Nabrałam ochoty na lekturę, wiedząc o tej książce bardzo niewiele i cieszę się, że nie zapoznałam się z opisem wydawcy, bo na okładce wszystko zostało wyłożone, więc w praktyce streszczono ¾ powieści. Wystarczy wiedzieć, że historia rozpoczyna się na lotnisku, kiedy mężczyzna spotyka swojego kolegę ze studiów. Wydaje mu się, że po przywitaniu i wymianie zdawkowych uprzejmości każdy rozejdzie się w swoją stronę, ale okazuje się, że odnoszący sukcesy zawodowe Jeff Cook ma ochotę nadrobić stracone lata. Zaprasza bohatera na drinka, zamieniając kilkugodzinne oczekiwanie na opóźniony samolot w spotkanie pełne zwierzeń z przeszłości. Jeff opowiada o tym jak tuż po studiach uratował życie pewnemu człowiekowi, wyciągając go nieprzytomnego z wody. To wydarzenie odmieniło również jego życie, ponieważ Jeff nabrał czegoś na kształt obsesji na punkcie ocalałego. Szukał z nim kontaktu, obserwował go, chcąc koniecznie dowiedzieć się jaką osobą jest uratowany przez niego mężczyzna. Z czasem ich relacja zaczęła być nieco mroczna, a Jeff zaczął kwestionować swój heroiczny czyn, zastanawiając się czy nie byłoby lepiej, gdyby pozwolił tamtemu umrzeć.





