Wydawnictwo: G+J
Liczba stron: 368
Kiedy
sięgałam po powieść Sebastiana Fitzka wiedziałam, czego się spodziewać jeszcze
zanim otworzyłam ją na pierwszej stronie. Nie musiałam czytać opisu fabuły ani
zerkać na hasła zachęcające do wybrania akurat tej historii spośród tysiąca
innych thrillerów, żeby mieć pewność, że jest to lektura dla mnie. To wyznanie
może brzmi trochę zabawnie biorąc pod uwagę fakt, że oprócz recenzowanego
właśnie Odłamka czytałam zaledwie
dwie książki niemieckiego pisarza, ale trudno, jakoś zniosę Wasz lekko drwiący
uśmiech. Po prostu nic nie poradzę na to, że na samą myśl o twórczości Fitzka
natychmiast do głowy przychodzą mi sformułowania takie jak: inteligentna gra z
czytelnikiem, niezwykle szybko rozwijająca się akcja, niewyraźna granica
pomiędzy rzeczywistością a urojeniami protagonisty, bohater postawiony w
sytuacji bez wyjścia oraz zakończenie, którego z pewnością nie przewidzę. Te
skojarzenia sprawiają, że nie jestem w stanie odmówić sobie systematycznego
dodawania kolejnych książek Fitzka do domowej biblioteczki, bo dokładnie takich
elementów oczekuję od dobrze skonstruowanych, trzymających w napięciu
thrillerów. Bez wątpienia Odłamek należy
do grona takich powieści. Jeśli lubicie jak pisarz bawi się z odbiorcami
najpierw zachęcając do wyciągania konkretnych wniosków i stawiania hipotez, a
później brutalnie je obalając i wyśmiewając, to z kolejnej wyprawy do księgarni
lub biblioteki powinniście przynieść właśnie tę książkę.
Akcja
rozgrywa się właściwie w ciągu jednej doby. Czytelnik poznaje pogrążonego w
żałobie Marca Lucasa. Kilka miesięcy temu w wyniku tragicznego wypadku
samochodowego mężczyzna stracił żonę i nienarodzone dziecko. Od tamtej pory
jego życie jest pasmem udręk, ponieważ każdy dzień przynosi tylko ból, ogromną
tęsknotę za rodziną, a na dodatek także przytłaczające poczucie winy,
wynikające ze świadomości, że to sam Marc ponosi odpowiedzialność za śmierć
ukochanej Sandry oraz ich syna. Kiedy bohaterowi wydaje się, że jest już u
kresu sił, znajduje w gazecie ogłoszenie o klinice poszukującej chętnych do
wytestowania eksperymentalnej metody wymazywania traumatycznych wspomnień. Z
jednej strony Marc nie chce zapominać o swoich bliskich, ale z drugiej nie może
już znieść życia bez nich, więc poddanie się takiej terapii wydaje mu się
ostatnią deską ratunku. Jednak po przejściu wstępnych testów rezygnuje z
udziału w eksperymencie. Wraca do domu, a tam… wszystko wygląda inaczej. Klucze
nie pasują do mieszkania, na drzwiach wisi tabliczka z innym nazwiskiem, a na
dodatek Marc jest przekonany, że widział w oknie zmarłą żonę. Oczywiście nie
powiem wam, co dzieje się dalej, ale zdradzę, że to dopiero początek koszmaru
Lucasa.
Odłamek to kawał dobrego thrillera, w którym w pewnym
momencie można kompletnie stracić rozeznanie w tym, kto jest pozytywnym, a kto
negatywnym bohaterem, co jest prawdą, a co jedynie wyobrażeniem i wreszcie, co
się tak naprawdę w tej historii dzieje. Pisarz do mistrzostwa opanował zdolność
pogrywania sobie z czytelnikiem. Nie zliczę ile w ciągu całej lektury miałam
mniej lub bardziej prawdopodobnych hipotez, podejrzeń i założeń, które Fitzek
obrócił w niwecz jednym zdaniem. Nie wiem czy istnieje drugi autor z tak bujną
wyobraźnią służącą do kreowania najbardziej okrutnych, mrożących krew w żyłach,
koszmarnych wizji. Jeśli ktoś poprosiłby mnie teraz o wskazanie fikcyjnej
postaci tragicznie doświadczonej przez los, pozbawionej jakichkolwiek nadziei
na lepszą przyszłość oraz przygniecionej ciężarem własnych zaniedbań i
grzechów, bez wahania wskazałabym na Marca Lucasa. Mam wrażenie, że bohatera
spotkało wszystko, co najgorsze. Bo czy można wyobrazić sobie coś straszniejszego
niż utrata najbliższej rodziny, na dodatek z własnej winy? A jeśli jeszcze
dorzucimy do tego szereg trudnych do logicznego wytłumaczenia zdarzeń oraz
fizycznych dolegliwości utrudniających podejmowanie działania? To jest tak
okrutne i przerażające, że lepiej nawet nie zastanawiać się nad tym, co każdy z
nas zrobiłby na miejscu bohatera.
Fitzek
pisze konkretnie i dobitnie, co dla mnie jest kolejną zaletą jego twórczości. W
książce nie ma rozwlekłych charakterystyk, dialogów rozciągniętych na kilka
stron czy dywagacji bohatera zastanawiającego się nad swoim losem. Nic z tych
rzeczy, w Odłamku najważniejsze jest
szybkie tempo akcji, wobec czego nie ma już miejsca na wielostronicowe rozterki
i kwieciste opisy. Zresztą to nie ten typ literatury i chwała pisarzowi za to. Sięgając
po tę powieść musicie wiedzieć, że nie będziecie się nudzić nawet przez chwilę,
bo nie sposób odczuwać znużenie, kiedy co kilka stron autor po prostu wywraca
wszystko do góry nogami i nakazuje odbiorcy przeanalizować wydarzenia jeszcze
raz i wysnuć nowe wnioski w oparciu o zupełnie świeże, szokujące informacje.
Czytając o tym, co spotyka Marca Lucasa byłam zachwycona (i jednocześnie
przerażona) pomysłowością pisarza zapewniającą mi emocjonalną huśtawkę i
prowokującą do produkowania w zastraszającymi tempie przeróżnych teorii
spiskowych.
Pomimo
tego czasami czułam się nieco zmęczona oraz przytłoczona ogromem osobliwych
zdarzeń, przez co nie mogę ocenić tej historii tak wysoko, jak bym chciała. Bo
serio, kusi mnie, żeby ogłosić geniusz Sebastiana Fitzka i przymknąć oko na
pewne elementy, ale nie mogę tego zrobić. Fitzek tworzy świetne powieści,
niemal idealnie trafiające w mój gust, jednak w którymś momencie zawsze
przedobrzy, przez co w końcu zaczynają mnie te jego wybiegi męczyć. Pod tym
względem Odłamek wypada znacznie
lepiej niż Makabryczna gra, ale i tak
autor pokusił się tutaj o kilka twistów fabularnych za dużo. Mieszane odczucia
mam także co do zakończenia. Na pewno zaletą finału jest jego
nieprzewidywalność, nie odgadłam ani przyczyny wszystkich dziwnych wydarzeń,
ani dalszych losów bohatera. Ale jednocześnie pewne elementy składające się na
wyjaśnienie zagadki wydały mi się zbyt nieprawdopodobne. Ktoś może mi teraz
zarzucić czepialstwo, bo narzekam na małą wiarygodność historii, w której
protagonista udaje się do kliniki zajmującej się wymazywaniem pamięci. No cóż,
podobno sterowanie ludzkimi wspomnieniami jest już możliwe, bo naukowcy
dysponują substancjami powodującymi amnezję krótkotrwałą lub nawet całkowitą.
Jeśli tak rzeczywiście jest, to tym bardziej uznaję moje marudzenie za zasadne.
Odpowiadając
na najważniejsze w sumie pytanie, czyli „czytać czy nie czytać?”, stwierdzam
jednoznacznie, że czytać i to jak najszybciej, bo żadna inna powieść nie
dostarcza takich wrażeń jak Odłamek.
Ale przy tych wszystkich zachwytach nad prozą Fitzka, warto czasem z dystansem
spojrzeć na jego twórczość i wytknąć parę niedociągnięć. A tak na marginesie,
jeśli kiedyś rzuci się Wam w oczy informacja o planowanym spotkaniu z autorem
tej powieści, dajcie znać. Przeglądając stronę internetową pisarza i czytając
posłowie do Odłamka, doszłam do
wniosku, że Fitzek to sympatyczny gość i chętnie posłuchałabym jak opowiada o
swoich książkach :)
Ocena: 5 / 6
Książka przeczytana w ramach wyzwań Klucznik oraz Z półki
Ocena: 5 / 6
Książka przeczytana w ramach wyzwań Klucznik oraz Z półki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz