8 lipca 2014

Killer is Dead


Producent: Grasshopper Manufacture
Wydawca: Kadokawa Shoten Publishing
Gatunek: akcja, science-fiction
Data premiery: 27 sierpnia 2013

Jeśli znacie i lubicie produkcje studia Grasshopper Manufacture, to z czystym sumieniem mogę wam polecić Killer is Dead. Jestem przekonana, że fani gier sygnowanych nazwiskiem Goichiego Sudy nie będą rozczarowani, dlatego że w tym tytule znajduje się wszystko, co dla japońskiego twórcy charakterystyczne. Nie brakuje więc niezwykle widowiskowych potyczek z osobliwymi przeciwnikami; specyficznej, groteskowej estetyki; humoru, a także erotyki obecnej w jednym z trybów rozgrywki. Jeśli jednak nie mieliście wcześniej okazji poznać jakiejkolwiek gry powstałej we wspomnianym studiu lub w ogóle nie kojarzycie projektów Sudy 51, lepiej zastanówcie się chwilę zanim ruszycie do sklepów po własny egzemplarz Killer is Dead. Dlaczego zalecam ostrożność? Nie, wcale nie chcę odstraszyć potencjalnych graczy, bo jak się zaraz przekonacie, moja recenzja jest raczej pozytywna, ale mam świadomość, że nie wszystkim ten tytuł przypadnie do gustu.

 Kompozycja kadru poziom mistrzowski.

W przypadku gier akcji fabuła często schodzi na dalszy plan, ponieważ liczy się dynamiczna rozgrywka, która ma zaangażować niemal całą uwagę odbiorcy, więc pojawiająca się gdzieś w tle historia raczej nie należy do najistotniejszych elementów danego tytułu. Tak też jest z wątkiem fabularnym w Killer is Dead, ponieważ opowieść dotycząca głównego bohatera Mondo Zappy nie jest szczególnie porywająca. Najprościej rzecz ujmując – mężczyzna należy do grupy płatnych zabójców, których praca polega na eliminowaniu ze społeczeństwa wszelkich potworów, demonów i innych „czarnych charakterów”. Wszystkie egzekucje wykonywane są oczywiście w słusznej sprawie, bo dzięki nim świat zostaje oczyszczony z okrutnych tyranów, oszustów i szaleńców ogarniętych wizją uzyskania kontroli nad ludźmi. Bohater nie ma żadnych dylematów moralnych, działa jak robot bezlitośnie eliminując kolejnego przeciwnika. Jednak jak każdy twardziel, tak i Mondo ma swój słaby punkt. Mężczyzna utracił wspomnienia, nie pamięta ani kim był zanim stał się egzekutorem, ani w jaki sposób dołączył do grupy zabójców na zlecenie. 

 A to właśnie Mondo gotowy do wykonania zadania.

Jak już zaznaczyłam wcześniej wątek fabularny nie jest w tej grze najważniejszy, ale nie zmienia to faktu, że umieszczono sporo przerywników narracyjnych, dzięki którym gracz zyskuje informacje o kolejnych przeciwnikach do wyeliminowania, a także obserwuje jak stopniowo Mondo odzyskuje pamięć, co skutkuje ujawnieniem pewnego sekretu związanego z jego przeszłością. Fragmenty te nie należą do najkrótszych, ale ani razu nie odczuwałam znużenia dialogami czy też monologami poszczególnych postaci, więc uważam, że warto obejrzeć wszystkie te przerywniki do końca, żeby dokładnie wiedzieć, co i dlaczego trzeba zrobić. Ponadto niektóre są dość humorystyczne, inne nieco mroczne, więc o nudzie nie może być mowy. Skoro wspomniałam już o komizmie to muszę dodać, że w tej produkcji realizuje się on głównie poprzez dialogi protagonisty z kolejnymi bossami. Co ciekawe, co najmniej dwa razy twórcy przełamują czwartą ścianę, ponieważ Mondo otwarcie mówi o tym, że jest częścią wirtualnego świata, co wprowadza do rozgrywki dość specyficzną atmosferę.

 W tej grze większość miejsc wygląda co najmniej tak ładnie jak to.

Wszystkie walki zarówno z bossami jak i pomniejszymi przeciwnikami odbywają się w bardzo widowiskowy sposób. Bohater ma do dyspozycji katanę oraz własne, mechaniczne ramię przystosowane do zadawania ciosów specjalnych. Pokonanie wrogów nie nastręcza zbyt wiele trudności, ale żeby wyjść z każdego starcia bez szczególnego uszczerbku na zdrowiu, warto nauczyć się kilku przydatnych kombinacji pozwalających naprzemiennie unikać uderzeń oraz skutecznie atakować. Uniki są szczególnie ważne, ponieważ zazwyczaj antagoniści są znacznie więksi i silniejsi od głównego bohatera, więc jedyną szansą na ich pokonanie jest umiejętne blokowanie gradu ciosów oraz sprytne okrążanie wroga w poszukiwaniu jego najsłabszego punktu. Co jakiś czas można również uruchomić tryb furii pozwalający uzyskać przewagę nad oszołomionym i zdezorientowanym rywalem. Mondo nikomu nie okazuje litości, a sposobów zadawania śmierci ma wiele, z czego do ulubionych należy dekapitacja. Oczywiście przy każdym starciu krew leje się obficie, a w powietrzu wirują nie tylko wytrącone z rąk wrogów broń oraz fragmenty uzbrojenia, ale także odcięte kończyny przeciwników na dowód tego, że protagonista zna się na swojej robocie. Pokonanie poszczególnych bossów także ma spektakularny przebieg, dlatego że odbywa się w kilku etapach i za każdym razem potwór przemienia się w jeszcze bardziej odrażającą i groźną istotę.

 Krew tryskająca z przeciwników służy m.in. do leczenia obrażeń bohatera.

Amatorzy growych slasherów powinni być usatysfakcjonowani, ponieważ w Killer is Dead walczyć trzeba niemal na każdym kroku i to nie z byle kim, bo wśród przeciwników nie ma zwyczajnych, banalnych postaci. Gracz musi zmierzyć się między innymi z wampirem, opanowaną przez demona dziewczyną, gigantem niszczącym całe miasto, a także upiornym… pociągiem. Jak zwykle twórcom z Grasshopper Manufacutre nie zabrakło fantazji przy wymyślaniu kolejnych zadań oraz projektowaniu otoczenia, w którym poszczególne misje należy wykonać, dlatego w przerwach między pozbawianiem życia kolejnych antagonistów, podziwiałam uroki mrocznego zamczyska, pięknej willi znajdującej się na księżycu, krainy reprezentującej świat snów oraz kilka innych równie interesujących lokacji. Od gier, nad którymi pieczę sprawuję Suda 51 oczekuję nietypowej estetyki łączącej niepasujące z pozoru konwencje gatunkowe. Na szczęście recenzowany tytuł nie zawodzi pod tym względem i prezentuje dokładnie to, czego się spodziewałam, czyli radosne, nasycone barwy oraz błyszczące elementy skontrastowane z brutalnym przebiegiem rozgrywki. Myślę, że tylko w projektach Sudy można podziwiać krople krwi układające się w fantazyjne wzory, cienie na twarzach bohaterów, przywodzące na myśl estetykę kina noir oraz szereg absurdalnie kolorowych świecidełek potrzebnych do rozwijania umiejętności bohatera. Wszystko to tworzy nieco groteskową mieszankę, którą spotkać można niemal we wszystkich grach japońskiego twórcy.

Lepiej nie dociekać, co to za monstrum.

Z tego, co zdążyłam zaobserwować wynika, że Killer is Dead często obrywa od recenzentów za kontrowersyjny tryb Gigolo Mode polegający na tym, że Mondo musi uwieść kilka kobiet. Zgodzę się, że misji, w których zadaniem bohatera jest patrzenie na biust czy krocze swoich towarzyszek, a następnie obdarowywanie ich prezentami w nadziei, że piękne panie zgodzą się na wspólne spędzenie nocy, nie można nazwać wyrafinowanymi czy subtelnymi, ale dziwi mnie aż taka nagonka na tę grę. Produkcje Sudy 51 są specyficzne i chyba czas do tego przywyknąć, a nie rozpętywać burzę za każdym razem, gdy w dialogach padną komentarze o podtekście seksualnym lub na ekranie ukaże się skąpo odziana kobieta. Zresztą inspiracją w tworzeniu postaci głównego bohatera był James Bond, co też wiele tłumaczy. Jednak nie można zapominać, że Gigolo Mode służy głównie do otrzymywania nowych rodzajów broni. Jeśli Mondo uwiedzie którąś z kobiet, w nagrodę dostanie od niej dodatkowe uzbrojenie, które szybko okazuje się przydatne w walce z wymagającymi przeciwnikami.

 Ciekawe, co lubią wampirzyce. Kwiatki, czekoladki, a może biżuterię?

Nie ukrywam, że opisywana gra przypadła mi do gustu i z niecierpliwością czekam na kolejny tytuł promowany przez Goichiego Sudę, ale niestety produkcja nie jest bez wad. Najpoważniejszy minus dotyczy bardzo złej optymalizacji powodującej, że wersja na PC może napsuć użytkownikom krwi. Widać, że sterowanie jest dostosowane do konsoli, więc w trakcie grania na komputerze często irytowałam się na dziwne, zupełnie nieintuicyjne rozwiązania. Ale o ile taką niedogodność mogłabym jeszcze jakoś przełknąć, o tyle nie do wybaczenia są błędy skutkujące tym, że często albo dana misja nie chce się wczytać za pierwszym razem, albo nagle rozgrywka zostaje bez powodu przerwana, a cały postęp w grze utracony. Wprawdzie błędy nie zdarzają się nagminnie, ale mnie wystarczyło, że dwa razy zaczynałam to samo zadanie, żeby porządnie się zezłościć. Jako mniej poważne wady muszę wypunktować stanowczo za krótki czas rozgrywki, bo przejście tego tytułu nie trwa więcej niż 8 godzin, a także dość wyśrubowane wymagania związane z rozwojem postaci. Zanim zdołałam ulepszyć wszystkie cechy bohatera to gra się po prostu skończyła.

Akcja, akcja i jeszcze raz akcja.

Zgodnie z tym, co napisałam w pierwszym akapicie, polecam Killer is Dead fanom zwariowanych, nieco groteskowych a czasami nawet absurdalnych gier, w których nacisk położono na akcję, a nie rozbudowaną fabułę. Amatorzy widowiskowych pojedynków i oryginalnie wyglądających lokacji na pewno będą zadowoleni. Sama z pewnością wystawiłabym wyższą ocenę, gdyby tylko wersja na PC była bardziej dopracowana. Niestety tak nie jest, więc Killer is Dead może liczyć jedynie na mocną siódemkę.

Ocena: 7 / 10

 Grę otrzymałam dzięki uprzejmości portalu ŚwiatGry.pl




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza