Mam słabość do historii, w których bohaterowie wpadają w pętlę czasu, przeżywając jakieś wydarzenia ciągle od nowa. Bardzo lubię czytać o alternatywnych wersjach zdarzeń i obserwować co dzieje się, kiedy postaci wielokrotnie odgrywają ten sam dzień, sprawdzają na ile mogą sobie pozwolić, dowiadując się jakie konsekwencje niesie ich zachowanie. Czasami drobna zmiana taka jak miłe słowo czy bezinteresowny gest są w stanie wpłynąć na czyjeś losy, a czasami potrzeba prawdziwej rewolucji, by odwrócić bieg wydarzeń. W momencie kiedy czytelnik poznaje Megan i Toma jeszcze nie wie czy bohaterowie muszą tylko lekko skorygować swoje podejście, by wyrwać się z pętli czasu, czy jednak ich problemy są dużo poważniejsze. Na pierwszy rzut oka przygotowujący się właśnie do ślubu narzeczeni, stanowią parę idealną. Kochają się, wspierają, tworzą zgodny związek już od wielu lat, a za kilkanaście godzin będą małżeństwem, mającym przed sobą świetlaną przyszłość. Ale czy na pewno? W trakcie próby przyjęcia weselnego dochodzi między nimi do koszmarnej awantury i ślub zostaje odwołany. Jednak o poranku Megan i Tom orientują się, że obudzili się w tym samym dniu, co poprzednio. Muszą wymyślić jak wyrwać się z pętli czasu oraz podjąć decyzję, co zrobią, jeśli dzień ślubu w końcu nadejdzie.
