11 sierpnia 2017

7 razy dziś - Lauren Oliver


Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte
Liczba stron: 384
Pierwsze wydanie: 2010
Polska premiera: 2011

Po lekturze książki dotyczącej sytuacji kobiet żyjących w Arabii Saudyjskiej potrzebowałam historii nieco mniej obciążającej, przenoszącej do zupełnie innej rzeczywistości niż gorące i niegościnne ulice Rijadu. Odpowiedniej powieści szukałam wśród młodzieżówek, mając nadzieję, że trafię na coś intrygującego i raczej poważnego, ale jednocześnie nieprzytłaczającego ogromem tragedii dotykających bohaterów. Wybrałam debiut Lauren Oliver, przy okazji uświadamiając sobie, że na moich półkach goszczą całe stosy nieprzeczytanych książek dla nastolatków i młodych dorosłych. Mam więc zamiar sukcesywnie uszczuplać ten zapas, by przekonać się czy znajdę treści odpowiadające wymaganiom czytelniczki, której dużo bliżej do trzydziestki niż wieku nastoletniego.

Główną bohaterką 7 razy dziś jest Samantha Kingston – beztroska nastolatka, której jedynym problemem jest zawalona klasówka z chemii lub brak odpowiedniej sukienki na kolejną imprezę. Dzięki trzem przebojowym koleżankom Sam należy do grona szkolnych gwiazd, co oznacza, że cieszy się przywilejami niedostępnymi dla „szarych myszek”. Dziewczyna może bezkarnie flirtować z nauczycielem, spotykać się z najprzystojniejszym chłopakiem w liceum, uciekać z nielubianych lekcji, a także gnębić uczennice nienależące do szkolnej elity. Bohaterce wydaje się, że tak już będzie zawsze, a jednak wszystko zmienia się w pewną piątkową noc, kiedy jej najlepsza przyjaciółka traci panowanie nad kierownicą i samochód z czterema pasażerkami nagle wypada z drogi. Sam nie pamięta momentu uderzenia, nie wie też, co stało się tuż po wypadku. Kiedy budzi się w swoim pokoju, jest przekonana, że wydarzenia poprzedniego wieczoru to koszmarny sen. Jednak uczucie ulgi mija w sekundzie, w której nastolatka orientuje się, że znów jest piątek 12 lutego. Po raz kolejny musi przeżyć ten sam dzień. Czyżby dostała drugą szansę? Jeśli tak, co musi zrobić, by wyrwać się z pętli czasu?

Lauren Oliver sięgnęła po zestaw sprawdzonych motywów, które w przeróżny sposób były już realizowane w wielu powieściach i filmach. Nie ma nic nowatorskiego w uwięzieniu protagonisty w określonym momencie jego życia, by mógł przemyśleć swoje postępowanie i naprawić wyrządzone szkody, a jednak 7 razy dziś okazało się dla mnie lekturą ciekawą oraz angażującą. Nie wiem ile w tym zasługi pisarki, a ile mojej słabości do historii pokazujących jak zachowanie jednej osoby może wpłynąć na losy jej rodziny, przyjaciół, a czasami również całkiem obcych ludzi, ale z zadowoleniem odkryłam, że debiut Oliver może podobać się również starszym czytelnikom. Autorka skupiła się na głównej bohaterce, obracającej się w dość zamkniętym kręgu znajomych, więc siłą rzeczy przytaczany w powieści efekt motyla nie ma tak spektakularnego oddziaływania jak mogłoby się wydawać. Samantha przeżywa ten sam dzień kilka razy z rzędu, próbując dociec, co w swoim postępowaniu powinna zmienić, by móc wrócić do normalności. Podjęte decyzje wpływają na jej przyjaciółki czy inne osoby ze szkoły, a wreszcie także na nią samą, dzięki czemu nastolatka zaczyna rozumieć, że dopasowanie się do rówieśników za wszelką cenę i porzucenie własnej osobowości nie było dobrym wyborem.

Temat brutalnej szkolnej rzeczywistości, w której uczniowie dzielą się na tych popularnych i pogardzanych również nie jest niczym nowym, ale pisarka zgrabnie uchwyciła ten specyficzny stan napięcia, kiedy w życiu nastolatka najważniejsze staje się to, by nie odstawać od grupy, być lubianym i manifestować swoją „dorosłość”. Uważam, że Oliver uniknęła sztampowej w tego typu powieściach charakterystyki młodych ludzi jako oprawców posuwających się do najbardziej obrzydliwych czynów. Samantha i jej koleżanki postępują nagannie, ale nie robią niczego, co wykraczałoby poza szkolne realia również w Polsce. Przezwiska, przykre żarty, prześmiewcze gesty, grupki mniej lub bardziej lubianych osób to niestety codzienność wielu uczniów. Wydaje mi się, że właśnie dlatego książka jest w pewien sposób niewygodna, nieco uwierająca, bo nie można czytać o kolejnych wyskokach bohaterek, myśląc, że zmanierowana młodzież występuje tylko za oceanem, a za naszych licealnych lub gimnazjalnych czasów przemoc nie istniała. W 7 razy dziś nie znajdziecie zdarzeń rodem z kroniki kryminalnej oraz postaci przesiąkniętych złem do szpiku kości. Spotkacie natomiast zagubionych młodych ludzi, którym często wydaje się, że jedynym sposobem na wejście w dorosłość jest stworzenie pozorów twardego, wrednego charakteru i sprawienie, by to inni stali się klasowymi kozłami ofiarnymi. 

Protagonistka nie doznaje nagłego olśnienia i nie przechodzi cudownej przemiany, pod wpływem której przeobraża się w uosobienie cnót oraz wzór do naśladowania. Dziewczyna doświadcza przeróżnych emocji, dlatego każdego dnia jej plan działania wygląda nieco inaczej. Przerażona Sam pragnie, by wszystko było takie jak dawniej, zrezygnowana traci nadzieję na wyrwanie ze z pętli czasu, a zbuntowana robi wszystko, co zakazane lub niemoralne, bo przecież jej czyny i tak nie mają znaczenia skoro następnego ranka znów obudzi się w tym samym dniu. Bohaterka usiłuje znaleźć wyjście z sytuacji i jak samym tytuł wskazuje, podejmuje siedem prób, by odzyskać swoje życie. Z zaskoczeniem obserwowałam jak nawet drobne modyfikacje w planie dnia mogą znacząco wpłynąć na rozwój wypadków. Na szczęście również w tym względzie Lauren Oliver zachowała umiar, pokazując, że nie wszystko zależy od protagonistki. Pewne zdarzenia i tak dojdą do skutku, czy Sam będzie chciała im przeciwdziałać, czy też nie. Na pochwałę zasługuje także zakończenie. Pisarka nie zdecydowała się na banalny happy end, czym dużo zyskała w moich oczach, ponieważ niemal od początku obawiałam się, że finał okaże się ckliwy i przewidywalny. 

Oczywiście 7 razy dziś ma też kilka istotnych mankamentów, o których również należy napisać. Przede wszystkim jest to jednowątkowa historia poświęcona tak naprawdę jednej bohaterce. Doskwierał mi brak głębszej charakterystyki koleżanek Sam. Autorka starała się wyposażyć dziewczyny w szereg różnych przywar, typowych powiedzonek czy gestów, ale nie do końca jej się to udało. Oprócz Lindsay pozostałe dwie przyjaciółki czy inni znajomi ze szkoły jawili mi się jako szara masa postaci trudnych do odróżnienia. Zwłaszcza o Juliet trudno powiedzieć coś więcej, a przecież klasowa ofiara i obiekt kpin ze strony wszystkich uczniów, pełni w powieści bardzo ważną funkcję. Po macoszemu potraktowano też dorosłych. Nastolatki zdają się nie mieć rodziców, a jeśli już rodzina gdzieś się pojawia to i tak przebywa gdzieś na obrzeżach świata młodych ludzi. Na koniec ponarzekam też na brak dość oczywistego scenariusza, który aż prosi się o umieszczenie w przebiegu nietypowego tygodnia Samanthy. Przynajmniej ja postąpiłabym tak na miejscu dziewczyny i sądzę, że nie byłam w tym pomyśle odosobniona.

Książka Lauren Oliver przeznaczona jest głównie dla nastoletnich odbiorców, ale starsi nie powinni się zrażać i rezygnować z tego powodu. Autorka skoncentrowała się na szkolnej rzeczywistości, pokazując scenki z życia bohaterów dopiero wkraczających w dorosłość, jednak zawarła także uniwersalną refleksję na temat odkrywania tego, co ważne, doceniania codzienności oraz cieszenia się z chwil spędzonych z bliskimi. Jeśli szukacie powieści dla młodzieży, z prostym, lecz niebanalnym przekazem, polecam 7 razy dziś.

Ocena: 4 / 6 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza