Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 352
W ostatnim czasie
polski rynek wydawniczy zalewają przeróżne serie, trylogie i pojedyncze
książki, wpisujące się w paradygmat literatury antyutopijnej lub dystopijnej.
Wśród tej mnogości trudno orzec, które utwory są jedynie reakcją na aktualną
modę czytelniczą, a które pozostaną znane na dłużej lub nawet wpiszą się do
literackiego kanonu. Nie mam pojęcia czy pierwsza część trylogii Ocaleni należy do którejś z wymienionych
grup, ale z pewnością to kolejna intrygująco-przerażająca wizja naszej
przyszłości.
Szesnastoletnia Miranda
Evans żyje tym, czym przeciętna amerykańska nastolatka. Dziewczyna zastanawia się,
z kim pójdzie na szkolny bal, jakie oceny będzie miała na koniec roku i czy ma
szansę na odniesienie sukcesu w jeździe figurowej na łyżwach. Mieszka w niewielkim
miasteczku w Pensylwanii z matką i braćmi. W połowie maja świat obiega
informacja, że za kilka dni asteroida uderzy w księżyc, co będzie doskonale
widoczne z Ziemi. Naukowcy nie przewidują niepokojących konsekwencji tego
zdarzenia, ich zdaniem to po prostu bardzo rzadkie widowisko. Określonego
wieczoru ludzie wychodzą na ulice, by zobaczyć zderzenie, rozmawiają, grillują,
śmieją się. Wszystko zmienia się w ciągu kilku sekund. Uderzenie asteroidy było
tak silne, że księżyc został wytrącony z orbity i znalazł się bardzo blisko
Ziemi. Miranda i jej bliscy jeszcze nie wiedzą, że to początek katastrofalnych
zdarzeń, zmian klimatycznych i ogólnospołecznej paniki. Dla całej ludzkości
nadchodzi najcięższy okres w historii.
Powieść składa się z
wpisów do pamiętnika Mirandy, więc akcja ogranicza się właściwie tylko do wydarzeń,
dotyczących rodziny Evans. Plusem koncentracji na grupce bohaterów jest to, że
czytelnik zyskuje wgląd w ich sytuacje i może obserwować jak stopniowo ulega
ona zmianie. W Stanach szaleją powodzie i gwałtowne burze, nie działają
telefony, zaczynają się przerwy w dostawie energii elektrycznej. Świat zmienia
się z godziny na godzinę, a razem z nim życie wszystkich ludzi. Śledzenie
zapisków głównej bohaterki uświadamia, jak drastyczne są to zmiany. Coś, co
jeszcze wczoraj było normalne i zwyczajne, dzisiaj urasta do rangi luksusu.
Podobało mi się to, że w powieści nie ma przesadnego dramatyzmu i nagromadzenia
nieszczęść, spotykających bohaterów. Jest im bardzo ciężko, przyszłość rysuje
się w ciemnych barwach, ale to nie znaczy, że opowieść o nich zmienia się w
kiczowatą sensacyjkę. Wszystko, co spotyka Mirandę i jej bliskich wydaje się
realne i dzięki temu napawa strachem i wzbudza napięcie. Z niepokojem czytałam
o problemach z brakiem prądu, o zmieniającym się klimacie i niedoborach wody.
Czułam się jakbym miała dostęp do zaginionego dziennika z przeszłości, w którym
opisano zmagania rodziny, walczącej o przetrwanie w zupełnie nowej,
ekstremalnie nieprzyjaznej rzeczywistości. Możliwe, że o takie wrażenie
chodziło autorce, bo Miranda w kilku miejscach podkreśla, że chciałaby, żeby
jej dziennik przetrwał i dał świadectwo o życiu w tych trudnych czasach. Moim
zdaniem to dodatkowo potęguje realizm fabuły i sprawia, że czytelnik ma szansę
na emocjonalnie zaangażowanie i zżycie się z postaciami. Jednak ograniczenie
wydarzeń to tych, związanych bezpośrednio z Evansami ma też minus w postaci
ignorancji tego, co dzieje się poza Stanami Zjednoczonymi. Pojawia się
informacja o zalaniu Australii i Holandii, czasami któryś z bohaterów zaczyna
zastanawiać się, jakie są realia w innych zakątkach globu, ale moim zdaniem, to
trochę za mało.
Nie mogę stwierdzić, że
Susan Beth Pfeffer wykreowała wspaniałe portrety psychologiczne bohaterów, ale
nie są to też papierowe postaci. Oczywiście najwięcej miejsca poświęciła
Mirandzie, która przeszła wartą podziwu metamorfozę. Ze zwyczajnej, nieco
rozkapryszonej nastolatki stała się odpowiedzialną i godną zaufania córką i
siostrą. Przemiana nie dokonała się w ciągu jednego dnia, dziewczyna dojrzewała
wraz z piętrzącymi się problemami i brakiem widoków na przyszłość. Matka
Mirandy oraz jej starszy brat Matt odznaczają się dużym rozsądkiem i
zapobiegliwością. Dzięki ich staraniom i ciężkiej pracy rodzina nadal
funkcjonuje i stara się zachować przynajmniej pozory normalności. O młodszym
bracie bohaterki – Jonnym, niewiele wiadomo. Chłopak jest raczej bezbarwną
postacią, która pojawiła się w książce chyba tylko po to, żeby reszta Evansów
miała się o kogo martwić. Miranda i jej bliscy w kryzysowym momencie zdają
sobie sprawę, że mogą przetrwać pod warunkiem, że będą sobie pomagać i wspierać
się w każdym momencie. Bardzo szlachetne założenie, ale czasami miałam
wrażenie, że ich relacje układają się zbyt doskonale jak na takie przeżycia.
Owszem, bohaterowie czasami się kłócą lub nie rozmawiają ze sobą przez kilka
dni, ale dziwię się, że nie dochodzi do poważniejszych konfliktów, gdy brakuje
jedzenia, ciepła, wody, po prostu normalności. Podobnie rzecz ma się z innymi
mieszkańcami miasteczka. Każdy stara się przetrwać na własny rachunek, ale w
zdumienie wprowadziły mnie spokój i ogłada ludzi, którzy teoretycznie są
zdesperowani i gotowi zrobić wszystko, byle tylko przeżyć jeszcze jeden dzień.
Zgodnie z moimi przewidywaniami
powieść została napisana prostym językiem, który na pewno trafi do każdego
odbiorcy. W końcu to pamiętnik, prowadzony głównie po to, żeby utrwalić
wydarzenia i spróbować zapanować nad emocjami, więc nie oczekiwałam
rozbudowanych opisów i kwiecistych dialogów. Mimo tego, czasami można wyłowić
zdanie, które wgniata w fotel i poprzez swoją prostotę przekazuje tak wiele. Na
początku nie brak komizmu językowego i sytuacyjnego, który wraz z rozwojem
fabuły ustępuje miejsca czarnemu humorowi, a później w ogóle zanika. Życie, które znaliśmy czytałam z dużym
zainteresowaniem, zastanawiając się czy bohaterowie przeżyją, a jeżeli tak, to
jak będzie wyglądała ich egzystencja w świecie tak odmiennym od tego sprzed
zderzenia. Ostatnie strony trudno nazwać zakończeniem, w pewnym momencie
opowieść urywa się i można jedynie snuć własne domysły o losach bohaterów.
Recenzowana książka jest pierwszą częścią trylogii, mam więc nadzieję, że
wydawnictwo zdecyduje się na opublikowanie kolejnych tomów. Dzieło Susan Beth
Pfeffer nie obfituje w dynamiczną akcję, ale intryguje i skłania do
zastanowienia się jak wyglądałoby moje życie w takich okolicznościach.
Ocena: 4,5 / 6
Egzemplarz
recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater oraz wydawnictwa
Jaguar.

