30 lipca 2015

Butik na Astor Place - Stephanie Lehmann


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 478
Rok pierwszego wydania: 2013
Rok polskiej premiery: 2015

Zdecydowałam się przeczytać Butik na Astor Place, ponieważ miałam ochotę na odmianę. Chciałam poznać historię inną niż kryminalna czy grozy, więc uznałam, że taka obyczajowa, spokojna opowieść o dwóch kobietach zajmujących się modą, ale żyjących w zupełnie różnych epokach, dostarczy mi rozrywki na kilka wieczorów, a przy tym pozwoli odpocząć od silnych emocji, pędzącej akcji i nieustannie rosnącego napięcia. Jednak, kiedy wzięłam książkę do ręki i zaczęłam pochłaniać stronę za stroną, zorientowałam się jak bardzo się myliłam, szufladkując dzieło Stephanie Lehmann jako przerywnik pomiędzy bardziej interesującymi lekturami. Szybko okazało się, że właśnie ta konkretna powieść zawładnęła moimi myślami, o czym świadczyło czytanie w każdej wolnej chwili i przekonywanie samej siebie, że jeszcze jeden rozdział i na dzisiaj koniec. Nie mogłam rozstać się z bohaterkami dopóki nie poznałam ich losów do końca, a kiedy to się wreszcie stało, poczułam smutek na myśl, że więcej już o nich nie usłyszę. Autorka stworzyła wyjątkowe postaci, które ożywają na kartach powieści i nie pozwalają o sobie zapomnieć przez długi czas.

Tytułowy butik należy do niespełna czterdziestoletniej Amandy, która zajmuje się sprzedażą ubrań vintage. Wyszukuje stroje noszone kilka dekad temu, naprawia je i odświeża, a następnie daje im drugie życie, sprzedając osobom potrafiącym docenić dawny styl. Pewnego dnia bohaterka wybiera się na spotkanie ze staruszką, chcącą pozbyć się niemal każdego ubrania z przeszłości. Amanda odnajduje kilka pięknych sukien nadających się do jej sklepu, ale za najcenniejsze znalezisko uważa zaszyty w mufce dziennik należący do niejakiej Olive Westcott, która w 1907 roku przeprowadziła się do Nowego Jorku. Kobieta wie, że powinna zwrócić pamiętnik staruszce, ale po przeczytaniu kilku wpisów nie może się do tego zmusić bez poznania historii Olive. Niespodziewanie losy obu bohaterek w pewien przedziwny sposób splatają się ze sobą, mimo że minęło już sto lat od czasu, gdy panna Westcott po raz pierwszy wędrowała ulicami Manhattanu.

Po przeczytaniu powieści Stephanie Lehmann utwierdziłam się w przekonaniu, że do ulubionych literackich motywów powinnam zaliczyć także opowieści, w których przeszłość splata się z teraźniejszością, pokazując jak na przestrzeni lat zmieniły się obyczaje, normy społeczne, komfort życia. Nie ukrywam, że najczęściej wycieczka w przeszłość jest znacznie ciekawsza niż śledzenie wydarzeń rozgrywających się współcześnie, więc tym bardziej doceniam pisarzy, potrafiących znaleźć złoty środek i w takim samym stopniu zainteresować czytelnika dawnymi czasami, jak i obecną rzeczywistością. Autorka Butiku na Astor Place bez problemu przykuła moją uwagę, sprawiając, że szybko zaangażowałam się w wydarzenia dotyczące zarówno Olive, jak i Amandy, nie mając poczucia, że ta druga została wprowadzona jedynie jako pretekst do odnalezienia dziennika z początku XX wieku. Lehmann świetnie poradziła sobie ze splataniem losów bohaterek, udowadniając, że przeszłość nieustannie do nas przemawia. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć wokół siebie i otworzyć na historie płynące ze zwyczajnych przedmiotów, nieatrakcyjnych budynków czy zapomnianych uliczek. 

Siłą tej książki są świetnie sportretowane bohaterki. Od samego początku rozumiałam ich postępowanie, razem z nimi przeżywałam wszystkie wzloty i upadki oraz kibicowałam im w dążeniach do poukładania sobie życia i osiągnięcia wymarzonych celów. Jestem zaskoczona tym z jaką łatwością wkroczyłam w świat obu kobiet oraz jak bardzo przejęłam się dotykającymi je nieszczęściami, zmianami, ale też nieoczekiwanymi uśmiechami losu. Nie spodziewałam się emocjonującej fabuły, a właśnie taką otrzymałam i przyznam, że nie mogłam oderwać się od lektury. Nie wiem jak autorka to zrobiła, ale z wypiekami na twarzy czytałam o wątpliwościach nieszczęśliwie zakochanej w żonatym mężczyźnie Amandy i ambicjach dzielnej Olive, która zdecydowanie wyprzedzała swoją epokę, uważając, że kobiety nie powinny mieć zamkniętych drzwi do kariery zawodowej. Układ rozdziałów dodatkowo podsyca ciekawość, ponieważ autorka zdecydowała się na naprzemienne pisanie o bohaterkach, dzięki czemu udało jej się logicznie połączyć ich wątki i sprawić, by odbiorca odczuwał, że między kobietami istnieje jakaś tajemnicza więź, mimo że teoretycznie nie mają ze sobą nic wspólnego.

Bardzo podobało mi się także skontrastowanie współczesnego stylu życia z normami i zasadami obowiązującymi na początku zeszłego stulecia. Pisarka skoncentrowała się głównie na kobietach, pokazując jak w przeciągu stu lat zmieniły się poglądy na ich rolę w społeczeństwie. Dziś trudno sobie wyobrazić, że dama z towarzystwa nie mogła wynająć pokoju w hotelu, jeśli nie towarzyszył jej małżonek lub ojciec, a uczciwa praca uważana była za coś hańbiącego, ponieważ w powszechnym mniemaniu tylko nieporządne i niemoralne panie zatrudniały się jako np. ekspedientki w domu towarowym. Lehmann pokazuje jak społeczeństwo szufladkowało i kategoryzowało ludzi, a przede wszystkim jak utrudniało kobietom dojście do samodzielności i niezależności. Olive żyje w czasach przejściowych, bo choć swoboda obyczajów stoi tuż za progiem, to jednak wciąż daleka droga do tego, by nikt nie ośmielał się narzucać innym, co jest moralne, a co godne potępienia. W powieści znalazło się też miejsce na charakterystykę różnic klasowych oraz podwójnych standardów obowiązujących w zależności od płci.

Z wątkiem Amandy związany jest natomiast problem zbytniego przywiązania do przeszłości i przekonania, że dawniej było ciekawiej, prościej, bardziej magicznie. W każdym rozdziale poświęconym tej bohaterce można wyczuć nostalgię za minionymi latami, zwłaszcza za tymi, których nie dane było Amandzie doświadczyć. Z racji na swoją pracę kobieta często wraca myślami do dawnych czasów, zastanawiając się, kim byli ludzie noszący sprzedawane przez nią stroje, jak kilka dekad temu wyglądało miasto itd. Podobały mi się te rozważania bohaterki, zwłaszcza że zostały okraszone informacjami o prawdziwych miejscach czy budynkach, które niegdyś były chlubą Nowego Jorku, a teraz albo zostały zapomniane, albo zmiecione z powierzchni przez nieubłagalnie nadciągający postęp. Stephanie Lehmann pokusiła się także o wprowadzenie elementów realizmu magicznego, który moim zdaniem świetnie komponuje się z opisanymi wydarzeniami, dodając do opowieści odrobinę tajemniczości i niesamowitości. 

Na kilku ostatnich stronach zamieszczono wywiad z pisarką, z którego między innymi można dowiedzieć się, dlaczego zdecydowała się na dość otwarte zakończenie. Przyznam, że jej wyjaśnienia mają sens i przyjmuję do wiadomości tłumaczenie, że przeszłości prawie nigdy nie da się w całości odkryć i prześledzić. Niemniej czuję lekki niedosyt, bo historia opisana w Butiku na Astor Place naprawdę mnie oczarowała i z chęcią dowiedziałabym się, co czeka Amandę oraz jak dokładnie potoczyło się życie Olive. Niestety muszę zadowolić się tym, że pierwsza z kobiet podejmuje pewne ważne decyzje i wreszcie czeka na to, co przyniesie przyszłość, natomiast losy drugiej bohaterki zostają owiane tajemnicą i w zasadzie wraz z ostatnim wpisem w dzienniku, postać usuwa się w cień. Zakończenie jest więc dla mnie przysłowiową rysą na szklę, psującą doskonałość tej powieści, ale mimo wszystko gorąco ją polecam, bo to jedna z tych wartościowych i zapadających w pamięć historii. 

Ocena: 5 / 6

Egzemplarz recenzencki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Muza.

http://muza.com.pl/powiesc-obyczajowa/1954-butik-na-astor-place-9788377588925.html/?dosiakksiazkowo

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza