem. Kiedy zorientowałam się, co łączy bohaterów, zaczęłam budować hipotezę dotyczącą wydarzeń feralnego wieczoru, gdy spłonął kościół. Byłam prawie pewna, że za wszystko odpowiada jedna z dwóch typowanych przeze mnie postaci, dlatego ostatnimi scenami autorka utarła mi nosa, bo okazuje się, że znacząco minęłam się z prawdą. Oczywiście cieszę się z takiego obrotu wydarzeń, bo lubię kiedy w powieści zdarzają się burzliwe zwroty akcji. Odnoszę też wrażenie, że Chamberlain miała utrudnione zadanie, ponieważ każdą z głównych postaci uczyniła narratorem, a więc sporo wysiłku musiała włożyć w to, by zmylić i oszukać czytelnika mającego wgląd w najskrytsze myśli bohaterów. Nie przekonała mnie tylko w jednej kwestii związanej z pewnymi zdolnościami jednego z protagonistów. Otóż mąż Laurel został scharakteryzowany jako człowiek obdarzony bardzo rozwiniętą zdolnością współodczuwania. Cechująca go empatia jest czymś zupełnie wyjątkowym i niespotykanym – swego rodzaju darem, umożliwiającym zrozumienie, a nawet przejmowanie uczuć innych ludzi. Niestety mężczyzna kompletnie nie pojmuje, co dzieje się z jego żoną. Nie dostrzega powodu zmian zachodzących w Laurel i przez długi czas nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Obraz ten kłóci się z wizją osoby empatycznej w takim stopniu, że potrafi ona odczuwać fizyczny ból dręczący kogoś znajdującego się w tym samym pomieszczeniu, a nie zwraca uwagi na problemy partnerki. Uważam, że tego wątku pisarka do końca nie przemyślała.

Niemniej Prawo matki oceniam jako wartościową, ciekawą historię, w której poruszono szereg istotnych tematów. Diane Chamberlain stworzyła wielowymiarowych bohaterów zmagających się z różnymi przeciwnościami losu, pokazując jakie skutki dla bliskich może mieć niedostatek rodzicielskiej miłości, brak porozumienia między członkami rodziny czy ignorowanie sygnałów świadczących o tym, że z ukochaną osobą dzieje się coś złego. Oprócz tego pojawia się również wątek tłumionej namiętności oraz pierwszych, nieszczęśliwych doświadczeń miłosnych. Ubolewam nad tym, że w Polsce nie wydano kontynuacji tej powieści. Mam nadzieję, że długo nie przyjdzie mi czekać na Secrets She Left Behind, ponieważ po tak burzliwym zakończeniu aż prosi się o ponowne spotkanie z postaciami i pokazanie jak z perspektywy czasu radzą sobie ze swoim życiem. Pierwsze spotkanie z twórczością Diane Chamberlain uważam za udane i satysfakcjonujące. Z pewnością jeszcze nie raz sięgnę po jej książki, oczekując ciekawej historii, refleksji oraz mądrego przesłania.

Ocena: 4.5 / 6

Książka przeczytana w ramach wyzwania Z półki

Cykl Przed burzą

2. Secrets She Left Behind

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza