2 lutego 2019

Co oglądałam, kiedy nie czytałam? Część pierwsza

Jeśli czytaliście mój wpis podsumowujący miniony rok to pewnie wiecie, że w trakcie przerwy od blogowania, nie czytałam prawie wcale. Ale za to mogę pochwalić się nadrobieniem zaległości filmowych i serialowych, czemu sprzyjała decyzja o wykupieniu abonamentu na Netfliksie. Bardzo długo wzbraniałam się przed tym, sądząc, że nielimitowany dostęp do tylu produkcji pochłonie cały czas wolny i sprawi, że dla seriali zacznę zarywać noce. Jednak ostatecznie uległam pokusie i żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Noce przesypiam spokojnie, kontroluję czas spędzany przed telewizorem, wiec na razie czarne scenariusze się nie sprawdziły :). Nie chcę rozpisywać się na temat zalet posiadania Netfliksa (a tych jest naprawdę sporo), dlatego przejdę od razu do rzeczy, czyli krótkiego przeglądu ostatnio obejrzanych produkcji. Z konieczności ograniczę się tylko do seriali, bo filmów widziałam po prostu zbyt wiele, żeby o wszystkich napisać. 

Dynastia (Dynasty) - sezon 1


Liczba sezonów: 2
Lata emisji: 2017-
Obsada: Elizabeth Gillies, Nathalie Kelly, Grant Show, 
Rafael de la Fuente, Nicollette Sheridan

Nie oglądałam oryginalnej Dynastii i nie miałam w planach śledzenia jej rebootu, wychodząc z założenia, że to po prostu głupawy serial, któremu nie warto poświęcać czasu. Mój mąż w zasadzie uważał tak samo, ale był ciekaw jak w jednej z głównych ról poradziła sobie Elizabeth Gillies, znana dotychczas z młodzieżowego serialu Victoria znaczy zwycięstwo oraz Sex&Drugs&Rock&Roll – szalonej produkcji o podstarzałych rockmanach usiłujących reaktywować muzyczną karierę. W związku z tym pewnego wieczoru włączyliśmy Dynastię, dając kredyt zaufania na jeden, góra dwa odcinki i cóż… przepadliśmy. Nowa wersja kultowej telenoweli okazała się bowiem niesamowicie zabawną, absolutnie przesadzoną i bardzo relaksującą historią. Jeśli szukacie czegoś, co pozwoli zapomnieć o trudnym dniu lub na chwilę oderwać się od obowiązków, a jednocześnie jesteście gotowi przymknąć oko na nagromadzenie niewiarygodnych wątków, będzie to strzał w dziesiątkę.

Szczęśliwa rodzina? Tylko jeśli dziennikarze patrzą.

W tej wersji główną bohaterką jest Fallon Carrington – kobieta inteligentna, piękna i gotowa rozwijać karierę wśród największych rekinów biznesu. W dniu, w którym Fallon spodziewa się przejąć firmę od ojca, okazuje się, że Blake wcale nie zamierza usunąć się w cień, przekazując rodzinne imperium w ręce dzieci. Co gorsza, mężczyzna przedstawia bliskim swoją przyszłą żonę Cristal, która nie tylko lada chwila wprowadzi się do rezydencji, ale też obejmie kierownicze stanowisko w Carrington Atlantic.
Carringtonowie w pełnej krasie.
Zszokowana Fallon postanawia walczyć, knując spiski, zawiązując intrygi i prześwietlając przeszłość tajemniczej Cristal. Ta krótka charakterystyka w żadnej mierze nie oddaje bogactwa wątków podjętych przez twórców serialu. Mam wrażenie, że w tej historii dzieje się dosłownie wszystko – niespodziewanie zawierane małżeństwa, morderstwa, porwania, huczne przyjęcia, nagłe zgony, zdrady i jak przystało na rasową telenowelę, wszelkiej maści intrygi. Carringtonowie kochają i nienawidzą z taką samą pasją, przedkładając firmę oraz sprawy finansowe nad dobro poszczególnych członków rodziny. Dbanie o własne interesy, odrzucanie sentymentów i współczucia dla innych mają zresztą we krwi.

Jak już wspomniałam Dynastia to produkcja komediowa i absolutnie nie należy brać jej na poważnie. Nie mam porównania z oryginałem, ale z tego, co przeczytałam reboot jest znacznie bardziej różnorodny i oczywiście uwspółcześniony, dzięki czemu ogląda się go naprawdę dobrze. Moim zdaniem największą gwiazdą tej produkcji jest Elizabeth Gillies, która idealnie odgrywa rolę inteligentnej, wyrachowanej i rozkapryszonej młodej kobiety. Co ciekawe Fallon zyskuje z każdym odcinkiem, ponieważ jako bohaterka ewoluuje, pokazując też tę drugą, znacznie bardziej pozytywną twarz.
Fallon cyniczna jak zawsze.
Z czasem okazuje się bowiem, że nawet ona potrafi okazać współczucie czy troskę, chociaż jej wypowiedzi niemal zawsze okraszone są jakąś ciętą ripostą. Inni bohaterowie wypadają raczej blado na tle Fallon, zwłaszcza postaci męskie nie zapadają w pamięć, przez co mam wrażenie, że nowa Dynastia to serial głównie o kobietach – pięknych, władczych oraz zdeterminowanych, by osiągnąć założony cel. Myślę, że oceniłabym tę produkcję wyżej, ale pod koniec sezonu wprowadzono dziwaczne rozwiązania pewnych wątków. Przede wszystkim pojawiła się Alexis, której charakterystyka jest rozczarowująco jednowymiarowa. Wyobrażałam sobie, że matka Fallon jest znacznie bardziej zadziorna, sprytna , a przy tym czarująca. Niestety okazało się, że Alexis to zwyczajna manipulantka i oszustka. Mam wrażenie, że scenarzystom zabrakło pomysłu na tę bohaterkę, jakby wszystko co najciekawsze wykorzystali do kreacji postaci Fallon. Bardzo nie spodobało mi się także uśmiercenie [SPOILER]Cristal w ostatnim odcinku, ponieważ ona w ciekawy sposób równoważyła temperament Carringtonów. Stanowiła też główną oś konfliktu i trudno mi sobie wyobrazić, żeby obecna w drugim sezonie [SPOILER]„nowa Cristal” mogła być równie interesująca. Podsumowując, Dynastię polecam jako czasoumilacz, który najlepiej sprawdza się, gdy oglądamy kilka odcinków z rzędu. 

 
Ocena: 7.5 /10 

The Rain (Regnen) - sezon 1


Liczba sezonów: 1 (drugi w produkcji)
Lata emisji: 2018-
Obsada: Alba August, Lucas Lynggaard Tønnesen,
Angela Bundalovic, Mikkel Boe Følsgaard

Tematyka postapokaliptyczna już od jakiegoś czasu przyciąga moją uwagę. Na netfliksowej liście seriali do obejrzenia mam niemal wszystkie, które opowiadają o mniej lub bardziej spektakularnym upadku naszej cywilizacji i bohaterach próbujących odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Na pierwszy ogień wybrałam The Rain, mając nadzieję, że będzie to tytuł w jakimś stopniu przypominający moje ukochane The Walking Dead. Zaciekawiło mnie także umiejscowienie akcji w Danii, ponieważ, wstyd przyznać, ale do tej pory chyba nie widziałam żadnego duńskiego serialu. Historia rozpoczyna się mocnym akcentem – media obiega informacja o dziwnym zachowaniu mieszkańców jednego z większych miast. Bez wyraźnej przyczyny ludzie znajdujący się na ulicach nagle dostają drgawek i krwotoków, co sprawia, że w ciągu paru minut konają w męczarniach. Chaos, dezorientacja i panika nie pozwalają na podejmowanie logicznych działań, ale pewien mężczyzna zdaje sobie sprawę, że jedyną szansą na przeżycie jest znalezienie się w schronie. Wraz z rodziną dociera do nowoczesnego bunkra, ale w wyniku dość przewidywalnego rozwoju zdarzeń, wkrótce dzieci zostają zupełnie same. Od tej pory nastoletnia Simone i jej brat Rasmus zdani są wyłącznie na własne siły.

Kiedy w postapokaliptycznym świecie spotykasz sielską osadę, wiedz, że coś jest nie w porządku.

Opisane powyżej wydarzenia stanowią tylko punkt wyjścia do opowieści, ponieważ właściwa akcja rozgrywa się pięć lat później, kiedy Simone i Rasmus decydują się opuścić bezpieczne schronienie. Świat jaki znali już nie istnieje, nie ma łączności, służb pilnujących porządku, a na dodatek zagrożenie wciąż nie zostało wyeliminowane. Za śmierć tysięcy ludzi odpowiedzialny jest tytułowy deszcz, przynoszący tajemniczą, przerażającą chorobę, na którą nie znaleziono lekarstwa. The Rain jest serialem dla młodzieży, co niesie ze sobą pewne ograniczenia.
Wszystko sprowadza się do tego hasła.
Przede wszystkim bohaterowie są jeszcze niedojrzali i nieukształtowani, więc często postępują w sposób niezrozumiały czy dziwny. Z jednej strony muszą zmierzyć się z zupełnie nową rzeczywistością, wymuszającą przystosowanie do trudnych warunków oraz walkę o przetrwanie, a z drugiej, nękają ich dylematy typowe dla postaci wkraczających w dorosłość. Pierwsze miłości, rozczarowania, konflikty, chęć zbuntowania się i podążenia własną ścieżką, ścierają się z koniecznością działania w grupie oraz racjonalnego postępowania w obliczu ciągłego zagrożenia. Niestety nie wszystkie rozwiązania fabularne można tłumaczyć młodzieńczą niefrasobliwością bohaterów. W niektórych momentach serial zaskakuje brakiem logiki lub zbyt daleko idącymi uproszczeniami, dlatego pewne wątki są przewidywalne i irytujące.

Mam wrażenie, że The Rain jest raczej niskobudżetową produkcją, więc widzowie nastawieni na rozmach, mogą się rozczarować. To kameralna opowieść o nastolatkach usiłujących radzić sobie w nieprzyjaznym świecie, a przy okazji znaleźć odpowiedź na pytania o sens takiej egzystencji. Akcja rozwija się powoli, twórcy raczej nie starają się widza szokować makabrycznymi scenami, chociaż wpletli do fabuły parę mocniejszych fragmentów. Serial z pewnością nie należy do czołówki najlepszych, ale warto poświęcić mu uwagę, chociażby po to, by dostrzec czym różni się od innych produkcji przedstawiających postapokaliptyczne wizje świata. W The Rain pojawia się kilka obowiązkowych dla gatunku motywów, ale są one zrealizowane w odmienny sposób niż w popularnych amerykańskich serialach, co uważam za zdecydowany plus. Minusem są dość częste dłużyzny i przeciętna gra aktorska, ponieważ z wyjątkiem odtwórczyni głównej roli (Alba August), nikt nie zapada w pamięć. W pierwszym sezonie nie rozwiązano zagadki, nie wytłumaczono skąd wzięło się skażenie deszczu, ale nakreślono obraz całej sytuacji i liczę, że więcej szczegółów twórcy zdradzą w kontynuacji planowanej na ten rok. 


Ocena: 6 / 10 

Zagubieni w kosmosie (Lost in Space) - sezon 1


Liczba sezonów: 1 (drugi w produkcji)
Lata emisji: 2018-
Obsada: Molly Parker, Toby Stephens, Mina Sundwall, 
Taylor Russell, Max Jenkins

Serial zdecydowałam się obejrzeć pod wpływem impulsu i muszę przyznać, że dawno żaden tytuł mnie tak nie zaangażował. Pięcioosobowa rodzina Robinsonów wyruszyła w kosmiczną podróż, której celem jest dotarcie na inną planetę i zasiedlenie jej. Dzięki rozwojowi techniki ludzkość otrzymała drugą szansę, czyli możliwość opuszczenia umierającej, nękanej kolejnymi katastrofami Ziemi i założenia kolonii, będącej nowym początkiem dla naszego gatunku. Wyselekcjonowana grupa dostała bilet w jedną stronę i obietnicę dotarcia do nowego, rajskiego świata, ale oczywiście nie wszystko poszło zgodnie z planem. Katastrofa statku sprawiła, że Robinsonowie rozbili się na zupełnie obcej, niegościnnej planecie. Nie mają łączności z bazą, nie wiedzą, gdzie wylądowali i jak mogą naprawić statek, a co najgorsze nieustannie walczą z kolejnymi zagrożeniami, stawiającymi pod znakiem zapytania całą misję. Czy to możliwe, że bohaterowie już nigdy nie opuszczą krainy pełnej niebezpiecznych stworów, dziwnej roślinności i niewytłumaczalnych zjawisk atmosferycznych?

Żeby przetrwać na obcej planecie potrzeba siły, inteligencji, sprytu i... wsparcia rodziny :)

Zagubieni w kosmosie z 2018 roku to kolejna wersja serialu o tym samym tytule, który emitowany był w latach 1965-1968. Oczywiście nie znam pierwowzoru, ale nową opowieść polecam każdemu fanowi opowieści science fiction. W tej historii znajdziecie mnóstwo odwołań do technik przyszłości, pomysłów na to jak nasz świat mógłby kiedyś funkcjonować oraz pseudo naukowych rozwiązań pomagających bohaterom wyjść cało z każdej opresji. Serial ma raczej familijny charakter, co może być dla niektórych widzów wadą, ale uważam, że naprawdę warto dać mu szansę.
Robot najlepszym przyjacielem człowieka?
Twórcy nie moralizują na siłę i nie pouczają, ale zgrabnie wplatają motyw przewodni jakim jest siła rodziny. Robinsonowie poradzą sobie z każdym kłopotem, o ile będą trzymać się razem, a to nie jest łatwe, kiedy małżonkowie przeżywają kryzys, a dzieci dostrzegają, że rodzice nie są doskonali i nieomylni. Sukces produkcji wynika także z ciekawie poprowadzonej intrygi, ponieważ odbiorca do samego końca nie dowiaduje się o wielu istotnych kwestiach. Natomiast z odcinka na odcinek lepiej poznaje postaci, wskutek czego zaczyna zżywać się z nimi oraz przejmować ich losem.

Na pochwałę zasługuje zarówno charakterystyka poszczególnych postaci, jak i dobór aktorów. Początkowo może się wydawać, że bohaterowie wpisują się w pewne stereotypy, np. żołnierza rozwiązującego problemy za pomocą siły fizycznej czy nastolatki chcącej wykazać się takim samym perfekcjonizmem jak matka, ale z czasem protagoniści stają się coraz bardziej złożeni, wielowymiarowi, a przez to ciekawi. Nie brakuje też tajemniczego robota nawiązującego więź z małym chłopcem oraz czarnego charakteru kierującego się swoimi motywacjami. Serial obfituje też w zabawne dialogi i sceny równoważące bardziej poważne czy nawet dramatyczne fragmenty, bo jak już wspomniałam, obca planeta nie jest bezpiecznym miejscem. Jeśli jeszcze nie znacie Zagubionych w kosmosie to szczerze polecam. Sama niecierpliwie czekam na kolejny sezon.


Ocena: 8 / 10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza