Rzadko sięgam po opowiadania i rzadko wybieram nowsze książki Kinga, bo jednak w mój gust bardziej trafia jego wcześniejsza twórczość. Niemniej tym razem po prostu coś mnie tknęło i postanowiłam przeczytać zbiór Im mroczniej, tym lepiej. Otrzymałam dwanaście nowel różniących się długością oraz gatunkiem. Niektóre historie faktycznie są horrorami, ale znajdą się też opowiadania, którym zdecydowanie bliżej do kryminału lub science fiction. Fani Kinga z pewnością rozpoznają też nawiązania do innych jego dzieł. Przyznam, że sama jestem raczej kiepska w odnajdywaniu tych odniesień, bo pomiędzy lekturą kolejnych książek autora mija zbyt wiele czasu, żebym była w stanie zapamiętać gdzie toczy się akcja i jak nazywali się wszyscy bohaterowie. Niemniej uważam, że to fajny zabieg. Szkoda tylko, że jedno z opowiadań zdradza losy bohaterów powieści Cujo. Sama tej książki jeszcze nie czytałam, więc niestety mimowolnie złapałam dość poważny spoiler.
Nie widzę sensu w streszczaniu fabuły każdego z dwunastu opowiadań, ale wspomnę o tych, które wywarły na mnie największe wrażenie. Najbardziej podobały mi się dłuższe teksty, jak Zły sen Danny’ego Coughlina oraz Grzechotniki. Pierwsza z wymienionych historii liczy ponad sto osiemdziesiąt stron i opowiada o tytułowym bohaterze, który zaczyna mieć poważne kłopoty z policją tuż po tym jak odnajduje ciało zamordowanej młodej kobiety. Pewien inspektor jest przekonany, że to właśnie Danny popełnił morderstwo i zrobi wszystko, żeby wpakować go za kratki, ponieważ nie wierzy w opowieść mężczyzny utrzymującego, że miejsce zbrodni zobaczył we śnie. Solidnie napisane, długie opowiadanie, w którym bardzo dokładnie pokazano starcie zwykłego człowieka z systemem. Wystarczy trochę plotek, lekkie nagięcie metod prowadzenia śledztwa, by niemalże zrujnować komuś życie. Druga historia to właśnie ta powiązana z Cujo. W trakcie lektury odniosłam wrażenie, że to najbardziej kingowskie opowiadanie i faktycznie tutaj czułam rękę mistrza. W Grzechotnikach poznajemy starszego mężczyznę spędzającego czas pandemii na wyspie u wybrzeży Florydy. Vic Trenton zajmuje się głównie spacerami po okolicy, by utrzymać swoje ponad siedemdziesięcioletnie ciało w formie i pewnego dnia spotyka kobietę pchającą pusty dziecięcy wózek. Vic słyszał o pani Bell, która czterdzieści lat temu straciła synów w tragicznych okolicznościach i od tego czasu codziennie wychodzi z domu z wózkiem, zachowując się tak jakby jej dzieci były w środku. Mężczyzna uprzejmie wita się z panią Bell, zagaduje, udaje nawet, że rozmawia z jej dziećmi, ale nie wie jeszcze, że to zachowanie będzie miało swoje konsekwencje. Najwięcej grozy, napięcia oraz tych wszystkich kingowskich straszaków znajduje się właśnie w tej historii.
Całkiem udana jest także nowela Dwóch utalentowanych skubańców. Może nie jest to najwybitniejszy tekst, ale ma w sobie to coś, co sprawia, że dobrze się go czyta. Tym razem King sięgnął po wątek związany z pojawieniem się kosmitów i dość dobrze sobie z nim poradził. Obca cywilizacja powraca też w opowiadaniu Czerwony ekran, ale jest ono nieco zbyt krótkie, by przerodziło się w coś więcej niż miła ciekawostka. Wyróżnię też Piąty krok, bo zupełnie nie spodziewałam się tak wstrząsającego zakończenia. Też krótka historia, ale w tym przypadku niewielka objętość ma sens i tutaj pisarz mnie mocno zaskoczył. Najmniej przypadły mi do gustu teksty Willie Popapraniec, Finn oraz Ekspert od turbulencji, ponieważ w moich oczach są nieco miałkie, niewyróżniające się niczym szczególnym i niezapadające w pamięć. Gdyby nie krótka notatka, którą sobie sporządziłam to po tygodniu nie pamiętałabym o czym te opowiadania właściwie były.
Po lekturze całego tomu stwierdzam, że twórczość Kinga mocno się zmieniła. Nie jest to zaskakujące odkrycie, bo przecież autor pisze od tak wielu lat, że zmiana perspektywy na pewne rzeczy jest normalna. Niemniej uderzyło mnie to jak wiele historii pokazuje bohatera w jesieni życia, który boleśnie zdaje sobie sprawę z przemijania. Nie jest to ani zarzut, ani pochwała, ale ewidentnie King ma świadomość upływającego czasu, a przynajmniej w tym zbiorze wyraźnie daje temu wyraz. Refleksje autora pojawiają się także w posłowiu, w którym zdradza skąd wzięły się pomysły na niektóre opowiadania, ale też robi krótkie podsumowanie swojej twórczości, wspominając o tym, że wpadające mu do głowy pomysły zawsze uważa za lepsze niż to, co ostatecznie napisał. Uważa, że jedynie w dwóch przypadkach zbliżył się do ideału, osiągając w pisarstwie niemalże dokładnie to, co sobie wyobraził. Zaskoczyło mnie to stwierdzenie, ale może tak już jest, że autor zawsze czuje pewien niedosyt. Im mroczniej, tym lepiej nie jest zbiorem opowiadań, które naprawdę straszą. Grozy jest stosunkowo niewiele, przynajmniej tej wypływającej z nadnaturalnych wydarzeń, ale nadal pojawiają się przebłyski kingowskiego gawędziarstwa, charakterystyczne dla niego wątki zmagania się z alkoholizmem, traumą wojenną oraz kryzysem twórczym. Przy czym wszystko okraszone jest świadomością przemijania. Uważam, że to solidny zbiór, który ma szansę spodobać się fanom Kinga.
Ocena: 4 / 6
Przeczytane książki Stephena Kinga:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz