Przed sięgnięciem po tę książkę nie zdawałam sobie sprawy, że zaginięcia w samych tylko parkach narodowych i leśnych ostępach w USA to tak rozległy i wciąż niezbadany temat. Jon Billman podaje, że żadna amerykańska instytucja państwowa nie prowadzi statystyk, więc nie wiadomo dokładnie ile osób rocznie przepada bez wieści na tych terenach. Na dodatek każdy park narodowy rządzi się własnymi prawami i wcale nie jest oczywiste, kto powinien rozpocząć, a potem koordynować poszukiwania, jak długo będzie trwać akcja i jakie zasoby finansowe zostaną na ten cel przeznaczone. Kontekstem do tych zagadnień jest sprawa zaginięcia Jacoba Graya, który w 2017 roku przepadł na terenie Parku Narodowego Olympic w stanie Waszyngton. Dwudziestodwuletni mężczyzna porzucił rower w pobliżu wartkiej rzeki o nazwie Sol Duc i słuch po nim zaginął. Billman rekonstruuje wydarzenia sprzed lat, szczególnie podkreślając determinację ojca zaginionego, który sprzedał dom oraz dobrze prosperującą firmę budowlaną, by miesiącami, z narażeniem własnego zdrowia, przeczesywać leśną głuszę. Randy Gray nigdy nie stracił nadziei, wierząc, że sprowadzi syna do domu.
