9 maja 2026

Mam do pana kilka pytań - Rebecca Makkai

 

Wydawnictwo: Poznańskie
Liczba stron: 552 
Pierwsze wydanie: 2023
Polska premiera: 2023

Bodie Kane pojawia się w murach swojej dawnej szkoły, ponieważ została poproszona o zrealizowanie dwutygodniowego kursu z filmoznawstwa. Elitarne liceum Granby’ego w niektórych miejscach zmieniło się nie do poznania, w innych z kolei jakby czas się zatrzymał. Bodie znów czuje się jak nastolatka, która zupełnie tutaj nie pasuje. Wracają wspomnienia sprzed lat, w szczególności dotyczące sprawy śmierci jej współlokatorki. Pewnego marcowego dnia 1995 roku ciało Thalii zostało znalezione na szkolnym basenie. O dokonanie zbrodni posądzono czarnoskórego fizjoterapeutę Omara. Dochodzenie prowadzono szybko i niedokładnie, ale mężczyzna wkrótce trafił do więzienia. Teraz, ponad dwadzieścia lat od tamtych wydarzeń, przeszłość dopada Bodie za sprawą uczniów chcących przygotować podcast o śmierci Thalii. Pewna zdeterminowana nastolatka uważa, że Omar został niesłusznie skazany. Początkowo bohaterka z niedowierzaniem przyjmuje te rewelacje, ale im dłużej o tym myśli, tym bardziej sugestia uczennicy ją uwiera. Co, jeśli zabójstwa dokonał ktoś z licznego grona przyjaciół i znajomych Thalii? A może za wszystkim stoi jej chłopak Robbie? A gdyby tak przyjrzeć się bliżej pewnemu nauczycielowi, który pozwalał sobie na zbyt wiele w kontaktach z nieletnimi?

Powieść opiera się na wątku kryminalnym, ale to wcale nie oznacza, że jest kryminałem. Intryga stanowi tylko pretekst do poruszenia tematów takich jak systemowa niesprawiedliwość, rasizm, seksizm, molestowanie seksualne, grooming oraz dorastanie z bagażem trudnych doświadczeń. Uważam, że autorka poruszyła dużo ważnych tematów i w przeważającej większości zrobiła to dobrze, to znaczy tak, by pokazać bohaterów uwikłanych w te sytuacje bez dzielenia ich na jednoznacznie „dobrych” i „złych”. To skomplikowanie oraz zniuansowanie uważam za największy plus książki. To nie jest świat, w którym bohaterowie spiskują przeciwko jednej osobie, uznając, że rzucą na nią podejrzenia, ponieważ będzie idealna do odegrania roli kozła ofiarnego. A jednak ktoś wskazał na Omara, ktoś inny powiedział, że sprzedaje narkotyki, ktoś przekazał plotkę, że Thalia miała romans ze starszym mężczyzną, a jeszcze innej osobie ulżyło na myśl, że przecież żaden z uczniów lub nauczycieli Granby’ego nie mógł popełnić tak strasznego czynu. W końcu, gdyby policja nie znalazła niezbitych dowodów na jego winę to nie zostałby skazany. Przecież odbył się proces, a niewinni ludzie nie trafiają do więzienia, prawda?

Podobnie poprowadzono wątek dorastania, mieszkania w szkole z internatem i mierzenia się z zachowaniami, które dzisiaj mają dużo większą szansę zostać uznane za nieodpowiednie niż w połowie lat 90. XX wieku. W opiniach czytelników przewija się głos, że autorka „na siłę” wplata feministyczne wątki, że już za dużo tych treści, zbyt łopatologicznie, a tak w ogóle to ile można o tym gadać i wszędzie dopatrywać się seksizmu. Moim zdaniem można, a nawet trzeba o tym gadać, pisać, słuchać, rozważać i piętnować, bo nie powinno się bagatelizować tego, że nastoletni chłopcy „wygłupiają się” w taki sposób, żeby otrzeć się o ciała koleżanek, ścisnąć je za piersi albo robią seksualne aluzje, bo to tylko „żarty”. Którejś nie spodobało się takie zachowanie? Na pewno jest sztywniarą, kujonką, lesbijką, jednym słowem nienormalną, dziwaczką, którą trzeba ustawić do pionu. Bodie przypomina sobie wiele takich sytuacji, w których jej granice zostały naruszone lub przekroczone, ale nic z tym nie zrobiła, bo wówczas nikt z tym nic nie robił. Przypomina sobie także pana Blocha, do którego odwołuje się tytuł książki. Zawsze zaangażowany, uśmiechnięty, nieco nieporadny, ale w ten czarujący sposób. Zawsze blisko uczniów, za blisko, zwłaszcza uczennic, które sobie upatrzył.

Ważne wątki oraz istotny komentarz społeczny zostały jednak ubrane w styl, który niestety mi nie odpowiadał. Przykro to stwierdzić, ale przez większą część książka jest po prostu nudna. Autorka mnóstwo miejsca poświęca na opisy czy dialogi, które w moim mniemaniu niewiele wnoszą do historii. Wielokrotnie cofamy się do lat 90., żeby obserwować nastoletnią Bodie i jej rówieśników, jednak jakimś cudem ten zabieg nie zbliża do protagonistki. Nie pozwala też lepiej poznać innych osób uczących się wówczas w Granbym, przez co trudno później przejąć się ich losem, gdy jako dorośli zostają wezwani do sądu, by opowiedzieć o wydarzeniach z przeszłości. Dorosła Bodie jest też irytująco niekonsekwentna, bo z jednej strony walczy o sprawiedliwość dla Thalii, ale z drugiej zachowuje się jakby przy tym nie chciała sobie ubrudzić rąk. Zasłania się stwierdzeniem, że niby uczniowie chcieli wrócić do tej sprawy, a ona nie miała wyboru i musiała podążać za ich zainteresowaniem, co oczywiście nie jest prawdą. Samą Bodie przyciąga sprawa śmierci dziewczyny, to ona zaszczepiła w uczestnikach kursu myśl, by nagrali podcast o Thalii, więc jest odpowiedzialna za wybuch ponownego zainteresowania opinii publicznej tym, co działo się w szkolnych murach.

Gorszym poziomem niekonsekwencji, żeby nie powiedzieć hipokryzji, jest również sprawa z byłym mężem Bodie. Okazuje się bowiem, że bohaterka nie widzi nic specjalnie zdrożnego w wykorzystywaniu przez Jerome’a swojej pozycji zawodowej i nakłanianiu bardzo młodej kobiety do bliskich kontaktów w zamian za obietnicę rozwoju kariery. Rozczarowało mnie również przedstawienie wydarzeń w sądzie, ponieważ czytelnik dostaje opis niejako z drugiej ręki. Brakowało mi napięcia, emocji, które zapewne pojawiłyby się, gdybym mogła śledzić przesłuchania świadków, wybiegi prawników i reakcje zgromadzonych w sądzie słuchaczy. Zamiast tego czytałam o tym, że Bodie siedzi w hotelu, notorycznie łamie zakaz kontaktowania się ze świadkami albo pożądliwym wzrokiem spogląda na kolegę, w którym podkochiwała się ponad dwie dekady temu. Gdzieś między tym wszystkim, wspólnie z najbardziej zaangażowanymi byłymi uczniami, rozwiązuje zagadkę śmierci Thalii, ale odbywa się to zupełnie bez fajerwerków i w zasadzie nie ma znaczenia, co bohaterowie ustalili. Taki zabieg wywołał u mnie ambiwalentne odczucie w kwestii zakończenia powieści. Z jednej strony brakuje triumfu, wielkiego zwycięstwa i związanego z tym happy endu, z drugiej może właśnie o to chodziło autorce, bo przecież w życiu rzadko mamy do czynienia z „filmową” wygraną, w której dobro pokonało zło, a sprawiedliwości stało się zadość.

Nie jestem do końca usatysfakcjonowana lekturą, ale podobało mi się na tyle, że Mam do pana kilka pytań oceniam pozytywnie. Rebecca Makkai porusza tematy niewygodne, trudne, niejednoznaczne, przez co zapadające w pamięć. Szkoda, że robi to w mało angażujący sposób, ale może to tylko moje odczucie, więc nie zrażajcie się i sprawdźcie sami.

 Ocena: 4 / 6
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz