6 października 2020

Opowieść podręcznej (sezon 1) + Freud + Tabula rasa


Liczba sezonów: 3 (czwarty w przygotowaniu)
Lata emisji: 2017-
Liczba odcinków w pierwszym sezonie: 10
Obsada: Elisabeth Moss, Yvonne Strahovski, 
Joseph Fiennes, Alexis Bledel, Max Minghella
 
Na początku tego roku przeczytałam Opowieść podręcznej, ale niestety nie dołączyłam do grona fanów tego tytułu. Spodziewałam się emocjonalnego tąpnięcia i historii, od której nie można się oderwać a otrzymałam specyficzną powieść pełną niedopowiedzeń oraz niejasności. Pomimo tego wątek opresji kobiet zainteresował mnie na tyle, że bez wahania sięgnęłam po serial inspirowany książką Margaret Atwood. Nie będę ukrywać, że na moją decyzję wpłynęły również liczne pozytywne recenzje tej produkcji oraz opinie znajomych, wśród których byłam ostatnią osobą niezaznajomioną z tematem. Kiedy wreszcie zabrałam się do oglądania, dosłownie przepadłam. Już po pierwszym odcinku wiedziałam, że ten sezon prezentuje dopracowaną, ogromnie poruszającą i angażującą opowieść o piekle kobiet, funkcjonowaniu totalitarnego państwa oraz wydarzeniach doszczętnie rujnujących życie bohaterów.
 
Zasady rządzące fikcyjnym światem są takie same jak te opisane przez Atwood. W wyniku przewrotu politycznego na terenie dawnych Stanów Zjednoczonych powstało nowe państwo o nazwie Gilead. Zmiana rządu wiązała się z represjami wobec obywateli niechcących podporządkować się zasadom życia w społeczeństwie, polegającym głównie na ograniczeniu praw kobiet. Niemalże z dnia na dzień wprowadzono szereg zasad, sprawiających, że kobiety przestały o sobie stanowić – zwolniono je z pracy, uwięziono w domach, sprowadzono do roli służących oraz tak zwanych podręcznych, czyli niewolnic, których zadaniem jest rodzenie dzieci. W tym świecie przyszło żyć znanej z powieści Fredzie, która została przydzielona do posiadłości komendanta Waterforda. W poprzednim życiu bohaterka miała na imię June. Posiadała też szczęśliwą rodzinę, przyjaciół, pracę i zainteresowania. Teraz jest Fredą – posłuszną podręczną co miesiąc gwałconą przez komendanta i poniżaną przez jego żonę. 
 
Uważam, że Seren Joy to najbardziej skomplikowana postać w pierwszym sezonie.
 
Pierwszy sezon serialu świetnie wypełnia luki z książkowego oryginału. Po lekturze zastanawiałam się w jaki sposób doszło do powstania Gileadu, jak przebiegał przewrót polityczny, dlaczego obywatele dopuścili do tego, by demokratyczny kraj zamienił się w państwo totalitarne, wreszcie – w jakich okolicznościach główna bohaterka straciła kontakt z rodziną? Wszystkie te wątki zostały poruszone przez twórców serialu i zaprezentowane widzom w formie pojawiających się od czasu do czasu retrospekcji. Nie jest to oczywiście nowatorski zabieg, ale wbrew pozorom niełatwo wprowadzić dodatkowe, kontekstowe informacje tak, by nie sprawiały one wrażenia sztucznych, na siłę wciśniętych wstawek objaśniających jak działa ekranowa rzeczywistość. W tej produkcji wszystkie informacje pojawiają się w odpowiednim czasie, co pogłębia historię oraz nadaje jej realizmu, mimo że fabuła wydaje się okrutnym, niemożliwym do zrealizowania scenariuszem.
 
Serial ujął mnie też swoją stylistyką.
 
Warto też podkreślić, że nie odsłonięto wszystkich kart od razu, więc serial z każdym odcinkiem staje się coraz bardziej interesujący, ale też zagmatwany. Bohaterowie otrzymali szczegółowe charakterystyki, co w połączeniu z dość niespiesznym rytmem opowieści, pozwala dokładnie poznać protagonistów oraz uzmysłowić sobie, że raczej nie dzielą się na tych jednoznacznie dobrych lub złych. Serialowa Freda jest znacznie bardziej przebojowa niż jej pierwowzór, ale mimo tego ma znikomą sprawczość. W Gileadzie mężczyźni u władzy zorganizowali sobie świat z przerażającą precyzją i skutecznością. Posiadają posłuszne żony zamknięte w domach, służące wykonujące codzienne obowiązki oraz podręczne mające zapewnić potomka. Czy wszystkim oficjelom odpowiedzialnym za przewrót odpowiada taki stan rzecz? Tak wyobrażali sobie nową rzeczywistość? Serial nie daje jednoznacznych odpowiedzi na te pytania, ale pokazuje, że państwo Waterford to skomplikowane postaci, których intencje trudno przewidzieć. Komendant wydaje się momentami zagubiony, samotny i niezrozumiany, ale czy można mu zaufać? Jego żona Serena Joy zrobi wszystko, by mieć dziecko. Nie liczy się z niczym i nikim, dążąc do osiągnięcia celu, ale może to właśnie ona ostatecznie okaże ludzką twarz? 
 
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej produkcji. Podoba mi się nie tylko scenariusz rozwijający wątki zasygnalizowane w powieści, ale również tempo opowiadania historii. Z jednej strony jest nieśpieszne, gdyż widz ma szansę dokładnie poznać bohaterów oraz otoczenie, w którym żyją, z drugiej jednak nie brakuje dynamicznych scen oraz przełomowych odcinków świetnie budujących napięcie. Nawet statyczne, spokojne kadry przedstawiające willowe przedmieścia czy podręczne robiące zakupy, mają w sobie coś elektryzującego oraz niepokojącego. Oglądając te fragmenty, często czułam, że za chwilę wydarzy się coś strasznego i cóż, zazwyczaj miałam rację. Świetnie sprawdził się też oszczędny, surowy styl wizualny, pokazujący sterylność i porządek rzeczywistości, z którą mierzy się Freda. Puste ulice, jednakowo zaprojektowane ogrody, zadbane rezydencje, kobiety w czerwonych sukniach idące w szeregu – to wszystko, wbrew pozorom, bardzo dobrze pokazuje patologie Gileadu. 
 
Na koniec muszę pochwalić obsadę. Elizabeth Moss genialnie sprawdziła się w roli Fredy. W przejmujący sposób gra zarówno zrezygnowaną, stłamszoną, pozbawioną nadziei na lepsze jutro podręczną, jak i kobietę, która zrobi wszystko, by dowiedzieć się czegoś o swojej rodzinie. Mam też nadzieję, że w kolejnym sezonie zobaczę jak Moss wciela się w postać Fredy-buntowniczki, przyczyniającej się do upadku opresyjnego państwa. Wspaniała w swojej roli jest również Yvonne Strahovski. Jako Serena Joy jest piękna, posągowa, elegancka, powściągliwa w wyrażaniu emocji, ale też okrutna, szalenie zdeterminowana i skupiona na swoim celu. Przyznam, że dzięki temu serialowi stałam się fanką jej aktorstwa. Nie będę pisać o każdym odtwórcy postaci z osobna, ale wszyscy spisali się świetnie i już cieszę się na myśl o kolejnych sezonach. Żałuję, że tak długo zwlekałam z obejrzeniem Opowieści podręcznej, nie popełnijcie mojego błędu :) Jeśli znacie już serial, koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach. 
 
Ocena: 10/10
 



Liczba sezonów: 1
Lata emisji: 2020
Liczba odcinków w sezonie: 8
Obsada: Robert Finster, Ella Rumpf, Georg Friedrich

Nie słyszałam o tym serialu dopóki nie trafiłam na niego w trakcie przeglądania zasobów Netfliksa. Zaintrygował mnie skrótowy zarys fabuły oraz fakt, że nie jest to anglojęzyczna produkcja. Wyobrażałam sobie, że wykorzystanie postaci Freuda w połączeniu z jego teoriami oraz wątkiem kryminalnym rozgrywającym się w latach 80. XIX wieku zaowocują angażującą i trzymającą w napięciu fabułą. Niestety trochę się rozczarowałam, gdyż Freud to dość osobliwy serial utrzymany w niejednoznacznej, onirycznej atmosferze, w której rzeczywiste wydarzenia przeplatają się z marzeniami sennymi, wizjami, halucynacjami i magicznymi rytuałami. 

W pierwszych odcinkach poznajemy tytułowego bohatera usiłującego przekonać środowisko lekarskie, że hipnoza jest skuteczną metodą leczenie histerii. Freud aspiruje do miana szanowanego medyka, ale ze względu na swoje niekonwencjonalne podejście do pacjentów jest obiektem kpin i docinków. Wkrótce mężczyzna zostaje wplątany w intrygę kryminalną oraz niebezpieczną grę z tajemniczą kobietą posiadającą magiczne zdolności mogące zagrozić politycznemu ładowi w monarchii austro-węgierskiej. Zdaję sobie sprawę, że to krótkie streszczenie brzmi dość dziwnie, ale taki właśnie jest ten serial. Jeśli liczycie, że Freud pełni rolę kogoś w rodzaju detektywa albo konsultanta policji, który dzięki swoim wywrotowym, jak na tamte czasy, teoriom, przyczynia się do łapania przestępców, to śpieszę donieść, że tak niestety nie jest. Mam wrażenie, że scenarzyści nie umieli zdecydować czy piszą historię kryminalną, fantastyczną czy biograficzną, gdyż fabuła zawiera mieszankę tych wszystkich elementów, co nie wyszło jej na dobre. Zamiast intrygującego połączenia widzowie dostali dziwaczny miszmasz sprawiający, że opowieść jest chaotyczna, a momentami wręcz niezrozumiała.

Freud przy pracy :)

Najlepiej wypadają sceny ukazujące Freuda jako lekarza oraz fragmenty poświęcone byłemu żołnierzowi armii cesarskiej. Alfred Kiss mierzy się z traumą wojenną, nękają go przeżycia z frontu i wszystkie okropieństwa, których doświadczył. Jest w fatalnym stanie psychicznym i wyraźnie potrzebuje pomocy wówczas jeszcze nieoferowanej. Kiss nie może udać się do specjalistycznego ośrodka, wziąć udział w terapii czy chociażby porozmawiać z ludźmi mającymi podobne doświadczenia. Musi zatem przy pomocy Freuda stawić czoła demonom wojny, a przy okazji również znaleźć mordercę młodej kobiety oraz zadbać o rodzinę, która również ucierpiała w czasie konfliktu. Moim zdaniem Kiss to najbardziej złożona i ciekawa postać, motywująca do oglądania kolejnych odcinków. Dużo słabiej rozpisano wątek wspomnianej już kobiety dysponującej nadnaturalnymi mocami. Fleur Salomé jest kimś na kształt medium wprowadzającym ludzi w trans, pośredniczką między światem żywych i zmarłych, będącą częściowo nieświadomą swoich mocy. Przyznam, że cały wątek Fleur oraz węgierskiej arystokracji uważam za dziwaczny, przesadzony i nieco nudnawy.

 Twórcy bardzo swobodnie nawiązują do freudowskich założeń. Teoretycznie każdy odcinek poświęcony jest innemu zjawisku lub problemowi opisanemu przez badacza, ale w praktyce nie zawsze te odwołania są czytelne lub w pełni wykorzystane. Z czasem coś niezrozumiałego dzieje się też z motywem hipnozy. W pierwszym odcinku Freud ma problem z wprowadzeniem pacjenta w trans, a parę epizodów później okazuje się, że prawie każdy w tym serialu umie zahipnotyzować człowieka. Nie przypominam sobie, by ta kwestia została racjonalnie wyjaśniona. Natomiast na plus zaliczam twórcom piękne kostiumy i dopracowaną, bogatą scenografię. Czasami czułam jakbym oglądała teatr telewizji, bo wspomniane elementy w połączeniu z ekspresyjną grą aktorską odróżniają serial od typowych netfliksowych produkcji. Miło było również posłuchać języka innego niż angielski. Nie mówię po niemiecku, więc nie jestem w stanie zweryfikować tej informacji, ale doczytałam, że aktorzy posługiwali się różnymi dialektami. Uważam, że warto to rozwiązanie docenić.

Grę aktorską oceniam jako zadowalającą. Robert Finster całkiem dobrze poradził sobie z główną rolą. Nie mam też nic do zarzucenia Elli Rumpf wcielającej się w postać Fleur. Na pewno wyróżniłabym Georga Friedricha w roli Kissa, ale tego się już pewnie domyśliliście :). Nie polecam, ani nie odradzam tego serialu. Z jednej strony ma sporo wad i niedociągnięć, z drugiej jednak stanowi ciekawą odmianę od tego, co oglądam zazwyczaj. Ostatecznie Freud zainteresował mnie na tyle, że nie żałuję poświęconego czasu chociaż jednocześnie cieszę się z braku doniesień o pracach nad nowymi odcinkami. To zamknięta historia i lepiej, żeby tak zostało. 

Ocena: 6/10 



Liczba sezonów: 1
Lata emisji: 2017
Liczba odcinków w sezonie: 9
Obsada: Veerle Baetens, Stijn Van Opstal, 
Natali Broods, Jeroen Perceval, Gene Bervoets

Szukając nieanglojęzycznego serialu wpisującego się w ramy gatunkowe kryminału lub thrillera, trafiłam na belgijską produkcję opowiadającą o kobiecie zmagającej się z utratą pamięci. Annemie D'Haeze nie cierpi na typową amnezję skutkującą tym, że człowiek nie wie kim jest lub nie rozpoznaje bliskich osób, ale mimo tego problemy z pamięcią mocno utrudniają jej życie. Od czasu wypadku samochodowego kobieta często zapomina, co wydarzyło się w ciągu kilku dni lub nawet godzin. Rozpoznaje męża oraz ukochaną córkę, ale często nie potrafi sobie przypomnieć, co robiła danego dnia, z kim się widziała, dlaczego udała się w konkretne miejsce. Lekarze zalecają spokój i odpoczynek, zapewniając, że Annemie w końcu odzyska pamięć krótkotrwałą. Niestety bohaterka nie może pozwolić sobie na luksus beztroskiego oczekiwania na poprawę zdrowia, gdyż nagle staje się podejrzaną w sprawie zaginięcia pewnego mężczyzny. Na domiar złego trafia do szpitala psychiatrycznego i dla własnego dobra powinna jak najszybciej przypomnieć sobie czy ma cokolwiek wspólnego ze sprawą.

Ten dość niepozorny serial zapewnił mi całkiem sporą dawkę emocji. Motyw utraty wspomnień czy problemów z pamięcią często pojawia się zarówno w książkach, jak i serialach, więc twórcy nie zaproponowali niczego oryginalnego. Jednak w tym przypadku klucz do sukcesu tkwi w sprawnie poprowadzonej narracji oraz odpowiednio pomieszanych wątkach, które w pewnym momencie splatają się w intrygującą całość. Widz podąża za wydarzeniami rozgrywającymi się w teraźniejszości, kiedy Annemie przebywa w placówce, usiłując odzyskać pamięć i oczyścić się z zarzutów oraz w przeszłości, dzięki czemu mamy okazję dobrze przyjrzeć się bohaterce i jej rodzinie. Retrospekcje stanowią integralną część opowieści, idealnie łącząc się ze scenami przesłuchań oraz fragmentami ukazującymi codzienność pacjentów szpitala psychiatrycznego. Scenarzyści zadbali, by na początku pojawiło się więcej pytań niż odpowiedzi, dzięki czemu przyciągnęli moją uwagę i sprowokowali do tworzenia własnych hipotez. Jeden ze zwrotów akcji szybko udało mi się rozszyfrować, ale nie wpłynęło to negatywnie na zaangażowanie w opowieść. Być może dlatego, że twórcy trzymają kilka asów w rękawie i nawet jeśli odbiorca pewne rozwiązania przewidzi, istnieje szansa, że w finale i tak będzie zaskoczony.

 

Nawet najbliższa rodzina skrywa sekrety.

Tabula rasa to kameralna produkcja, gdyż historia skupia się wokół kilkorga bohaterów. Podobało mi się takie ograniczenie, ponieważ miałam okazje dobrze przyjrzeć się ich wzajemnym relacjom i wyrobić sobie zdanie o poszczególnych członkach rodziny Annemie. Na pierwszy rzut oka kobieta wiedzie udane życie osobiste, ale czy na pewno może ufać mężowi? A może to jej matka ukrywa przed nią coś istotnego? Czy możliwe, że sama protagonistka zrobiła coś strasznego, co zupełnie wyparła z pamięci? Mnóstwo tego typu pytań zadawałam sobie w trakcie seansu, w napięciu czekając na to, co przyniesie kolejny odcinek. Muszę uprzedzić, że serial nie należy do specjalnie dynamicznych. Dominuje raczej powolny, spokojny rytm wydarzeń, dlatego niektórzy mogą odnieść wrażenie, że całość jest przydługa lub nieco przegadana. Sama jestem zaskoczona, że nie należę do tego grona, bo preferuję seriale z bardziej wartką akcją, ale jak widać od każdej reguły istnieje wyjątek. Bardzo pozytywnie oceniam też wszystkie horrorowe tropy jakie twórcy postanowili umieścić. Momentami Tabula rasa przeistacza się w opowieść grozy, co uważam za świetne rozwiązanie. Bohaterka jest nie tylko zdezorientowana brakiem wspomnień, ale również wystraszona tym, co dzieje się wokół niej. Słyszy kroki i szepty, mierzy się ze znikającymi notatkami, przestawionymi przedmiotami oraz niepokojącym zachowaniem najbliższych.

Naturalnie nie jest to produkcja bez wad. W ostatnim odcinku scenarzyści nieco przesadzili ze zbiegami okoliczności i zbyt naciąganym wyjaśnieniem pewnych wątków, ale uważam, że można przymknąć na to oko. Polecam serial fanom thrillerów i kryminałów, zwłaszcza jeśli jesteście nieco zmęczeni amerykańskimi czy brytyjskimi produkcjami.  

Ocena: 7,5/10


 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza