Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clement Jennifer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clement Jennifer. Pokaż wszystkie posty

26 maja 2015

Modlitwa o lepsze dni - Jennifer Clement


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 320
Rok pierwszego wydania: 2014
Rok polskiej premiery: 2014

Kilka lat temu w blogosferze głośno było o Jennifer Clement za sprawą jej powieści Trucizną mnie uwodzisz, opowiadającej historię zakazanej miłości rozgrywającej się w egzotycznej, fascynującej, ale też niebezpiecznej stolicy Meksyku. Z dużymi oczekiwaniami sięgnęłam po wspomnianą książkę i choć spodobał mi się styl pisania Clement, to sama historia nie wywołała spodziewanego wrażenia, a niedostępność innych jej dzieł na naszym rynku, spowodowała, że wkrótce zapomniałam o autorce. Niedawno jednak jej nazwisko po raz kolejny zaczęło pojawiać się w blogowych wpisach, a ja poczułam chęć ponownego spotkania z twórczością Clement. Tym razem pisarka stworzyła opowieść inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, stanowiącymi codzienność wielu meksykańskich, ubogich kobiet żyjących w stanie Guerrero. Miejsce to (jak prawdopodobnie cały Meksyk) znajduje się pod całkowitą kontrolą karteli narkotykowych. Mafijni bossowie są niebywale zuchwali i okrutni, gdyż doskonale wiedzą, że mogą zrobić cokolwiek z ludźmi mieszkającymi na ich terenie i nie spotka ich za to żadna kara. Codziennością Meksykanek z Guerrero jest więc strach przed porwaniami, gwałtami i rabunkami oraz walka o zdobycie pieniędzy pozwalających wieść skromne życie.

Bohaterką powieści autorka uczyniła młodą dziewczynę o imieniu Ladydi, która wraz z matką mieszka w niewielkiej wiosce oddalonej od Acapulco o godzinę jazdy samochodem. Jej ojciec opuścił rodzinę dawno temu i podobnie jak wszyscy inni mężczyźni z wioski, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i wkrótce zapomniał o swoich bliskich. Ladydi musi nosić chłopięce ubrania, brudzić twarz i oszpecać ciało, a w razie zagrożenia wskakiwać do dziury wykopanej w ziemi, by ustrzec się przed porwaniami, mającymi miejsce tak często, że nikt już się nie dziwi, gdy pewnego ranka okazuje się, że zniknęła kolejna młoda, ładna dziewczyna. Takie jest właśnie życie w Guerrero. Palące słońce, jadowite skorpiony i pająki, wszędobylskie insekty oraz częste odgłosy nadjeżdżających luksusowych samochodów z przyciemnianymi szybami, wiozących potężnych narkotykowych bossów, wyznaczają rytm dnia. W postaci Ladydi pisarka zamknęła głosy setek kobiet, z którymi przez dziesięć lat przeprowadzała rozmowy, obnażając tragiczne oblicze ich codzienności oraz brak perspektyw na lepsze życie.

Modlitwa o lepsze dni składa się z trzech części, z których każda zawiera jakieś przełomowe dla bohaterki wydarzenie. Pierwsza część w wielu miejscach przypominała mi reportaż. Wpływ na to odczucie z pewnością miała pierwszoosobowa narracja, ale czytając kilkadziesiąt pierwszych stron miałam wrażenie, że Ladydi siedzi obok mnie i spokojnym, niezdradzającym emocji głosem opowiada o wszystkich zdarzeniach, które dla mnie są makabryczne i szokujące, ale dla wielu Meksykanek stanowią kolejny element ich niełatwej egzystencji. Historia wyłaniająca się z tej relacji jest po prostu wstrząsająca, nawet jeśli nie wszystko w rzeczywistości odbywa się tak, jak zostało to przedstawione. Nie mam wątpliwości, że w niektórych rejonach Meksyku dziewczynki muszą udawać chłopców, a kobiety walczyć o przetrwanie, wiedząc, że są zdane jedynie na siebie. W tym świecie policja nie przyjdzie z pomocą zwykłym ludziom, a lekarze czy nauczyciele nie odważą się przybyć na tereny znajdujące się pod wpływem karteli. Jestem zaskoczona, ale te skojarzenia z reportażem uznaję za plus powieści. Jennifer Clement rozbudziła we mnie chęć sięgnięcia po publikacje z zakresu literatury faktu, zwłaszcza te traktujące o meksykańskich realiach. Jeśli znacie jakiś dobry tytuł, nie wahajcie się polecić mi go w komentarzach.

Kolejne dwie części książki znacznie bardziej przypominają fikcyjną historię, ponieważ gdzieś zatraca się to poczucie, że narratorka znajduje się na wyciągnięcie ręki czytelnika. Mimo tego dalej z zaciekawieniem czytałam o Ladydi, poznając jej skomplikowaną relację z matką czy najbliższymi koleżankami, a także dowiadując się jak smakuje gorycz spowodowana porzuceniem przez ukochanego. Myślę, że warto w tym miejscu wspomnieć, że choć losy bohaterów są nierozerwalnie związane z meksykańską rzeczywistością, to autorka koncentruje się również na uniwersalnych tematach takich jak miłość, zdrada, poczucie bliskości, samotność czy nieuchronność pewnych wydarzeń. Przez całą fabułę przewija się też wątek mafijnych porachunków, ale to nie jest powieść o gangsterach. Clement nie próbuje wniknąć w świat zbrodniarzy czy opisać hierarchię rządzącą kartelami, bo w kręgu jej zainteresowań znajdują się zwykli ludzie zmuszeni żyć w ciągłym zagrożeniu ze strony przestępców, którzy w każdej chwili mogą wejść do czyjegoś domu i bezkarnie dokonać krwawej masakry.

Powieść Jennifer Clement wyróżnia się pozytywnie także pod względem stylu. Pisarka potrafi czarować poetyckimi zdaniami, niemającymi jednak najmniejszego rysu zadęcia czy przeintelektualizowania. Autorka nie stosuje kwiecistych metafor ani wydumanych porównań, co mnie akurat bardzo odpowiada. Niemal każde napisane przez nią zdanie zawiera tę nutę poetyckości, a jednocześnie jest niezwykle trafne i pokazuje odmienne spojrzenie na codzienne, zwykłe sprawy. Clement pisze tak, że nagle okazuje się, iż każdy detal i każda obserwacja mają znaczenie, bo w jej powieści nie ma zbędnych słów. Autorka jest oszczędna, ale dosadna w wymowie, przez co pomimo braku pędzącej akcji, ani przez chwilę nie nudziłam się w trakcie lektury, z uwagą śledząc relację młodziutkiej Ladydi. Cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać tę książkę i polecam ją wszystkim chcącym dowiedzieć się jak wygląda życie ubogich meksykańskich kobiet; przekonać się, że bez względu na miejsce zamieszkania wszyscy pragniemy bezpieczeństwa i miłości, a także poznać wyjątkowy talent pisarski Jennifer Clement. 

Ocena : 5 / 6

Inne powieści Jennifer Clement:

Prawdziwa historia oparta na kłamstwach 

Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.


http://muza.com.pl/literatura-faktu-i-reportaz/1810-modlitwa-o-lepsze-dni-9788377587799.html?dosiakksiazkowo

19 grudnia 2012

Trucizną mnie uwodzisz - Jennifer Clement


Wydawnictwo: Mała Kurka
Liczba stron: 208

Matka Emily Neal pewnego dnia wyszła na targ i już nigdy nie wróciła do domu. Przez całe dzieciństwo bohaterka zastanawiała się czy jej matkę spotkało coś złego, czy po prostu porzuciła córkę. Teraz Emily poświęca się głównie studiom i pracy w sierocińcu założonym przez jej przodków. Mieszka z ojcem na przedmieściach Mexico City, często rozmawia z prowadzącą sierociniec siostrą Agatą, a w wolnym czasie wyszukuje i zachowuje artykuły o zbrodniarkach. Wycina z gazet nawet najmniejszą wzmiankę o kobietach, które odebrały komuś życie, powiększając w ten sposób swoją nieco makabryczną kolekcję. Pewnego dnia w domu Emily pojawia się kuzyn Santiago, którego rodzice nie utrzymywali kontaktów z resztą rodziną. Gdy między nim a Emily rodzi się zakazana więź, na jaw wychodzi skrywany przez lata sekret.

Powieść Jennifer Clement skusiła mnie wieloma pozytywnymi recenzjami, piękną okładką i egzotycznym miejscem akcji. Nie mogę stwierdzić, że zawiodłam się na tej historii, ale przyznam, że nie odnalazłam w niej nic aż tak wyjątkowego. Spodziewałam się naprawdę niebanalnej i zapadającej w pamięć powieści, a otrzymałam kolejną historię miłosną, tyle, że rozgrywającą się w innej niż zazwyczaj scenerii. Trucizną mnie uwodzisz wyróżnia się spośród innych książek subtelnym językiem. Zostałam wciągnięta w ten egzotyczny i trochę oniryczny klimat, w którym palące słońce Mexico City pozostawia ślad w kwiatach bugenwilli, a ulicami jeżdżą obwoźni sprzedawcy chleba czy owoców. Czasami dobrze jest zrobić sobie przerwę od „zwyczajnych” powieści obyczajowych i sięgnąć po taką, która charakteryzuje się pięknym językiem. Nie żałuję czasu poświęconego na lekturę, ale niestety nie wszystkie motywy chwyciły mnie za serce z taką samą intensywnością.

Za największą wadę recenzowanej powieści uważam dziwny i mało wiarygodny związek Emily i Santiago. Tak naprawdę to nie wiadomo czy ich nienaturalna relacja narodziła się z wzajemnej fascynacji czy jedynie świadomości, że robią coś zakazanego i społecznie nieakceptowalnego. Nie odnalazłam w ich zachowaniu i w ich słowach oddania charakterystycznego dla zakochanych. Miałam natomiast wrażenie, że oboje nie traktują tego uczucia poważnie. Santiago został sportretowany jako młody i zdolny architekt, który dzieciństwo spędził na odludnej farmie, a po śmierci rodziców przyjechał do miasta, by znaleźć pracę i przy okazji poznać krewnych. Mężczyzna często stroi sobie z Emily żarty, umyślnie wywołując łzy i poczucie krzywdy. Nie wiadomo, co bohaterowie myślą o sobie nawzajem. Emily od wczesnego dzieciństwa nosi w sobie ogromny ból spowodowany zniknięciem matki, jej powiernicą i pocieszycielką była dotąd siostra Agata, ale w pewnej kwestii i ona zawiodła bohaterkę.

Jennifer Clement w ciekawy sposób wprowadziła do historii wątek kryminalny. Na zakończenie każdego rozdziału dodała krótką notkę poświęconą wybranej morderczyni i jej ofiarom. W książce znajdują się wzmianki o Mary Ann Cotton, Verze Renci, Marybeth Tinning i innych kobietach, które za pomocą trucizny pozbawiły życia wiele osób. Takie artykuły połączone z dość dziwną i niejasną relacją między bohaterami stworzyły atmosferę niepokoju i wyczekiwania na dalszy rozwój wypadków. Interesujący okazał się również wątek sierot, którymi od lat opiekuje się rodzina Neal. Z książki przebija smutek i zrezygnowanie dzieci trafiających pod opiekę obcych ludzi i mających świadomości, że są na świecie same. Wiele z nich ma za sobą traumatyczne przeżycia, wspomnienia budzące koszmary i nawyki obrazujące ile cierpienia doświadczyły. Liczyłam na to, że powieść Jennifer Clement wywrze na mnie większe wrażenie, ale mimo tego zachęcam do lektury, ponieważ pod paroma względami Trucizną mnie uwodzisz wyróżnia się na tle innych książek o podobnej tematyce. 

Ocena: 4,5 / 6

Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa Mała Kurka. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania Trójka e-pik