12 czerwca 2019

Jutro 3. W objęciach chłodu - John Marsden


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 272
Pierwsze wydanie: 1995
Polska premiera: 2011

Jeśli śledzicie mojego Instagrama to pewnie już wiecie, że o serii Jutro zapomniałam na prawie pięć lat. Sprawdziłam na blogu, że drugą cześć czytałam w sierpniu 2014 roku, co oznacza, że padł niechlubny rekord odwlekania w czasie czytania powieści, którą przecież byłam zainteresowana. Chyba zacznę traktować tę moją przywarę z humorem, bo nie sądzę, żebym znalazła na nią lekarstwo. Mam zdecydowanie za dużo książek, a za mało wolnego czasu :). Obawiałam się czy po tak długiej przerwie będę w stanie zaangażować się w historię, czy będę pamiętać bohaterów i jak odbiorę opowieść o nastolatkach, którzy na miarę swoich możliwości uczestniczą w konflikcie wojennym. Jeśli chodzi o pierwszą z wymienionych rzeczy to muszę przyznać, że John Marsden pisze tak lekko i płynnie, że bez problemu sprowadził mnie na odpowiednie tory opowieści. Pomiędzy drugim a trzecim tomem serii nie ma znaczącej luki w wydarzeniach, więc kilka słów wprowadzenia ze strony autora wystarczyło, żebym znów znalazła się w samym środku akcji.

31 maja 2019

Siostry - Claire Douglas


Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 336
Pierwsze wydanie: 2015
Polska premiera: 2016

Podobno bliźnięta łączy specyficzna więź. Rozumieją się bez słów, potrafią wzajemnie wyczuć swoje emocje i nastrój. Wiedzą, co dzieje się z tą drugą osobą w sytuacjach, w których trudno to logicznie wytłumaczyć. Są ze sobą tak mocno związane, że czasami jedno odczuwa fizyczny ból, gdy drugiemu przydarzy się coś złego. Abi Cavendish do niedawna mogła cieszyć się tak wyjątkową relacją ze swoją bliźniaczką. Lucy była towarzyską, roześmianą dziewczyną zjednującą sobie sympatię wszystkich dokoła. Dopełniała nieco wycofaną Abi, która pewnie czuła się dopiero wtedy, gdy razem z siostrą stawiała czoła codziennym wyzwaniom. Ale półtora roku temu Lucy zginęła w wypadku samochodowym i od tej pory Abi nie umie posklejać swojego życia na nowo. Ma za sobą terapię, bierze leki, dzięki którym jakoś funkcjonuje, jednak tęsknota jest tak wielka, że kobieta wszędzie widzi ukochaną bliźniaczkę. Zdaje jej się, że Lucy mignęła w tłumie na ulicy, w parku lub weszła do sklepu. Wówczas mimowolnie podąża za obcą osobą, mając irracjonalną nadzieję, że oszuka okrutną rzeczywistość. Pewnego razu spotyka kogoś łudząco podobnego do siostry. Kobieta ma na imię Beatrice i chętnie nawiązuje znajomość z Abi. Nowa przyjaciółka wnosi energię w smutną egzystencję bohaterki, ale czy na pewno robi to bezinteresownie? 

24 maja 2019

Days Gone


Producent: SCE Bend Studio
Wydawca: Sony Interactive Entertainment
Data premiery: 26 kwietnia 2019
Czas gry: około 40 godzin
Platforma: PS4

Śledząc portale o grach, kanały w mediach społecznościowych czy blogi z recenzjami, można odnieść wrażenie, że niemal wszyscy fani elektronicznej rozrywki zabrali się za poznawanie Days Gone. Od kilku tygodni głośno jest o nowej premierze na PlayStation 4 skierowanej do graczy zaangażowanych chcących przeżyć niebezpieczne przygody w świecie, w którym niemal wszystko może zamienić się w śmiertelnie groźnego przeciwnika. Wcielając się w postać Deacona St. Johna, byłego członka gangu motocyklowego, mamy szansę zanurzyć się w przerażającej postapokaliptycznej rzeczywistości, by walczyć o przetrwanie, uporać się z tęsknotami za przeszłością i definitywnie zamknąć pewną bolesną sprawę związaną z dawnym życiem.

12 maja 2019

Smętarz dla zwierzaków + seriale: Dom w górach i Kingdom


Reżyseria: Kevin Kolsch, Dennis Widmyer
Scenariusz: Jeff Buhler
Obsada: Jason Clarke, Amy Seimetz, John Lithgow, Jeté Laurence
Premiera w Polsce: 3 maja 2019
 
Wybrałam się na seans z lekką obawą i bez specjalnych oczekiwań. Miałam po prostu nadzieję, że nowa ekranizacja powieści, od której zaczęło się moje zainteresowanie twórczością Kinga, będzie na tyle porządna, że z kina wyjdę w poczuciu dobrze spędzonego czasu. Myślę, że ten cel udało się osiągnąć, ponieważ Smętarz dla zwierzaków obejrzałam z zaciekawieniem, ale z pewnością nie jest to film bez wad. Twórcy zaczerpnęli z książkowego oryginału mnóstwo wątków oraz pomysłów, umieszczając w swojej produkcji wszystkie najważniejsze momenty, jednak nie mogę powiedzieć, żeby to była trafna decyzja. W mojej ocenie film nie powinien bezmyślnie powielać tego, co już zostało zawarte w powieści, ponieważ nie wystarczy sporządzić listę obowiązkowych punktów do pokazania na ekranie, a potem odhaczać kolejne elementy, by całość była dla widza atrakcyjna. Rozumiem, że to indywidualna kwestia, ale zdecydowanie lepiej ogląda mi się produkcje reinterpretujące zamysł pisarza lub pokazujące nowe spojrzenie na pewne tematy ujęte w oryginale, niż kopiujące to, co już znam. Dlatego też odniosłam wrażenie, że reżyserzy nie wykorzystali potencjału medium filmowego.

30 kwietnia 2019

Nawiedzony dom na wzgórzu - Shirley Jackson


Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 306
Pierwsze wydanie: 1959
Polska premiera: 2000

Nie będę owijać w bawełnę i recenzję Nawiedzonego domu na wzgórzu zacznę od stwierdzenia, że bardzo mnie ta powieść rozczarowała. Historie o duchach odwiedzających stare posiadłości oraz upiornych zjawach przepędzających każdego, kto ośmieli się zakłócić ich spokój, należą do moich ulubionych wątków grozy, więc sięgając po książkę Shirley Jackson spodziewałam się sporej dawki emocji. Wprawdzie docierały do mnie opinie, że autorka nie tworzy utworów mrożących krew w żyłach, ale mimo wszystko miałam nadzieję na solidną dawkę niepokoju. Niestety fabuła rozminęła się z moimi oczekiwaniami, chociaż początek zdawał się obiecujący. 

13 kwietnia 2019

Szwedzi. Ciepło na północy



Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 352
Pierwsze wydanie: 2015

Jeszcze kilka lat temu namówienie mnie na przeczytanie reportażu graniczyło z cudem. Uważałam, że to zupełnie nie jest forma dla mnie i uparcie tkwiłam w beletrystyce. Kiedy w końcu przekonałam się do takich publikacji, wybierałam głównie tytuły bardzo poważne, podejmujące trudną tematykę jak na przykład życie w Korei Północnej lub relacja osób bezpośrednio dotkniętych przez czarnobylską tragedię. Brakowało mi nieco lżejszego reportażu, nieobciążanego bagażem ludzkich dramatów i doświadczeń, o których nie mogę zapomnieć przez długi czas. Niedawno rzuciła mi się w oczy książka Szwedzi. Ciepło na północy i pomyślałam, że to może być strzał w dziesiątkę. Okładka kusiła zapowiedzią podróży do kraju powszechnego dobrobytu w celu zanalizowania jego mieszkańców oraz próby określenia jacy są Szwedzi, ale też obalenia stereotypów i zdobycia informacji o tym jak wygląda szwedzka codzienność. Ochoczo zabrałam się za lekturę, ufając, że autorka jako skandynawistka i były konsul RP w Sztokholmie wie, o czym pisze.

1 kwietnia 2019

Co oglądałam, kiedy nie czytałam? Część druga

Przyszedł czas na podzielnie się opinią o kolejnych serialach, które oglądałam w trakcie blogowej przerwy. Jeśli nie orientujecie się, o co chodzi, odsyłam do tego wpisu. Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do lektury moich recenzji i dyskusji w komentarzach :)

21 marca 2019

Ene, due, śmierć - M.J. Arlidge


Wydawnictwo: Czwarta strona
Liczba stron: 440
Pierwsze wydanie: 2014
Polska premiera: 2015


Spotykacie się czasami z sytuacją, że dana opowieść nie wywołuje w was silnych emocji, mimo iż teoretycznie zawiera wszystkie elementy, by mocno zaangażować i nie pozostawić obojętnym? Zastanawiacie się, kombinujecie, analizujecie, ale jakby nie spojrzeć – historia jest dużo mniej ciekawa niż zapowiadało się na początku? Mnie dość często przytrafiają się takie problematyczne książki i bardzo nie lubię tego uczucia, kiedy wiem, że teoretycznie powinnam być zachwycona, a z jakiegoś powodu nie jestem. Niestety Ene, due, śmierć okazała się dla mnie taką niefortunną pozycją, ponieważ byłam mocno zaintrygowana samym zarysem fabuły i pierwszymi rozdziałami, ale z czasem odkryłam, że intryga średnio mnie emocjonuje. Powieść M.J. Arlidge’a to początek cyklu o inspektor Helen Grace – twardej, bezkompromisowej policjantce, błyskawicznie pnącej się po szczeblach kariery. Tym razem kobieta ma do rozwiązania nietuzinkową, makabryczną sprawę, która nie powinna przedostać się do mediów. Na samą myśl, że dziennikarze dowiadują się o bezlitosnym mordercy porywającym ludzi, a następnie prowadzącym z nimi chorą grę, Helen Grace robi się niedobrze. Ale pani inspektor musi przygotować się na najgorsze, ponieważ ma do czynienia z szalonym umysłem planującym zbrodnię w najmniejszych szczegółach.

4 marca 2019

Matki - Pavol Rankov


Wydawnictwo: Książkowe klimaty
Liczba stron: 432
Pierwsze wydanie: 2011
Polska premiera: 2015

O istnieniu wydawnictwa Książkowe klimaty dowiedziałam się z bloga Olgi, która regularnie recenzuje ich publikacje, przypominając, że literatura nie kończy się na utworach anglojęzycznych pisarzy. Gdy zaczęłam zastanawiać się, kiedy czytałam książkę autora pochodzącego z Czech, Grecji czy Turcji, uświadomiłam sobie, że było to tak dawno temu, iż nie jestem w stanie przypomnieć sobie ani jednego nazwiska czy tytułu. Postanowiłam zatem wyjść poza strefę komfortu i wybrałam powieść Pavola Rankova – słowackiego pisarza, zdobywcy między innymi Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus”. Oczywiście książka przeleżała na półce kilka (jeśli nie kilkanaście) miesięcy zanim zabrałam się za czytanie i mogę tylko przyznać, że znów niepotrzebnie tak długo zwlekałam z lekturą. 

18 lutego 2019

Wojna światów - Herbert George Wells


Liczba stron: 218
Wydawnictwo: Vesper
Pierwsze wydanie: 1898
Polska premiera: 1898


Kiedy sięgam po powieść uznawaną za jedną z najbardziej istotnych i wpływowych w historii literatury danego gatunku, odczuwam lekki stres związany zarówno z oczekiwaniami wobec takiej książki, jak i obawą czy dostrzegę elementy, za które dzieło jest cenione. Wojna światów dodatkowo onieśmielała mnie ze względu na fakt, że po raz pierwszy została wydana 121 lat temu, a nieczęsto sięgam po powieści napisane w tak odległych czasach. Niemniej zabrałam się za lekturę z dużym zapałem i zadowoleniem, że nowy rok zaczynam klasyką science fiction. 

2 lutego 2019

Co oglądałam, kiedy nie czytałam? Część pierwsza

Jeśli czytaliście mój wpis podsumowujący miniony rok to pewnie wiecie, że w trakcie przerwy od blogowania, nie czytałam prawie wcale. Ale za to mogę pochwalić się nadrobieniem zaległości filmowych i serialowych, czemu sprzyjała decyzja o wykupieniu abonamentu na Netfliksie. Bardzo długo wzbraniałam się przed tym, sądząc, że nielimitowany dostęp do tylu produkcji pochłonie cały czas wolny i sprawi, że dla seriali zacznę zarywać noce. Jednak ostatecznie uległam pokusie i żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Noce przesypiam spokojnie, kontroluję czas spędzany przed telewizorem, wiec na razie czarne scenariusze się nie sprawdziły :). Nie chcę rozpisywać się na temat zalet posiadania Netfliksa (a tych jest naprawdę sporo), dlatego przejdę od razu do rzeczy, czyli krótkiego przeglądu ostatnio obejrzanych produkcji. Z konieczności ograniczę się tylko do seriali, bo filmów widziałam po prostu zbyt wiele, żeby o wszystkich napisać. 

16 stycznia 2019

Przeklęty prom - Mats Strandberg


Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 481
Pierwsze wydanie: 2015
Polska premiera: 2017

W promocji książek chyba nic nie irytuje mnie tak bardzo jak hasła głoszące, że oto pojawił się autor, cechujący się tak wielkim talentem, że nie tylko dorównuje mistrzom gatunku, ale wręcz przewyższa ich w każdym aspekcie. Oczywiście jest szansa, że czytelnik naprawdę trzyma w rękach literacką perełkę, a pisarz zasługuje na to, by obsypać go wszelkimi możliwymi nagrodami, ale uważam, że w takim przypadku dzieło obroni się samo i nie potrzeba mu tandetnych tekstów drukowanych na okładce. Umówmy się jednak, że takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko i w większości przypadków szumnie promowane powieści autorstwa drugiego Martina, polskiej Rowling czy współczesnej Christie, nie przypominają dzieł, do których tak chętnie są przez wydawców porównywane. Tak też jest w przypadku Matsa Strandberga, okrzykniętego na okładce Przeklętego promu szwedzkim Stephenem Kingiem. Otóż nie, Strandberg to nie King choćby nie wiem jak bardzo wydawnictwo starało się zaklinać rzeczywistość.

2 stycznia 2019

Postanowienia czytelnicze i nie tylko na 2019 rok

Przyszła pora na coroczny wpis podsumowujący minione 12 miesięcy mojej aktywności na blogu oraz zawierający listę planów i celów, jakie stawiam sobie w najbliższej przyszłości. Nie da się ukryć, że z roku na rok to moje podsumowanie jest coraz krótsze, a do wszelkich postanowień podchodzę z dużą rezerwą. W 2018 na przemian pojawiałam się i znikałam z blogosfery, walcząc ze swoim niezorganizowaniem oraz piętrzącymi się obowiązkami, więc nie będę chwalić się jak mało książek przeczytałam i jak niewiele recenzji napisałam. Nie obiecuję, że będę publikować systematycznie, nie narzucam sobie żadnych limitów, po prostu chcę wciąż tu zaglądać, żeby dyskutować o książkach, serialach i innych wytworach popkultury. Bardzo cieszę się, że wciąż jesteście ze mną i pamiętacie o blogu pomimo tego, że nowe wpisy pojawiają się rzadko. Dziękuję!


Rok 2018 był dla mnie przełomowy z wielu powodów, ale na szczęście większość zmian to zmiany pozytywne. W kwietniu dostałam stałą pracę w zawodzie, od sierpnia jestem szczęśliwą mężatką, na zdrowie nie narzekam, mam wokół siebie bliskie osoby, więc naprawdę jest dobrze :). Jedyne, czego nie udało mi zrealizować to obrona doktoratu, ale w ciągu najbliższych miesięcy muszę spiąć się i skończyć pisanie, bo od tego zależy moja zawodowa przyszłość. Trzymajcie kciuki, żeby udało się to ogarnąć, bo prokastynacja to moje drugie imię i jestem mistrzynią w zajmowaniu się wszystkim oprócz tego, co najistotniejsze. Mam nadzieję, że i dla Was miniony rok był łaskawy, samych pomyślności na nachodzące 12 miesięcy!