21 sierpnia 2014

Odłamek - Sebastian Fitzek


Wydawnictwo: G+J
Liczba stron: 368

Kiedy sięgałam po powieść Sebastiana Fitzka wiedziałam, czego się spodziewać jeszcze zanim otworzyłam ją na pierwszej stronie. Nie musiałam czytać opisu fabuły ani zerkać na hasła zachęcające do wybrania akurat tej historii spośród tysiąca innych thrillerów, żeby mieć pewność, że jest to lektura dla mnie. To wyznanie może brzmi trochę zabawnie biorąc pod uwagę fakt, że oprócz recenzowanego właśnie Odłamka czytałam zaledwie dwie książki niemieckiego pisarza, ale trudno, jakoś zniosę Wasz lekko drwiący uśmiech. Po prostu nic nie poradzę na to, że na samą myśl o twórczości Fitzka natychmiast do głowy przychodzą mi sformułowania takie jak: inteligentna gra z czytelnikiem, niezwykle szybko rozwijająca się akcja, niewyraźna granica pomiędzy rzeczywistością a urojeniami protagonisty, bohater postawiony w sytuacji bez wyjścia oraz zakończenie, którego z pewnością nie przewidzę. Te skojarzenia sprawiają, że nie jestem w stanie odmówić sobie systematycznego dodawania kolejnych książek Fitzka do domowej biblioteczki, bo dokładnie takich elementów oczekuję od dobrze skonstruowanych, trzymających w napięciu thrillerów. Bez wątpienia Odłamek należy do grona takich powieści. Jeśli lubicie jak pisarz bawi się z odbiorcami najpierw zachęcając do wyciągania konkretnych wniosków i stawiania hipotez, a później brutalnie je obalając i wyśmiewając, to z kolejnej wyprawy do księgarni lub biblioteki powinniście przynieść właśnie tę książkę.

Akcja rozgrywa się właściwie w ciągu jednej doby. Czytelnik poznaje pogrążonego w żałobie Marca Lucasa. Kilka miesięcy temu w wyniku tragicznego wypadku samochodowego mężczyzna stracił żonę i nienarodzone dziecko. Od tamtej pory jego życie jest pasmem udręk, ponieważ każdy dzień przynosi tylko ból, ogromną tęsknotę za rodziną, a na dodatek także przytłaczające poczucie winy, wynikające ze świadomości, że to sam Marc ponosi odpowiedzialność za śmierć ukochanej Sandry oraz ich syna. Kiedy bohaterowi wydaje się, że jest już u kresu sił, znajduje w gazecie ogłoszenie o klinice poszukującej chętnych do wytestowania eksperymentalnej metody wymazywania traumatycznych wspomnień. Z jednej strony Marc nie chce zapominać o swoich bliskich, ale z drugiej nie może już znieść życia bez nich, więc poddanie się takiej terapii wydaje mu się ostatnią deską ratunku. Jednak po przejściu wstępnych testów rezygnuje z udziału w eksperymencie. Wraca do domu, a tam… wszystko wygląda inaczej. Klucze nie pasują do mieszkania, na drzwiach wisi tabliczka z innym nazwiskiem, a na dodatek Marc jest przekonany, że widział w oknie zmarłą żonę. Oczywiście nie powiem wam, co dzieje się dalej, ale zdradzę, że to dopiero początek koszmaru Lucasa.

Odłamek to kawał dobrego thrillera, w którym w pewnym momencie można kompletnie stracić rozeznanie w tym, kto jest pozytywnym, a kto negatywnym bohaterem, co jest prawdą, a co jedynie wyobrażeniem i wreszcie, co się tak naprawdę w tej historii dzieje. Pisarz do mistrzostwa opanował zdolność pogrywania sobie z czytelnikiem. Nie zliczę ile w ciągu całej lektury miałam mniej lub bardziej prawdopodobnych hipotez, podejrzeń i założeń, które Fitzek obrócił w niwecz jednym zdaniem. Nie wiem czy istnieje drugi autor z tak bujną wyobraźnią służącą do kreowania najbardziej okrutnych, mrożących krew w żyłach, koszmarnych wizji. Jeśli ktoś poprosiłby mnie teraz o wskazanie fikcyjnej postaci tragicznie doświadczonej przez los, pozbawionej jakichkolwiek nadziei na lepszą przyszłość oraz przygniecionej ciężarem własnych zaniedbań i grzechów, bez wahania wskazałabym na Marca Lucasa. Mam wrażenie, że bohatera spotkało wszystko, co najgorsze. Bo czy można wyobrazić sobie coś straszniejszego niż utrata najbliższej rodziny, na dodatek z własnej winy? A jeśli jeszcze dorzucimy do tego szereg trudnych do logicznego wytłumaczenia zdarzeń oraz fizycznych dolegliwości utrudniających podejmowanie działania? To jest tak okrutne i przerażające, że lepiej nawet nie zastanawiać się nad tym, co każdy z nas zrobiłby na miejscu bohatera.

Fitzek pisze konkretnie i dobitnie, co dla mnie jest kolejną zaletą jego twórczości. W książce nie ma rozwlekłych charakterystyk, dialogów rozciągniętych na kilka stron czy dywagacji bohatera zastanawiającego się nad swoim losem. Nic z tych rzeczy, w Odłamku najważniejsze jest szybkie tempo akcji, wobec czego nie ma już miejsca na wielostronicowe rozterki i kwieciste opisy. Zresztą to nie ten typ literatury i chwała pisarzowi za to. Sięgając po tę powieść musicie wiedzieć, że nie będziecie się nudzić nawet przez chwilę, bo nie sposób odczuwać znużenie, kiedy co kilka stron autor po prostu wywraca wszystko do góry nogami i nakazuje odbiorcy przeanalizować wydarzenia jeszcze raz i wysnuć nowe wnioski w oparciu o zupełnie świeże, szokujące informacje. Czytając o tym, co spotyka Marca Lucasa byłam zachwycona (i jednocześnie przerażona) pomysłowością pisarza zapewniającą mi emocjonalną huśtawkę i prowokującą do produkowania w zastraszającymi tempie przeróżnych teorii spiskowych.

Pomimo tego czasami czułam się nieco zmęczona oraz przytłoczona ogromem osobliwych zdarzeń, przez co nie mogę ocenić tej historii tak wysoko, jak bym chciała. Bo serio, kusi mnie, żeby ogłosić geniusz Sebastiana Fitzka i przymknąć oko na pewne elementy, ale nie mogę tego zrobić. Fitzek tworzy świetne powieści, niemal idealnie trafiające w mój gust, jednak w którymś momencie zawsze przedobrzy, przez co w końcu zaczynają mnie te jego wybiegi męczyć. Pod tym względem Odłamek wypada znacznie lepiej niż Makabryczna gra, ale i tak autor pokusił się tutaj o kilka twistów fabularnych za dużo. Mieszane odczucia mam także co do zakończenia. Na pewno zaletą finału jest jego nieprzewidywalność, nie odgadłam ani przyczyny wszystkich dziwnych wydarzeń, ani dalszych losów bohatera. Ale jednocześnie pewne elementy składające się na wyjaśnienie zagadki wydały mi się zbyt nieprawdopodobne. Ktoś może mi teraz zarzucić czepialstwo, bo narzekam na małą wiarygodność historii, w której protagonista udaje się do kliniki zajmującej się wymazywaniem pamięci. No cóż, podobno sterowanie ludzkimi wspomnieniami jest już możliwe, bo naukowcy dysponują substancjami powodującymi amnezję krótkotrwałą lub nawet całkowitą. Jeśli tak rzeczywiście jest, to tym bardziej uznaję moje marudzenie za zasadne.

Odpowiadając na najważniejsze w sumie pytanie, czyli „czytać czy nie czytać?”, stwierdzam jednoznacznie, że czytać i to jak najszybciej, bo żadna inna powieść nie dostarcza takich wrażeń jak Odłamek. Ale przy tych wszystkich zachwytach nad prozą Fitzka, warto czasem z dystansem spojrzeć na jego twórczość i wytknąć parę niedociągnięć. A tak na marginesie, jeśli kiedyś rzuci się Wam w oczy informacja o planowanym spotkaniu z autorem tej powieści, dajcie znać. Przeglądając stronę internetową pisarza i czytając posłowie do Odłamka, doszłam do wniosku, że Fitzek to sympatyczny gość i chętnie posłuchałabym jak opowiada o swoich książkach :)


Ocena: 5 / 6

Książka przeczytana w ramach wyzwań Klucznik oraz Z półki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz