Po ostatnim rozczarowaniu thrillerami i kryminałami z wielką przyjemnością mogę napisać, że wreszcie trafiłam na powieść, która naprawdę mi się podobała i moim zdaniem zasługuje na większą reklamę. Szkoda, że nie jest to historia przetłumaczona na język polski, ale liczę, że jeszcze nic straconego i jakieś wydawnictwo zainteresuje się losami Ciary i Olivera, którzy poznają się tuż przed wybuchem pandemii Covid-19. Ich spotkanie wygląda na zupełnie przypadkowe. On widzi ją piąty dzień z rzędu w sklepie tuż obok biurowca i postanawia zagadać. Ona zdaje się zupełnie zaskoczona, ale zgadza się wypić kawę z przystojnym mężczyzną. Ich znajomość rozwija się jak typowa relacja między dwojgiem zauroczonych sobą ludźmi, jednak wszystko zmienia się, gdy w Dublinie wprowadzony zostaje lockdown. Ciara i Oliver postanawiają ze sobą zamieszkać, mimo że znają się dopiero niecałe trzy tygodnie. 56 dni od pierwszej rozmowy jedno z nich nie żyje. W luksusowym apartamentowcu policja znajduje ciało w zaawansowanym stanie rozkładu. Sprawa wygląda na zagadkową, czyżby lockdown stworzył okazję do popełnienia zbrodni doskonałej?
Jestem zaskoczona jak dobrze mi się tę powieść czytało i jak wiele emocji we mnie wzbudziła. Początkowo sądziłam, że będzie to historia zawierająca wątki przemocy domowej, w której okaże się, że jedno z bohaterów (zapewne on) będzie jakimś psychopatycznym zwyrodnialcem, który zwabił do mieszkania nowo poznaną osobę, a potem, z sobie tylko znanych przyczyn, brutalnie ją zamordował. Okazało się jednak, że autorka miała pomysł na dużo ciekawszą oraz bardziej skomplikowaną opowieść, więc zapewniam, że na czytelnika czeka sporo zaskoczeń wywołanych przez logicznie wymyślone zwroty akcji. Jestem ostatnio mocno wyczulona na punkcie plot twistów, ponieważ w wielu thrillerach nie mają one sensu i pojawiają się tylko po to, żeby szokować odbiorcę. W tym przypadku jest zupełnie inaczej. Widać, że Catherine Ryan Howard dobrze przemyślała intrygę, a także potrafiła ją poprowadzić tak, by zbudować suspens, wzbudzić napięcie oraz sprawić, że z niecierpliwością pochłaniałam kolejne strony, by dowiedzieć się, co będzie dalej.
56 days to opowieść o zbrodni, ale dużo miejsca zajmuje też wątek relacji pomiędzy głównymi bohaterami, co uważam za świetne posunięcie, ponieważ dzięki temu można dokładnie prześledzić jak rozwija się ich znajomość. W napięciu czytałam o tym jak Ciara i Olivier poznają się bliżej. Obserwowałam rozwijające się między nimi uczucie, co było tym ciekawsze, że oboje ewidentnie zostali w przeszłości skrzywdzeni i dość ostrożnie podchodzili do nowego związku. Sondowali się wzajemnie, sprawdzając czy łączą ich wspólne zainteresowania, czy mają o czym rozmawiać i dobrze czują się w swoim towarzystwie. Wszystko przyśpieszyło, kiedy z powodu obostrzeń pandemicznych postanowili razem zamieszkać. Bardzo podobało mi się to jak autorka zręcznie przechodzi od uroczych scen kiedy bohaterowie w dość nieporadny jeszcze sposób okazują sobie zainteresowanie i troskę, do wyraźnych sygnałów, że to nie będzie love story z happy endem, ponieważ jedno z nich coś ukrywa. A może oboje nie są do końca szczerzy?
Chwalę tę powieść również za to, że autorce udało się wprowadzić mnie w błąd bez uciekania się do podawania nieprawdziwych informacji czy wyskakiwania z jakimiś rewelacjami tylko po to, żeby nagle zmienić bieg wydarzeń albo ukazać protagonistów w innym świetle. Howard pisze tak, że nakierowuje czytelnika na pewien sposób myślenia, podsuwa podejrzenia, ale nie oszukuje. Sama dałam się złapać w pułapkę skojarzeń i najbardziej oczywistego wyjaśnienia, więc kiedy zorientowałam się jaka jest prawda, byłam bardzo zaskoczona. Nie ukrywam, że podobało mi się to inteligentnie wodzenie za nos i sądzę, że taki sposób pisania thrillerów powinien być standardem. Narracja toczy się dwutorowo, jednak nie mamy do czynienia z pierwszoosobową opowieścią ukazywaną naprzemiennie z perspektywy Ciary i Oliviera, co również odbieram jako plus. Zamiast tego wszechwiedzący narrator przedstawia wydarzenia w niechronologicznej kolejności. Rozdziały opatrzone hasłem „dziś” odnoszą się do dnia, w którym policja odkrywa ciało, ustala tożsamość zmarłej osoby oraz próbuje odgadnąć potencjalny przebieg zdarzeń. Natomiast pozostałe fragmenty to retrospekcje ukazujące protagonistów w różnych momentach ich relacji. Dzięki temu zabiegowi powieść trzyma w napięciu, ponieważ nieustannie zadawałam sobie pytanie, co mogło doprowadzić tę parę do tak tragicznego końca.
Jeśli nie lubicie czytać o pandemii to spieszę uspokoić, że w powieści wirus pojawia się jako tło wydarzeń i ważny kontekst, ale to nie jest książka o chorowaniu czy zmaganiu się z innymi trudnościami tamtego okresu. Tak pomyślana historia jest wiarygodna właśnie ze względu na okoliczności lockdownu, który prawdopodobnie w Irlandii był bardziej surowy niż w Polsce. Oczywiście można poczuć tę specyficzną pandemiczną atmosferę, bo autorka nie szczędzi opisu wyludnionego Dublina czy podejrzliwości jaka rodzi się pomiędzy sąsiadami lub mijającymi się na ulicy ludźmi, ale to nie jest dominujący temat. Gdybym bardzo chciała znaleźć jakieś wady, powiedziałabym, że okoliczności spotkania Ciary i Olivera są nieco naciągane. Widać to zwłaszcza już po skończeniu książki, kiedy można zastanowić się nad tym, co musiało się wydarzyć, żeby bohaterowie w ogóle zaczęli ze sobą rozmawiać. Niemniej gorąco ten tytuł polecam, zwłaszcza jeśli macie dość sztampowych i niewiarygodnych thrillerów.
Ocena: 5 / 6

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz